Reklama

Mój pierwszy Hubertus

galopuje.pl
27/10/2010 16:24
W niedzielę, 24 października tego roku, odbył się w SKH Rzeszotary, trzeci już Hubertus. Było to moje pierwsze tego typu święto i pierwsze zawody konne, wewnątrz szkółkowe. W planach były najpierw zawody, następnie gonitwa i na koniec ognisko z kiełbaskami i grochówką. Wszystko poszło zgodnie z planem, oprócz małych opóźnień.

W stajni zjawiłam się przed 10. O 10 zaczynały się zawody, ale dla tych bardziej zaawansowanych. Wszyscy mieli już osiodłane konie i niektórzy udali się na rozprężalnię. Znalazłam wśród stale powiększajacego się tłumu ludzi, moją koleżankę, Agnieszkę. Poszłyśmy do szatni i zostawiłyśmy swoje rzeczy. Następnie udałyśmy się pooglądać zaawansowanych, jak sobie radzą w ścieżce huculskiej. Przeszkody były najróżniejsze. Pamiętam niektóre z nich: równoważnia, slalom, skoki, stromy zjazd, wąski przejazd, firanki, bramka, opony, drągi i inne. Nam, mniej zaawansowanym, niektóre przeszkody zostały usunięte. "Starszym" jeźdźcom nawet nieźle szło.

Gdy dochodziła godzina 11, poszłyśmy wyczyścić i osiodłać nasze konie. Ja miałam Sonie, a Aga Wiosenke. Gdy już to zrobiłyśmy poszłyśmy nauczyć się kolejności przeszkód. Najbardziej bałam się tego, że nie zapamiętam jej i zrobię coś nie tak. Ale jak się okazało, trasę pamiętam dobrze do dziś... Następnie poszłyśmy na rozprężalnię rozprężyć konie. Bardzo się denerwowałyśmy, chociaż instruktorka zapewniała nas, że to tylko zabawa. Mimo wszystko stres był i tak większy. Chwilę postępowałam i zakłusowałam, aż wreszcie ktoś wyczytał moje nazwisko. Byłam trzecia! Bardzo się wkurzyłam, że zaczynam tak wcześnie. Wyszłam z hali i zobaczyłam mnóstwo ludzi wlepiających na mnie swój wzrok. Byłam całkowicie zdekoncentrowana. Pojawiłam się na mecie i zgłosiłam gotowość do startu. Po chwili usłyszałam słowo "start" padające od mojej instruktorki. Ruszyłam kłusem na równoważnię, po równoważni przeszłam stępem i oczywiście Sońka musiała z niej zejść i miałyśmy niezaliczoną przeszkodę. Następnym zmaganiem był zygzak, który na szczęście przeszłyśmy bezproblemowo. Potem dokłusowałyśmy do przeszkody, która polegała na przejściu po balach drewna. I oczywiście Sońka musiała usłyszeć swojego źrebaka i zaczęła mi odmawiać. W ogóle nie chciała po tej przeszkodzie ani kłusować, ani w ogóle mnie słuchać. Jakimś cudem zmusiłam ją do leniwego stępu. Przeszłyśmy pomiędzy balami siana, a przeszkodą do skoków (na zdjęciu). Potem miałyśmy wyjść pod górkę, ale Sonia nie chciała. Zaczęła wykręcać łeb i chciała pognać do źrebaka. Straciłyśmy dużo czasu na walkę, no i w oczach widzów też pewnie to nie ładnie wyglądało. Poszłyśmy na górkę, zaliczyłyśmy przeszkodę, potem zaliczyłyśmy slalom (oczywiście wolnym stępem, bo do kłusa ani rusz). Następnie był wachlarz. I tu był największy problem. Nie chciała w ogóle przez niego przejść, przy walce z nią zgubiłam na dodatek bata, o którym istnieniu wcześniej zapomniałam. No więc zaczęłam ją wypychać, dokładać łydki a ta nic. I stoimi przez kilka cennych sekund. Wreszcie leniwa jakoś się ruszyła i przeszła przez nie. Następnie były opony. Tu gładko nam przeszło i zjazd z górki. Oczywiście musiała się przed samym zjazdem zatrzymać na "opróżnienie się" i zjechałyśmy na dół. Na dole czekał nas slalom pomiędzy drzewami z przeszkodami "nad głową". Musiałam się schylić i nawet ta przeszkoda dobrze nam potem poszła. Następnie były firanki, bardzo proste z resztą. Kolejnym zmaganiem były drągi. Wszystko ok, tyle że cały czas stępowałyśmy zamiast kłusować. Potem kładka, znowu nie zaliczona (jakoś nie umiem konia na nie naprowadzać :P). I to była ostatnia przeszkoda.

Zajęłam 13 miejsce na 18 możliwych. W sumie to i tak nie tak źle patrząc na to, jak nam poszło. :P Tak czy siak, zsiadłam z konia i mocno się wkurzyłam. Stres rozładowałam podczas rozsiodłania go. :P W stajni już przygotowywali się jeźdźcy biorący udział w gonitwie (ja nie brałam). Czesali konie w piękne siateczki, warkoczyki i inne fantazyjne fryzury. Ubierali je też w białe czapraki i ogłowia. Najbardziej utkwiła mi w pamięci prywatna klacz Nimfa. Była pięknie uczesana, wyczyszczona i miała śliczne białe ogłowie i czaprak. Wyglądała jak z bajki. Ja pomogłam czesać konia koleżanki, Dominiki. Robiłam to pierwszy raz w życiu. Wymyśliłyśmy, że zrobimy siateczkę. Nawet ładnie nam wyszło, ale z ogonem było ciut gorzej. Wreszcie wyszliśmy na zewnątrz i udaliśmy się za jeźdźcami do miejsca gonitwy. Było to zaledwie kilkanaście metrów za stajnią.

Ustawiliśmy się wszyscy w najlepszym widokowo miejscu i zaczęliśmy oglądać gonitwę. Pierwszy raz widziałam coś tak pięknego. Bardzo chciałam być na miejscu tych wszystkich jeźdźców, gnących na szybkich koniach po lisią kitę. Kilka osób niestety spadło boleśnie, lecz wstali dzielnie i wskoczyli na swe rumaki. Lis miał w sumie 3 nory. Był wytrwałym i dobrym lisem. Siedział na najszybszym i najzwinniejszym koniu w stajni. W sumie dobrze poszło tej parze, jednak tak czy siak ktoś w końcu musiał go przecież złapać. Dokonał tego jakiś chłopak. Po złapaniu lisa, wszyscy ustawili się w szeregu i zostali udekorowani kolorowymi floo, a zwycięzca dostał piękny, wielki puchar. Jednak najlepszą nagrodą jest oczywiście uciekanie za rok, jako lis.

Następnie udaliśmy się wszyscy do stajni. Pomogłam koleżance rozsiodłać konia i zdjąć gumki. Potem wszyscy z niecierpliwością czekaliśmy na wyniki. Pierwsze miejsce na ścieżce huculskiej w wersji sportowej dla zaawansowanych zdobyła... Ula! Moja koleżanka ze szkoły. Wszyscy serdecznie bili jej brawa i gratulowali. Otrzymała puchar, dużą figurkę konia i floo. Potem instruktorka przeczytała wyniki dla osób z grupy mniej zaawansowanej. Ja byłam - jak już wcześniej wspomniałam - trzynasta. Otrzymałam w prezencie floo oraz dużo innych nagród, np. zeszyty z końmi, przywieszki itp. Następnie udaliśmy się na ognisko i zjedliśmy pyszne kiełbaski oraz rozmawialiśmy na końskie tematy.

Tegoroczny hubertus był moim pierwszym hubertusem. Bardzo spodobało mi się to święto i mam nadzieję, że w przyszłym roku też będę mogła w nim uczestniczyć. :) Kto wie, może już za rok wezmę udział w gonitwie? Było by super. W każdym bądź razie, muszę się teraz mocno przyłożyć do treningów i może uda mi się spełnić to marzenie.
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    laura65 2010-11-11 16:52:45

    Ja też nigdy jeszcze nie startowałam, ale musi być to bardzo fajne z tego co słyszałam :DCiekawa opowieść :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    marysia 2010-11-04 19:25:34

    ja też jeszcze nie startowałam , za rok może jak się uda... bardzo fajny artykuł;)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    redakcja 2010-10-28 15:08:07

    Hubertus jest to święto jeźdźców. Patronem jeźdźców (oraz myśliwych)  jest sam święty Hubert. :) Jego podstawą jest gonitwa na koniach za jeźdźcem z przywieszoną na plecach lisią kitą. Każdy rusza galopem i chce ją złapać, aby wygrać gonitwę. Gonitwa to podstawa, bez niej nie możemy mówić o jakimkolwiek Hubertusie. Ale żeby nie było tak nudno, że tylko zaawansowani biorą w niej udział to wymyśla się gonitwy np. kłusem (dla początkujących) lub różne zawody i inne ciekawe konkrusy na temat koni ;) Ogółem każdy koniarz spędza ten dzień na zabawy z końmi i wygrywa przy tym różne fajne nagrody.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama