Wczoraj byłam jak co tydzień w Dereszu. Jazdę prowadził pan Zbyszek. Wcześniej trochę "eksperymentowałam" z końmi, ale wczoraj postanowiłam wrócić na Bolero. Było nas 5: p. Gosia, p. Monika, Kasia, Ala i ja. Najpierw trochę stępu i przejście w stępie przez drągi parę razy. Potem kłus anglezowany w strzemionach i bez strzemion. Ćwiczebny kłus i przejścia przez drągi. Potem kłus ćwiczebny bez strzemion. Jedziemy sobie, jedziemy i widzimy, że instruktor ustawia przeszkodę. Przyznam szczerze, że mnie wmurowało. Niska stacjonatka - około 30-40 cm jeśli nie mniej. Z tego co się orientuję to żadna z nas oprócz chyba p. Gosi i Ali nie skakała. Instruktor wyjasnił co mamy robić i w którym momencie. Przychodzi moja kolej. Pełna koncentracja na przeszkodzie - nawet nie wiem jak to się stało, że tak szybko dojechaliśmy do tej przeszkody! Wszystko poszło ok oprócz tego, że za słabo wodze oddałam. Jak już z Bolkiem opadalismy to myślałam, że mu przez szyję przelecę - nie wyważyłam dobrze środka ciężkości. Przeszkoda oczywiście z kłusa, bo z galopu nawet rady bym chyba nie dała. Kilka kółeczek kłusikiem i kolejny najazd na przeszkodę - lepiej wyważony środek ciężkości, ale wodza nadal niewystarczająco popuszczona. Potem już koniec skoków i czas na galop. Coś mi nie szło z umiejscowieniem łydek. Instruktor mówi, że mam nogi ze strzemion wyjąć - myślałam, że się zabiję, ale dosiad w galopie podobno mi się poprawił i nastepna jazda (a przynajmniej galop) czeka mnie bez strzemion - no cóż... damy radę z Bolkiem! Cieszę się bardzo z tych przeszkód i mam nadzieję, że na nastepnej jeździe będzie możliwość skakania - jeśli tak to będę starała się dopracować wszystko do perfekcji !!!
ja miałam wczoraj pierwszy skok :) 30cm i 60cm kopertę :D skakałam z kłusa i "jako tako" z galopu. :)