Zapewne pamiętacie swój pierwszy teren , ja swój również pamiętam i chciałam go krótko opisać . Tak wiec :
Nadszedł długo oczekiwany dzień , miałam jechać w swój pierwszy teren , wstałam już o 6 rano bo nie mogłam się doczekać . Koło godziny 9 mama zawiozła mnie do stadniny , tam dostałam konia o imieniu Gwiazda (mamusia mojej Perełki ;*) wyczyściłam go , koleżanka pomogła mi go osiodłać . W końcu wsiadłyśmy na konie i ruszyłyśmy , chociaż nie do końca , klacz przeszła kilka kroków i się zatrzymała i nie chciała ruszyć , dostałam kijek i lekko uderzyłam ją w tyłek to wtedy ruszyła . Jechałyśmy na włodarz to jakieś trzy godziny drogi od naszej stajni , po jakiś 30 minutach moja Gwiazda znów się zatrzymała i kijek już nie pomagał , koleżanka podjechała z tyłu i ją pogoniła , dłuższy czas szła , w końcu na prostej drodze Pani Instruktor powiedziała , żebyśmy się przygotowały do kłusa i wszystkie konie ruszyły kłusem tylko nie Gwiazdeczka , gdy już nie widziała koni to trochę pokłusowała i znów szła stępem ,dojechałyśmy na włodarz tam zjedliśmy odpoczełyśmy i ruszyłyśmy w drogę powrotną , klacz w drogę powrotną szła dużo lepiej nawet biegła kłusem klika razy się zatrzymywała ale to omińmy . Dotarłyśmy do stajni , rozsiodłałam klacz , wyczyściłam i zaprowadziłam do stajni . Potem jeszcze chwile rozmawiałam z Panią Instruktor , która powiedziała że bardzo dobrze sobie radziłam z Gwiazdą , następnie przyjechali po mnie rodzice i wróciłam do domu ;). NA następny dzień takie miałam za kwasy że nie mogła normalnie chodzić ;P Mój pierwszy teren bardzo mi się podobał chociaż miałam bardzo uparta klacz , to i tak nigdy go nie zapomnę ;)
Komentarze