Opowiem wam moją przygodę z pewnym koniem o imieniu - Gala :) Zaczęłam na niej trenować rok temu, w tym samym okresie - wiosennym. Koń nie zbyt zdolny, chociaż potrafi się postarać. Początki nie były za ciekawe, pierwsze parkury które miały nawet po 50 cm, zdarzało się pełno zrzutek. Ale cały czas trenowaliśmy, nie można było się poddać, aż w końcu małymi krokami szło to do przodu. Pod koniec kwietnia, zaplanowaliśmy nasze pierwsze zawody. Miałyśmy jechać jeden przejazd w LL, a po mnie miała też jechać na niej Roksana. Pojechaliśmy na te zawody, czas na nasz przejazd, gdy wjechałam na parkur jakiś dziwny stres mnie wziął. Ukłon i ruszyliśmy, na początku wolno, potem ją za bardzo nakręciłam i trochę pędziła, ale zakończyło się to jedną zrzutką.
Byłam bardzo zadowolona, nasz debiut i jedna zrzutka, jak na nas to było super. Więc nie rezygnowaliśmy z treningów, i już mieliśmy na następny miesiąc zaplanowane następne zawody, również LL, ale tym razem dwa przejazdy. Było to LL dwufazowe, i tym razem jechałyśmy dwa przejazdy. Przed zawodami jak zwykle byłam wyluzowana, a jak tylko wjechałam na parkur, znowu ten cholerny stres! Nie wiedziałam jak sobie z tym radzić, zawsze jak usłyszałam dzwonek, byłam strasznie spięta co utrudniało mi jechanie, chciałam jak najszybciej pokonać parkur, przez co Gala pędziła :/ I faza na czysto, chociaż nie wierzyłam ze dojdziemy do II, w II fazie już na pierwszej przeszkodzie zrzutka po czym był skręt w prawo, a ona nie chciała skręcić tylko odbiła w lewo przez co zgubiłam strzemię, i skoczyła mi złą przeszkodę - eliminacja. Ale mieliśmy jeszcze jeden przejazd. Trzeba było zapanować nad swoimi emocjami, wjechałam na parkur tym razem spokojniejsza.
Jadąc I fazę cały czas ją uspokajałam, starałam się jechać to na spokojnie, nie tak na ogień jak pojechałam poprzednio, nawet zdarzyło się na zakręcie do kłusa przejść, ale to nic ważne że było spokojnie. Znowu doszłyśmy do II fazy, i na tej samej pierwszej przeszkodzie ten sam problem - zrzutka i nie chciała skręcić w prawo tylko w lewo, ale że tym razem miałam nad nią większą kontrolę, to zrobiłyśmy woltę i pojechałyśmy w dobrym kierunku. W tej fazie miałyśmy dwie zrzutki, ale ważne że nie było eliminacji.
Postanowiliśmy zrobić przerwę od zawodów, przyszły wakacje, mniej się trenowało, bo to jakieś wyjazdy, czy konie wyjeżdżały na pokazy. W Sierpniu trochę więcej treningów, zaczęłyśmy jeździć w ostrogach, co owocowało. Plany były na zawody, co mnie bardzo przerażało, oprócz mnie na Gali trenowała jeszcze Julia, i ona miała jechać mini LL a ja LL na Gali. Przerażała mnie myśl o zawodach, bo Gala zaczęła wyłamywać, co przedtem jej się nie zdarzało zbyt często, a i ja mało na niej wtedy jeździłam. No ale pojechaliśmy na te zawody, były to nasze wspólne 3. Był to pochmurny dzień, całą noc padało, przez co parkur był cały w błocie.
Najpierw jechała na Gali Julia mini LL, miała jedno wyłamanie. Potem wsiadłam ja, na rozprężalni skoczyłam kilka razy, i czekałam na swoją kolej. Wjechałam na plac, i tym razem poradziłam sobie z stresem, wiedziałam że trzeba jechać ostrożnie, bo było ślisko. Na 2 gdzie Julia miała wyłamanie, dojechałam bardzo wolno trzymając ją na pysku, ale i też dając łydki aby mi nie wyłamała, przejazd dość wolny, i udało się - na czysto! 7 miejsce, gdzie wyjechałyśmy na rundę honorową, podczas rundy, na zakręcie wpadła w poślizg i się przewróciła ale nic się nie stało.
Jak to mówią do trzech razy sztuka! Nasze trzecie zawody i w końcu na czysto! Przede wszystkim trzeba się nie poddawać i wierzyć w siebie, co prawda ja nie wierzyłam, ale miałam małą nadzieję że damy radę, a najbardziej w nas wierzyły dziewczyny i trener, którym bardzo za to dziękuję.
Komentarze