Reklama

Moje początki pracy z końmi

Od przedszkola myślę tylko o koniach. Niestety nie miałam tak dobrze, aby pójść na naukę jazdy w młodym wieku. Oczywiście to nie dlatego, że rodzice są skąpi, czy nie chcieli abym się nimi interesowała. Mama i tata kupowali mi książki o koniach, a ja z pasją je czytałam i czytam do dziś. Mam jeszcze trzy siostry, które nie są tak świrnięte jak ja, a rodzice zawsze byli sprawiedliwi, więc nie chcieli mi dać czegoś, czego nie lubiły moje siostry.
Moja przygoda z końmi zaczęła się bardzo późno 17 maja 2010 roku, ale mimo tego pasji i chęci do pracy nie straciłam. Byłam bardzo zdesperowana i spytałam się kierownika szkolenia praktycznego, czy może nasza szkoła współpracuje z jakąś stadniną. Pan skierował mnie na rozmowę do Pana Leśniaka z gospodarstwa agroturystycznego "Cwał" w Jaksicach. Nie miałam pojęcia jak tam dojść, ale na szczęście tata przejeżdża codziennie przez Jaksice i wiedział gdzie jest miejscowość i popytał ludzi, gdzie są konie. Po powrocie z pracy zabrał mnie na rozmowę. Dojechaliśmy do ośrodka hipoterapii "Tęcza". Zajęcia były w ujeżdżalni, ponieważ strasznie padało. Pani Magdalena Matz oprowadziła mnie po ośrodku i stajni, gdzie były trzy konie. Ogier-Tokaj i jeszcze wtedy nie ujeżdżone konie- Wera i Lord (jeśli się nie mylę Wera miała wtedy 2,5 roku a Lord 2 lata). Od razu się zakochałam.
Następnego dnia w szkole kierownik spytał mi się czy byłam u Pana Leśniaka. W tym momencie zorientowałam się, że byłam tam, gdzie nie trzeba. Kierownik kazał mi znów udać się do Jaksic, ale tym razem do odpowiedniego Pana. Pojechałam tam z mamą i tatą. Mama poszła ze mną na tą rozmowę. Pan Leśniak powiedział, że nie chce żadnych praktykantów z naszej szkoły, bo ma niemiłe wspomnienia po pewnym chłopaku, który nic nie robił. Pan Leśniak po rozmowie zaprosił mnie nawet na lekcję jazdy, ale niestety jeszcze z zaproszenia nie skorzystałam.
Kierownik praktyk skierował mnie do ośrodka hipoterapii "Tęcza" z czego bardzo się cieszę, ponieważ do tej pory tam jeżdżę.
Pierwszego dnia praktyk sprzątałam stajnię i czyściłam konie z dwoma praktykantkami, ale studentkami, których nigdy nie zapomnę, bo to one nauczyły mnie jak czyścić konia, jak siedzieć na koniu, tak aby nie spaść.
Na szczęście jestem bardzo pojętną osobą i szybko nauczyłam się jeździć stępem i kłusem.
Moimi pierwszymi wierzchowcami były klacze Lama i Sarbia. Dopiero po dwóch tygodniach zaczęłam dosiadać Tokaja. Galopować też nauczyłam się szybko w lipcu 2010 roku na Lamie, gdy poniosła do stajni z łąki. Kolejne galopy nie były tak dramatyczne, ponieważ Benia i Daria (dwie pracujące hipoterapeutki i moje przyjaciółki) powiedziały jak mam się utrzymać, aby tak bardzo mnie nie wybijało z siodła do góry.
Teraz jeżdżę do ośrodka co tydzień, gdzie dosiadam Werę ( ale początki z Werą opiszę w innym felietonie).
Wszyscy w ośrodku są moimi przyjaciółmi i nauczycielami.

Mam nadzieję, że nie znudzę was moimi felietonami. pozdrawiam!
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    koniki003 2012-02-21 16:39:52

    SUPER

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama