byłam na obozie konnym w liljówce koło poznana było fajnie. Na obozie jezdziłam na lonży na borsuku. Pod końec obozu był pół torej godzinny wyjazd w teren bardzo byłam zaskoczona tym wyjazdem i nie wiedziałam co robić bo jeszcze nie jeździłam sama więc poszłam się zapytać trenera co mam robić czy jechać czy zostać a trener powiedział że mam jechać strasznie się ucieszyłam że mogłam pojechać i trener powiedział że mam sobie przyszykować ikone takiego miłego kucyka. Potem poszłam do stajni i zaczełam czysic ikone bardzo dobrze mi szło bo ikona była grzeczna. Jak ją wyczyściłam to wyszliśmy na padok wsiadłam na nią i trener ustawił nas w kolejnosić w jakiej mamy jechać ja byłam piąta od końca. Po 15 minutach ruszyliśmy już po jednej minucie byłam tak uradowana że to szok a przedemną jeszcze 1:29 minut. Najfajniej było jak wszystkie konie się spłoszyły oprócz borsuka bo w lesie sicinali drzewa. Jak wróciliśmy to w ośrodku czekali już na nas rodzice, miałam strasznie dużo do opowiadania mamie i tacie jak im to powiedziałam byli strasznie podekscytowani. To był mój najlepszy wyjazd w teren
Komentarze