Reklama

Moja pierwsza jazda w teren

galopuje.pl
24/09/2010 14:08
Moja przygoda z jeździectwem zaczęła się trochę inaczej, niż większości się to zdarza. Dwa dni po zejściu z lonży, zaczęły się wakacje. I już w ich pierwszym dniu pojechałam do dziadka w Bieszczady. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to, iż 5 minut drogi od dziadka było gospodarstwo agroturystyczne z czteroma końmi.

Postanowiłam codziennie wybierać się tam na przejażdżki. Już pierwszego dnia wybrałam się w teren. Było to dla mnie ciut dziwne, bo wszystkie moje koleżanki miały swój teren 3-4 miesiące po ciężkich treningach na hali lub maneżu. A ja? Dopiero co zeszłam z lonży...

Mimo to wybraliśmy się na teren do lasu. I... był on tak bajkowy jak sobie go wyobrażałam. Ten las był najtrudniejszym z moich dotychczasowych terenów. Na drodze były porozrzucane, połamane drzewa a dookoła nas biegały dzikie zwierzęta. Na szczęście dałam radę, gdyż towarzyszył mi on - dzielny, dobrze obeznany w terenie hucuł o imieniu Witek. Pędziliśmy sobie pod górkę szybkim kłusem i podziwialiśmy widoki ze szczytu wysokiej góry, skakaliśmy przez strumyczki... Było niebiańsko.

Moim zdaniem żaden teren, Bieszczadzkiemu nie dorówna (no, może oprócz galopu po plaży jeśli nadarzy się okazja :)). Dzięki Witkowi zyskałam pewność siebie na końskim grzbiecie. Mam nadzieję, że za rok w wakacje też go spotkam i będę mogła na nim jeździć i powtórzyć nasze wspaniałe tereny w cudownych, Bieszczadzkich lasach...
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    segregacja 2010-09-26 18:38:19

    W Bieszczadach jest cudownie. Uwielbiam przemierzać bieszczadzkie tereny na grzbiecie konia. Tam czas się zatrzymał. ;) Masz racje - żaden teren bieszczadzkiemu nie dorówna. :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama