Ostatni raz na jeździe byłam na wakacjach. Byłam trochę załamana i niepewnie myślałam o jeździe. Wiedziałam, że słodko nie będzie. Miałąm pojechać zobaczyć do innej stadniny, ale akurat była zamknięta a nie było aż tak błota, więc pojechałam do Brzozowego:).
Miałam jazdę na Melodii. Zapuściła już długą, miękką sierść. Zaczęłam fatalnie. Nie zdążyłam skrócić wodzy i moja instruktorka od razu wzięła mnie na lonże. Od x czasu miałam problemy z kierowaniem, ale początek miały na obozie. Jak wiadomo długo nie jeździłam i się wzmocniły, chociaż na ostatniej jeździe przyznałam się pani i mi wszystko pokazała, ale
Dość dobrze szedł mi kłus ćwiczebny i anglezowany, puściła mnie ale po dwóch okrążeniach zrobiłam kolejny błąd i znów wzięła mnie na lonże. Próbowałam półsiad bez strzemion ( ). Dowiedziałam się , że Morgana, mój ukochany koń znów jest zdrowy! Dalej można na niej jeździć i umówiłam się, że chcę na niej jeździć następnym razem. Ona bardzo "boi się" błota i wody.
Dość pozytywne zakończenie. Nie mam zdjęć, bo bardzo rzadko biorę tam aparat.
Dalej nie jest już jak wesoło... Okazało się, że i tak moje marzenia lęgają w gruzach... nie będę mogła jeździć co tydzień. Skłania mnie to do pomyślenia, czy nie popełniłam kilku błędów...niewiem.
Jak narazie jest źle ale miałam nadzieję, że wyjdzie wszystko na prostą, no ale niestety...
Może zakończę pozytywnie, bardzo kocham Morganę i niezmiernie cieszę się, że jest już zdrowa. Pozdrowionka:)
Komentarze