Moja pierwsza jazda konna. Pamiętam było to dokładnie siódmego sierpnia 2011 roku. Do stadniny przyjechaliśmy o godzinie 11.00. Nie byłam wtedy do końca pewna czy to odpowiedni czas, aby wsiadać na konia. Gdy weszłam do stajni, obejrzałam się na konie stojace w boksach. Miały one takie piękne, duże oczy, zaimponowały mi. Mama podała mi marchewkę. Podeszłam do klaczy o imieniu Duma. Ręka okropnie mi sie trzęsła, ale dałam jej marchew. Była taka spokojna ...
Pierwszy raz miałam usiąść w siodle o godzinie 12.00. Kwadrans przed przyszła do mnie Pani Kasia - moja nowa instruktorka. Pokazała mi jak się czyści konia, kiełzna i siodła, bardzo mi się to spodobało. Na jazdę otrzymałam konia o imieniu Pyśka. Była to 17 letnia klacz Wielkopolska. Bardzo mi się spodobała. I nagle, stało się, siedzę w siodle! To było cudowne. Byłam tak wysoko, była na prawdę ekstra ! W końcu zebrałam wodzę i ... ruszyłam.
Te pierwsze kroki stepem wydawały mi się tak szybkie, jednak było cudownie. Teraz aktualnie miałam juz kilkanaście lekcji i poznałam nastepny chód - kłus. To dopiero przeżycie. Nie mogę doczekać się pierwszego galopu - będzie cudownie. Sądzę, że już nigdy nie zrezygnuję z tego wspaniałego sportu. Konie są cusownymi zwierzetami , nawet my ludzie możemy się wiele od nich nauczyć. One tak dzielnie dźwigają nas na swoim grzbiecie i towarzyszą nam w najpiekniejszych przygodach życia !
Taak... chodzi ci o kłus czy ogólnie ? Tak na prawdę samodzielny kłus zaczęłam na około 10 lekcji :P
Pierwszy raz i już sama :D Nie każdy ma takie szczęście - większość zaczyna na lonży :)