Reklama

Moje wakacje na końskim grzbiecie

20/05/2012 09:40
Jestem Asia. Mam 13 lat. Mam styczność z końmi już bodajże 4 lata i bardzo je lubię. Sama posiadam dwa cudowne wałachy. Kuca szetlandzkiego Zefira i Anglika Ordesa.
Na początku jeździłam na Zefirze, a potem troszkę na Ordesie, ale że nie wychodziło mi to najlepiej postanowiłam, że zacznę chodzić na jazdy konne do stadniny i tak też się stało. Postanowiłam, że najlepiej będzie jeśli będę jeździć u znanych mi już dobrze osób. Dlatego zdecydowałam się na stajnie Szinuk Małgorzaty Maciejewskiej i Wojtka Orlika.
Tradycyjnie. Przyjechałam i dostałam konia do wyczyszczenia. Miał na imię Karambol i był bardzo spokojnym konikiem. Jest najstarszym i największym koniem w całej stadninie.
No więc zabrałam się do pracy. Wyczyściłam pięknie mojego Karambola i osiodłałam. Gdy już siedziałam na jego grzbiecie poczułam się jak w raju. To było wspaniałe uczucie. Weszłam na ujeżdżalnie i zaczęła się zabawa. Najpierw kilka ćwiczeń rozciągających, np. młynek. Potem pytanie:’’ Może trochę przyspieszymy’’. Od razu radosny uśmiech na mojej twarzy. Kłus nie był zbyt przyjemny bez anglezowania, czego jeszcze nie potrafiłam. Oczywiście minęło 10 minut,a ja już z wesołym uśmiechem na ustach kłusowałam, oczywiście z anglezowaniem. Miła pochwała od mojej wspaniałej instruktorki i kolejne pytanie:’’ To co? Może galop?’’. Oczywiście pozytywne nastawienie co jest podstawą i jazda!!! To było naprawdę cudowne. Jeszcze nigdy w życiu nie czułam się tak wspaniale.
Na sam koniec jeszcze trochę kłusa i koniec jazdy. Nie umiałam się rozstać z tym cudownym zwierzakiem, ale cóż. Musiałam.
Minęło parę tygodni i znów wybrałam się na jazdę. Po pięciu jazdach dostałam ubłaganą już od dawna propozycję wyjazdu do lasu. Oczywiście z chęcią się zgodziłam i na następną jazdę jechałam z taką radochą, że czułam że wybuchnę. Jak to zwykle- dosiadłam mojego Karambola i ruszyliśmy. Na początku stęp i kilka wskazówek. Potem trochę kłusa, później galop i smutny powrót do stadniny. Tego dnia nie zapomnę do końca życia. Było tak wspaniale. Naprawdę strasznie mi się podobało.
Na następnej jeździe to dopiero się działo. Uczyłam się zwrotu w tył. Świetnie mi szło do czasu aż bat lekko mi się przekrzywił i uderzył Karambola w nogi, a że był on trenowany i potrafił się kłaść to właśnie to uczynił. Moja instruktorka popadła w szalony śmiech, a ja z głupim wyrazem twarzy siedziałam na moim rumaku podczas gdy on spokojnie sobie leżał. Po chwili jednak i ja zaczęłam się śmiać. Nagle Karambol ze zdumieniem na pysku, podniósł się i zaczął normalnie ćwiczyć jak przystało na konia. Po tym wszystkim co się wydarzyło w tym dniu byłam tak wyczerpana, że z radością poszłam spać.
Na następnej jeździe było mi troszkę smutno gdyż musiałam sobie zmienić konia. Jednak po chwili bardzo spodobał mi się mój nowy kumpel Ziemowit. Na początku trochę pojeździłam kłusem i galopem. Potem jednak zaczęło się dużo dziać. Wykonywałam ćwiczenia na pachołkach, kładłam konia i jeździłam ze szklanką wody w ręku. Było naprawdę bardzo fajnie. No może po za tym, że byłam cała mokra, ale że uwielbiam deszcz zbytnio mi to nie przeszkadzało. Po kilku następnych jazda znowu pojechaliśmy w teren. Była z nami jeszcze córka mojej instruktorki Zosia. Śmiechu było co nie miara. Zjeżdżaliśmy w górę i w dół, robiliśmy slalomy między drzewami. Po powrocie z lasu wyczyściliśmy kopyta i sprowadziliśmy wszystkie osiemnaście koni, które stały jeszcze na pastwiskach. Jeszcze nigdy nie widziałam czegoś tak pięknego. Konie biegły do swoich boksów z takim pędem jakby coś je goniło.
Udało mi się namówić na jazdę moją przyjaciółkę Anię. Bardzo dobrze jej szło i także w końcu wyjechała do lasu, oczywiście razem ze mną. Ona jechała na Karambolu, a ja na Oskarze. Jego zdjęcia są zamieszczone w artykule.
Ucieczka konia, to dopiero jest szaleństwo. To właśnie to się stało gdy wróciłam z kolejnego terenu. Gdy rozsiodływałam mojego Ziemowita zauważyłam, że po polach sąsiadów chodzi Icek- gniady ogier. Szybko pobiegłam po panią Gosię i podjęłyśmy próbę złapania naszego zwierzaka. Dość szybko nam poszło. Jednak trochę się bałam, że nie damy rady go złapać.
Teraz jestem już na dalszym etapie nauczania. Coraz częściej wyjeżdżam do lasu, a nawet jeżdżę na moim Ordesie. Jest naprawdę wspaniałym koniem. Czuję, że naprawdę dobrze będzie z nim jechać gdzieś do lasu. Przez zamiłowanie do koni razem z tatą założyliśmy Wiejski Klub Jeździecki Ordes i mamy nadzieję, że jeszcze więcej młodzieży da się namówić na to aby doznać tego wspaniałego uczucia. Stępa, kłusa, galopu a może nawet cwału. Chcielibyśmy aby każdy młody człowiek w naszej okolicy i nie tylko mógł choć raz w życiu dosiąść konia. Taki mamy cel i marzenia. Chcemy też pomagać fundacjom które zajmują się porzuconymi przez swoich właścicieli końmi. Według mnie to bardzo dobrze, że istnieją takie akcje charytatywne i że można im w tym jakoś pomóc. Nawet w mojej szkole został ogłoszony konkurs, który ma na celu pomoc zwierzętom oddanym na rzeź. Zbieramy opakowania po tuszu od drukarek. Jeśli chcecie przeczytać więcej o naszym klubie zapraszam na stronę www.wkjordes.eu.pl.



Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    agacica6 2012-09-05 18:55:30

    Super Super Super

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    ewelin89 2012-05-20 20:39:52

    Głosujcie na Asiulaka :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    ewelin89 2012-05-20 20:36:54

    Głosujcie wszyscy na Asie !!! Jest najlepsza, bardzo kocha zwierzęta i potrafi z dużym poświęceniem się nimi opiekować. Ma bardzo duże serduszko, nigdy nie skrzywdziła żadnego zwierzaka. Powodzenia Asiu !:)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama