Opiszę wam swoje pierwsze zawody jeździeckie. Był to dzień w którym spełniło się w części moje marzenie. Bo kto nie marzy o zawodach? Było to dokładnie 2.10.2009r. a pamiętam to jak by było wczoraj. Rano zbieraliśmy się przed stajnią, miałam uczucie cały czas jak bym o czymś zapomniała. Razem z Kasią, ogarniałyśmy do końca Heretyka, bo ja miałam jechać na nim mini LL a Kasia L. Były to zawody towarzyskie w stajni Cassino S na które jechała spora część dziewczyn z stajni, gdzie 4 (w tym ja) miałyśmy swój debiut.
Zapakowałyśmy konie, i ruszyliśmy w stronę Torunia, gdzie miały odbyć się zawody. Gdy dotarliśmy na miejsce, wszystkie byłyśmy przerażone wysokością przeszkód, bo to mini LL wyglądało jak LL! Zanim jednak weszłyśmy na parkur, poszłyśmy załatwić wszystkie "formalności" i mimo tego że miałam jechać jeden przejazd, ostatecznie zapisałam się na dwa, ponieważ był to konkurs "dwufazowy", gdzie żeby zająć jakieś miejsce trzeba było jechać dwa przejazdy, pierwszy dokładności a drugi zwykły.
Razem z reszta dziewczyn i trenerem, weszliśmy na parkur, zobaczyć układ przeszkód. Razem ich było 10, i układ parkuru był naprawdę skomplikowany, byłam nim zszokowana i nie chodziło tu tylko o wysokość przeszkód ani o to ze znajdował się triplebarre którego nigdy nie skakałam ;P Ale mimo tego nie było opcji żeby się rozmyślić. Poszłyśmy osiodłać konie. Po czym wsiadłyśmy i na rozprężalnie. Trochę kłusa, galopu i dwa skoki. (Nie było co koni przemęczać). Na liście startowej byłam zapisana jako 4, ale nie było dwóch osób i jechałam jako 2.
Stres, ogromny stres przed startem, prawie zapominałam o ukłonie, ale gdy tylko pokonałam kilka przeszkód jakoś przestałam się przejmować, bo w końcu to zabawa. W tym przejeździe mieliśmy jedną zrzutkę na przeszkodzie nr.5. Bardzo się cieszyłam że udało mi się pokonać cały parkur, mimo tej zrzutki bo zdarza się :) Więc czekaliśmy na nasz 2 przejazd. Tu na parkur wjechałam już bardziej rozluźniona i z uśmiechem na twarzy. Że to był konkurs dwufazowy, to stwierdziłam że jeszcze trochę mogę powalczyć, i zasuwać bo ten przejazd był na szybkość :D Czas był naprawdę dobry, i parkur pokonany na czysto. Nigdy nie zapomnę tej radości. Mimo tego żadnego miejsca się nie spodziewałam. Odstawiliśmy konie, a sami poszliśmy na ognisko. Dochodząc na ognisko ostatnia osoba kończyła swój przejazd w tej konkurencji, po czym było zliczanie punktów. I zaczęli wyczytywać miejsca, do 10, a 6 pierwszych miało wyjechać na dekorację i rundę honorową. I tu się bardzo dziwiłam, bo wyczytali w pierwszej 6 mnie. Szybko pobiegłam po konia, podpięłam popręg i razem z Kasią spóźnione w galopie wjechałyśmy na dekorację. Nie spodziewałam się 4 miejsca, ani flo na pierwszych zawodach, ale to tylko dzięki rumakowi na którym jechałam i wybaczył mi wszystkie błędy - Heretykowi. Nigdy nie zapomnę tych zawodów, był to jeden z najważniejszych dni w mojej przygodzie jeździeckiej.
Komentarze