Mój pierwszy tak wspaniały teren odbył się w ostatni poniedziałek, a zarazem ostatni dzień ferii w Stajni "Konik Polny". W teren pojechałam na Ognistej. W ostatnich dniach, jej źrebak Oleńka została od matki "odstawiona". Ognista była bardziej pobudzona i bardziej energiczna, ponieważ już nie produkuje mleka, a dostaje taką samą porcję owsu jaką dostawała kiedy jeszcze karmiła swojego źrebaka mlekiem. Podczas czyszczenia, była ona wyjątkowo przywiązana, gdyż była bardziej nerwowa niż zwykle. Gdy już ją wyczyściłam, pani Ewa osiodłała ją. Wyprowadziłyśmy konie z boksów i wsiadłyśmy na nie z pomocą pani Ewy. Wyjechałyśmy w zastępie : prowadziła pani Ewa na Ordonce, następnie była Mania na Pilocie, Marta na Pankracym, Ja na Ognistej i Łucja na Posyłce. Nie długo po wyjeździe, wjechałyśmy do lasu gdzie rozpoczęła się nasza przygoda. Jechałam za wałachem, więc musiałam uważać by za blisko nie podjeżdżać, co nie było takie łatwe, bo Ognista cały czas wyrywała do przodu, z trudem ją powstrzymywałam, ale trud się opłacił, bo się w miarę słuchała. Pilot był bardzo zdenerwowany, gdyż najczęściej to on jest czołowym, a tym razem prowadził kto inny, klacz Ordonka. Swoje emocje ukazywał po przez robienie baranków, zagalopowywań, nagłych skrętów itp. Za Pilotem jechał Pankracy, który robił dokładnie to samo co Pilot. Ja jechałam za Pankracym na Ognistej, która również się denerwowała, ale na szczęście nie okazywała tego aż tak często jak Pilot i Pankracy. Chociaż kilka razy o mało co nie spadłam, to i tak uważam ten teren za najwspanialszy w jakim brałam udział. Pozdrawiam Basia. ;)
xD
Tak :D on wszystko zaczynał :)
Pilot też się popisał:D