Reklama

Mój upadek z konia

13/03/2011 15:15
Chcałabym opisac mój pierwszy i ostatni ( przynajmniej do tej pory) upadek z konia. Zdażyło się to jakiś rok temu. Należałam wtedy do mini klubu jeździeckiego w Pony-Poznań. Podczas jazdy było zupełnie normalnie, ale w trakcie woltyżerki, gdy jechałam na Jogurcie, pan wychodząc z hali otworzył drzwi które lekko zaskrzypiały... No i płochliwy Siwek się spłoszył. Nie miałam szans nie spaść, ponieważ zupełnie się odprężyłam i kompletnie puścilam uchwyty za które powinnambyła się trzymać.

Gdyby któryśz koni kopnął czy coś, to może zdążyłabym się chwycić, ale nie sądziłam ,że można się spłoszyć cichego skrzypnięcia! No to widzicie- jednak można. Spadłam z galopu. Najpierw Jogi stempował ,ale gdy się spłoszył,zagalopował. Wtedy wydawało mi się to straszne- spaśc z galopu. Teraz to się w sumie cieszę, bo lepiej jest spaść z galopu niż z kłusa, a tym bardziej stempa! Już wyjaśniam dlaczego: Gdy lecisz z galopu "wystrzelasz" jak z procy i spadasz daleko od konia. W kłusie natomiast upadasz bliżej konia i jest możliwość ,że wpadniesz pod jego kopyta- a uwierzcie to nie jest fajne. Najgorzej spaść ze stempa, bo prawie zawsze wpadasz pod kopytka. Ja poturlałam się daleko od lonży i spadłam na żebra. Nie jestem w stanie powiedzieć ile minut leżałam ,ale wstając wirował mi świat. Po sprawdzeniu czynic mi nie jest, pod rozkazem instruktorki jeszcze raz wsiadłam i zagalopowałam. I nie żałuję- to był najdziwniejszy galop w moim życiu- trzymałam się kurczowo spoconymi rękoma uchwytów, a świat wirował i nakywał się czernią... Po chwili kroki konia mnie uspokoiły. Już nie boję się, że spadnę. W głowie mam słowa pana instruktora - " Nie istnieje prawdziwy jeździec który nigdy nie spadł. Upadek tylko otwiera szerzej drzwi które prowadzą tam, gdzie chcesz dojść- do szczytu jeździectwa."-.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama