W sobotę umuwiłam się z przyjaciółką, że jedziemy do niej na wieś. Powiedziała, że pojedziemy w sobotę na 11:00. A więc nastała sobota i 11:00, więc pojechałyśmy z Moniki tatą i z jej psem. Mineło zaledwie 20 minut i byliśmy już na miejscu. Przyjechaliśmy od strony padoku, gdzie znajdowało się 6 koni. Wysiadłyśmy z busa i odrazu pobiegłyśmy na padok, do koni, poidło było puste, więc pobiegłyśmy po wiadra z wodą. Przyniosłyśmy aż 4 wiadra po 5 litrów wody. Gdy skończyłyśmy poic konie, odrazu Moniki wujek przyszedł. Spytałyśmy czy możemy pojechac w teren z nim? powiedział że mamy wybrac sobie po koniu, na którym mamy jechac. Monika wybrała sobie młodą klacz, lecz nie mogła na niej jechac bo jest strasznie nerwowa. A więc monia wybrała se Brykieta. A ja wybrałam se Irę, czy jakoś tak. Ma około 170cm. Jest pełna energii i bardzo szybka, umie galopowac 80km/h. Dla wujka miałyśmy wyczyścic ogiera. Z padoku przyprowadziłyśmy Irę i Brykieta. Przywiązałyśmy je do słupka, i zaczęłyśmy czyścic. Po jakimś czsie skończyłyśmy czyścic. I Został tylko ogier przywiązałyśmy go do słupka obok, za kantar. Monika trzymała go czyściłam zgrzebłem, potem szczotką. A później spuściłyśmy go. Zaczęłyśmy siodłac 2 konie, najpierw dał nam kocyki pod siodło, a później siodła, które ważą z 10 kg. Nom kiedy założyłyśmy siodła zakładałyśmy ogłowia. Ira bez problemu wzieła wędzidło, i założyłam jej ogłowie. Ale Brykiet to tak Monia mówi do mnie podszymaj go za kantar a ja założe ogłowie. I tak za pierwszą próbą nie udało się, za drugą, trzecią też nie, to zamieniłyśmy się i ja próbowałam założyc ogłowie, mi się prawie udało, gdy trzymałam ją za glowę podniosła ją do góry a ja poleciałam 2 metry dalej, ale nic się nie stało. Aż w końcu Moniki wujek przyszedł i powiedział że ten koń zna się na takich ludkach jak my, i sam założył. Nareszcie wsiedliśmy na konie, i zaczeliśmy stempowac do lasu. Potem kłusowaliśmy jakieś 200 metrów. Później gdy wjechaliśmy na łąkę Moniki wujek powiedział jaką trzeba miec pozycje do galopu. I tak mówił że do zakrętu pogalopujemy, a Monia najlepsza rozkrzyczała się NIE!NIE!, jej wujek powiedział że nic ci się nie stanie, bo te siodlo jest bezpieczne. Podjechaliśmy troche kłusem i galop, ja od razu zacisnęłam łydki i pojechałam. A monia znowu SPADAM!SPADAM! to się zatrztymaliśmy. Wtedy Ira wystraszyła się klaksonu samochodu, i jak zasuneła ze mną galopem do lasu świerkowego to ja już myśle zaraz spadne. I tak wzięłam za wodze i odchyliłam się na tylni łęk to sie jakoś zatrzymała. Później Monika i jej wujek dogonili mnie. Troche pokłusowaliśmy, i w tym lesie to powiedział że podjedzie ze 100 metrów, a my za nim musimy podjechac galopem, i tak moniki wujek pojechał, gdy nagle Ira zaczeła się gwałtownie cofac do tyłu, i weszła na Brykieta. On prawie co z Moniką staną demba. W tej samej chwili zaczęła podskakiwac i ruszac się we wszystkie strony. Wujek dotarł na miejsce to Ira zasuneła 60km/h pod górke, wyprzedzając przy tym Brykieta. Potem stempem do domciu. Rozebrałyśmy konie i napoiłyśmy je. Później pojechałyśmy do domu.
Dla mnie to było wielkie przerzycie przejechac się galopem w terenie, a na ujeżdżalni jeszcze nie cwiczyłam galopu.
Komentarze