Reklama

Moja historia jeździecka

galopuje.pl
23/01/2012 19:28
Moim zdaniem jeździectwo to jedna z najlepszych życiu rzeczy, jakie mnie spotkały. Jeden dzień sprawił, że pokochałam konie i już do końca życia jakaś część mojego serca będzie do nich należeć. Nie wyobrażam już sobie życia bez tych pięknych istot, równie mocno nie wyobrażam sobie tego, jak mogłam żyć wcześniej bez nich. Zawdzięczam to mojej przyjaciółce, która pod koniec pierwszej klasy gimnazjum (rok 2010) zabrała mnie na wagary do stajni, w której jeździła. Byłam na początku sceptycznie nastawiona do tego, ale dałam się namówić. Po pierwszej lekcji byłam zafascynowana końmi i atmosferą panującą w stajni.

Dałam się namówić na następne lonże. Miałam w sumie cztery lonże, ale były już wakacje i wyjechałam z rodzicami do rodziny w Bieszczadach. Okazało się, że niedaleko jest gospodarstwo agroturystyczne z trzema końmi. Tam, ledwo kłusując, pojechałam w teren do lasu, który był najtrudniejszym z dotychczasowych, ale... dałam radę. Było miejscami bardzo stromo, gdyż droga była nieprzejezdna i trzeba było omijać zwalone drzewa. Czasami też przeskakiwałam strumyki. W Bieszczadach także zaliczyłam swój pierwszy upadek, gdyż koń się spłoszył i zaczął mi galopować w dół, a ja nie wiedziałam co zrobić i pochyliłam się w przód, koń odskoczył, a ja uderzyłam głową w jego szyję. Spadłam z dużą prędkością w dół i zrobiłam kilka fikołków. Akurat wtedy nie ubrałam kasku, gdyż upał był nie do zniesienia. Bardzo mocno obiłam sobie biodro i nie mogłam chodzić przez kilka dni. Nie był to przyjemny początek mojej przygody z jeździectwem, ale przynajmniej w moim życiu zagościła PASJA i po powrocie z Bieszczad zapisałam się na kolejną jazdę w mojej stajni. I tak rozpoczęło się szkolenie swoich umiejętności przez kilka miesięcy.

Kolejnym, wartym wspomnienia wydarzeniem, był mój pierwszy Hubertus. Oczywiście nie uczestniczyłam w gonitwie, ale w naszej stajni organizowane są również zawody: "ścieżka huculska" (dla początkujących) i "ścieżka sportowa" (dla zaawansowanych). Jest to "tor przeszkód", który należy przejść jak najlepiej (bez wyłamań, odmówień, strąceń) w jak najlepszym czasie. Zajęłam wtedy 13. miejsce.

Potem znowu treningi i treningi, aby umieć coraz więcej i więcej. Gdy spadł śnieg przeżyłam swoje pierwsze tereny na oklep. Zaczęło się również odliczanie do obozu zimowego, który odbył się 29 stycznia 2011 roku. Był to mój pierwszy obóz jeździecki. Poznałam wiele nowych, wspaniałych koni i ludzi. Zdobyłam doświadczenie na innych koniach, trenowałam po 2 godziny dziennie, lecz dla mnie było to za mało i dokupywałam treningi. I tu moje pierwsze osiągnięcie: III miejsce na zawodach obozowych.

Po powrocie jeździłam w stajni, gdzie zawsze. Cotygodniowe treningi. Na wakacje pojechałam również między innymi do Bieszczad i w tym samym gospodarstwie co rok wcześniej, jeździłam na zimnokrwistym wałachu - Kubie. Po raz pierwszy siedziałam na tak dużym koniu i byłam nim bardzo zauroczona. Był wielki, ale jednocześnie bardzo spokojny mimo, że w siodle chodził bardzo rzadko. Po powrocie znów do "swojej" stajni jeździłam co tydzień starając się nie opuścić żadnego treningu. Gdy instruktorka miała miesięczny urlop, jeździłam w innej stajni na kucach felińskich. Najbardziej przypadła mi tam do gustu klacz Fryga, pseudonim Lola.

I znowu nadszedł kolejny Hubertus. Tym razem wystartowałam w ścieżce sportowej na moim ulubionym koniu, Oczarze. Zajęłam I miejsce. :) Byłam bardzo dumna, gdyż w tej ścieżce startowały osoby jeżdżące odemnie dużo dłużej, niektózi na własnych koniach. Niektóre przeszkody takie jak "skok posłuszeństwa", okser czy inne, pokonywałam pierwszy raz w życiu. Oczar to koń o dużym sercu, dlatego mimo mojej niepewności, dzielnie przeprawił mnie przez te przeszkody. Niestety, w tym roku również nie wystartowałam w gonitwie.

Swoją pierwszą jazdę pamiętam, jakby była wczoraj. Dziś jest styczeń i czekam na ferie, aż znowu pojadę na obóz. A będzie to za niecałe 3 tygodnie. Już odliczam i mam nadzieję, że będzie równie fajnie co rok temu, a moja historia jeździectwa będzie kilkadziesiąt razy dłuższa i kiedyś nastąpi najważniejsze w niej wydarzenie: kupno własnego konia. I tego mi życzcie :)

"Materiał zgłoszony na konkurs galopuje.pl"
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Canter 2012-02-02 17:29:48

    Gratuluję pierwszego miejsca :DAaa i masz rację, tinkery są urocze :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Olka96 2012-01-26 15:02:35

    Fajny artykuł, lubię czytać takie opowieści :) Ja niestety nie mogę jeździć, tak często aby osiągnąć jakiś poziom w sportowej rywalizacji ale rekreacja jak najbardziej. Pozdrawiam i gratuluję artykułu :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama