Jakoś 4 dni temu byłam na jeździe. Oczywiście było wspaniale! Na karym księciu ;* Najpierw oczywiście rozstępowanie. Później kłus w zastępie. Każdy po kolei robił wolty. Następnie slalomy. Kłus anglezowany bez strzemion. Jejciu jak ja tego nie lubię. Zakwasy mam do teraz. Jednak trenerka powiedziała, że mi to wychodzi. Galop w zastępie. Konisko mi wyrywało do przodu. A że jechałam przedostatnia, musiałam go trzymać. Każdemu zdarza się nadmiar energii. Slalomy w galopie. Ciężko było się wyrobić między tymi oponami, ale za 2 razem się jakoś udało. Drążki dobrze. I w kłusie i w galopie.
Później znowu zastęp i zmiany kierunku w galopie. I to co tygryski lubią najbardziej, czyli skoki. Najpierw każdy po kolei jakieś 50 cm, oczywiście w stosownych odstępach. Zwierz wybił mi się strasznie szybko, nie wiedziałam co z ciałem robić. Później ustawiony jakiś parkur z 8 przeszkód. Oczywiście z ostrymi zakrętasami. Raz się poślizgnęliśmy z karym, ale dzięki Bogu za jego doskonałą równowagę, przynajmniej gleby nie zaliczyliśmy w kałuże. Doszliśmy dziś w skokach do metra. Jeah. Dalej nie, bo błotko było. Oh, jak to kochamy. Rozstępowanie, rozsiodłanie i do domku ;>
Komentarze