Reklama

Moje cudowne wakacje.

10/05/2012 16:13
Moja relacja z wakacji.

Nazywam sie Żaneta i mam 16 lat chiałabym podzilić się moimi wspomnieniami z wakacji 11/12 roku. Już przez rozpoczęciem wakacji szukałam pomysłów na miłe spędzanie mojego wolnego czasu a, że interesuję się jazdą konną i końmi od dziecka, myślałam właśnie o spędzaniu czasu przy tych cudownych stworzeniach. Wraz z moja przyjaciółką Dominiką znalazłyśmy po znajomości u pewnej pani gniadego hucułka Oriona i siwą klaczkę felijską Altanę. Okazało się, że bardzo potrzebuje czyjejś pomocy przy codziennej pielęgnacji koników, co nas niezmiernie ucieszyło. Dawno nikt nie zajmował się konikami to były bardzo " zapuszczone".. Orion miał nadwagę a Altana była po ochwacie przez nadmierne sypanie owsa chodz konie stały i nic nie robiły .. A więc zaczęła się nasza praca, koleżanka dopiero zaczynała swoją przygodę z końmi więc musialam ją wszystkiego uczyć, ale szybko pojmowała moje porady i oswajała się ze zwierzętami. Zaczęłam pracę z hucułkiem. Przez wiele godzin ciężkich treningów koń stracił na wadze i wrócił do dobrej kondycji. Klaczka nie była zajeżdżona więc rozpoczęłam pracę z ziemi i było coraz lepiej. Dzięki trenigom czuła się coraz lepiej a choroba ustępowała. Zaczęłyśmy zabierać je na spacery w las. Koniki były tak ze sobą zżyte, że w żaden sposób nie można było ich rozdzielić.
Po jakimś czasie znalazłyśmy kolejne konie w potrzebie. Było to niedaleko naszego domu, stary gospodasz utrzymujący 2 konie zdane wyłącznie na siebie. Śnieżnobiały ogier Kuba i gniada klacz Eliz. Konie w opłakanym stanie z przerośniętymi kopytami.. Nie mogłyśmy przejść obojętnie, właściciel pozwolił nam się zająć zwierzętami. Bardzo nas to ucieszyło, ja pracowałam nad ogierem a Dominika nad klaczką. Ogier, piękny tryskający energią koń, od razu się w nim zakochałam, był bardzo nieufny, bał się człowieka ale powiedziałam sobie że muszę go oswoić i wsiąść na niego .. więc nie czekałam ani chwili. Dałam mu czas, siedziałam w jego ogrodzeniu z koszem jabłek, cały czas do niego mówiłam i próbowalam przekonac go do siebie, nie spieszyłam się. Po paru dniach Kubuś podbiegał do ogrodzenia ze rżeniem jak tylko zobaczył że jadę :) tygodnie lonżowania, przyuczania do czyszczenia, wyrzucanie obornika.. Aż pewnego dnia widziałam że jesteśmy gotowi, gotowi do wspólnej przejażdżki. Nie miałam siodła, poprosiłam kolezanke aby go przytrzymala a ja wdrapalam się na jego grzbiet. Wtedy byłam najszczęśliwszą dziewczyną na świecie, galopowałam na oklep przez łąki na moim srebrnym rumaku. Ale wszystko co dobre kiedyś się kończy.. niestety. Następnego dnia miałyśmy zabrac Kubę na przjeażdżkę w teren. Wyczyszczony stoi i czeka a my przy nim aż nagle patrzymy że przyjeżdża jakaś ciężarówka na której widniał napis "PRZEWÓZ ZWIERZĄT" wiedziałam już co to oznacza. Gdy tylko facet z samochodu przyszedł oglądać Klacz oczy same napełniły mi się łzami. Powiedziałam: - szybko bierzmy tego konia, oni go zabiora ! Otworzyłam bramę i wyszłam z Kubą, na klacz było juz za późno. Uciekałyśmy z nim przez drogę w trakcie płacząć, ludzie przechodzący obok patrzyli na dostojnego białego rumaka który poruszał się nerwowo. W końcu znalazłyśmy się w lesie, myślam że jesteśmy bezpiecze że uratujemy chodź niego . Ale tak sie nie okazało, za parenaście minut usłyszałam mój telefon. Dzonił właściciel, że mamy go przyprowadzić, że ten pan go tylko obejrzy. Wiedziałam, że zaladuje go do samochodu i juz go nie zobaczę, ale co więcej mogłam zrobić ? Myślałyśmy, że uda nam się z nim uciec, ale nic z tego.. w drodze powrotnej byłam załamana, zalana łazmi wraz z koleżanką przyprowdziłysmy ogiera. Prosiłam właściciela żeby go nie sprzedawał żeby dał nam czas to go kupimy. Ale on był bez serca jak dla zwierząt tak dla ludzi.
Konie pojechały na ostatnia podróż swojego życia ciężarówką śmierci. Nie udało nam się nazbierac wystarczająco dużo pieniędzy żeby go odkupic od handlarza. Biały ogier i Klacz galopuja teraz wspólnie po zielonych pastwiskach i juz nikt ich nie skrzywdzi. Zawsze dobrze wspominam te wakacje chodz były też przykre momenty, wiele się nauczyłam i nie żałuję ani godziny z tych pięknych chwil. Orion i Altana maja się dobrze i ciągle nad nimi pracuję.Te wakacje były najlepszymi dwoma miesiącami w moim życiu, chcialabym przeżyc je jeszcze raz i zapobiec przykrym zdarzeniom. Cieszę się, że przeżyłam je tak a nie inaczej, a Kuba pozostanie do końca życia w mojej pamięci jako moje białe, dzikie szczęście...
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama