Swój pierwszy galop na pewno każdy z nas pamięta. Zwykle kojarzy nam się on z cudownymi przeżyciami, choć niestety nie zawsze. Gdy koń nam się spłoszy i wejdzie w nasz pierwszy galop, to cóż my, niedoświadczeni jeźdźcy mamy począć? Zwykle spadamy mocno się przy tym obijając. Lecz są to sporadyczne przypadki.
Zazwyczaj nasz galop jest poprzedzony długotrwałym treningiem przygotowywującym nas, do tego wspaniałego chodu konia. Odpowiednie przygotowanie daje nam mnóstwo przyjemności z odkrywania galopu.
Mój przypadek był nieco inny od wymienionych wyżej. Gdy zeszłam z lonży, rozpoczęły się wakacje, a na ich początku miałam jechać do dziadka w Bieszczady. Pół kilometra od domu dziadka było gospodarstwo agroturystyczne. Mieli także konie, które niestety, ale nie były zbyt posłuszne, mimo to, ludzie a zazwyczaj dzieci na nich jeździły i równie często zdażały się upadki... Pomimo wszystko, postanowiłam codziennie jeździć konno. Pierwszą jazdę miałam na stromej polanie.
Koń z kłusa, postanowił bez żadnej pomocy z mojej strony, że wejdzie sobie w galop. Ja, niedoświadczony jeździec zupełnie nie wiedziałam co robić, gdy koń zaczął mi galopować pod górkę. Dopiero co zeszłam z lonży! Widziałam tylko, że szarpie napięte wodze, więc oddałam mu je i mocno "wbiłam" się w siodło. I tak pogalopowałam sobie z koniem aż pod sam las.
Mimo mojej początkującej kariery jeździeckiej, dałam sobie radę i nawet spodobał mi się galop. Od tego dnia, przez dwa tygodnie mojego pobytu w Bieszczadach, galopowałam dzień w dzień. I było super!
Mój pierwszy raz wspominam średnio, ponieważ jechałam wtedy na kucyku szetlandzkim i z niego spadłam xd Okazało się, że jeszcze nie jestem gotowa na galop ;)
Mój pierwszy raz wspominam średnio, ponieważ jechałam wtedy na kucyku szetlandzkim i z niego spadłam xd Okazało się, że jeszcze nie jestem gotowa na galop ;)
Mój pierwszy raz wspominam średnio, ponieważ jechałam wtedy na kucyku szetlandzkim i z niego spadłam xd Okazało się, że jeszcze nie jestem gotowa na galop ;)