Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Cisza w świecie koni nie została przerwana udomowieniem - nie wierzycie? - zapraszam do obserwacji /posłuchania/ mowy dzikiego stada - oprócz mowy ciała, mamy cała gamę reakcji "głosowych" - doskonale wymienia je Shango - dodam wiecej - konie odpowiadają -na nasz głos, lub "mówia" na nasz widok - choćby owe poranne "dzień dobry" wspomniane przez tala1992. Jednak ten kontakt głosowy chyba najbardziej zywo i spektakularnie nawiązuje klacz ze źrebienciwem - ilez tak przywoływania, odpowiedzi, troski, sotrzezen... i nie ma to nic wspólnego z udomowieniem. Co zas do naszego gadania do koni, przy koniach - popieram - ma to oprócz opisanych funkcji korelacji z koniem jeszcze kilka "wartości dodanych" - mówienie, spiewanie itp głosowe efektu przy koniu angazuja jego uwage i skupiaja na nas - oczy6wiscie wszystko z umiarem i adekwatnie do sytuacji, ale łagodna spokojna mowa, która nie jest wyrazem naszego strachu, czy irytacji - zawsze jest przy koniu mile widziana. na koniec wspomnę o walorach bezpieczeństwa - jak wiemy konie nie lobią być zaskakiwane nagłym cichym podchodzeniem - dlatego słynne "idzie się " koniuszego zawsze pozostaje aktualne, szczególnie, gdy mijamy zad konia pojawiając się po jego drugiej stronie. jednego czego nie znoszą to ciągle pokrzykiwanie na konia - nie ważne przy czym jeździe wierzchem, powożeniu, czy lążowaniu - koń wówczas zupełnie przestaje reagować, uodparnia się na głupie"dalej, dalej!!!" bo nie wie o co chodzi "poganiaczowi z zaciętą płyta".
Nie wiem, czy twierdzenie na temat ciszy w swiecie koni tak do konca ma racje bytu-po tylu setkach lat udomowienia... Rano , wychodzac z domu nawoluje moje konie po imieniu...gdy od razu uslysze rzenie, wiem, ze noc minela spokojnie i wszystko jest ok... gdy panuje cisza, nie widze koni, lub sie nie odzywaja oznacza to najczesciej KLOPOTY....
Dodam, że częsty kontakt werbalny z koniem podaczas treningu, a szczególnie podczas ustalania hierarchii, ujeżdżania oraz jazd w terenie jest zasadniczo podstawą obok fizycznie stosowanych pomocy jeździeckich. Emocjonalne opanowanie jeźdzca i pozytywne nastawienie w sytuacji podbramkowej często bardziej ratuje sytuację niż techniczna strona działania pomocami. Koń najpierw czuje ,słyszy, jeśli przekonamy go głosem, że może nam zaufać i tym razem, nie musimy chwilę potem używać całej swej wiedzy technicznej i często siły w celu opanowania spanikowanego zwierzęcia, co nieraz staje się w tej panice mało skuteczne, a chwile decydują o przeżyciu w siodle, tak więc łatwiej zapobiegać niż ,,leczyć" .
ja sie z Tobą zgadzam w 100% zawsze gadam do koni i nie ważne czy je czyszczę czy jeżdżę :) Ostatnio miałam taką sytuacje że koleżanka czyściła kobyłkę i nie dała sobie wyczyścić tylnych kopyt ja też próbowałam, następnym razem ja miałam na niej jeździć przy czyszczeniu głaskałam ją i gadałam jak najęta miłym i przyjaznym głosem kopytka dała bez problemu, na kolejnej jeździe już ją czyścił ktoś inny i oddał mi sa w połowie brudną a że czasu było mało więc trzeba było się śpieszyć więc dokończyłyśmy czyszczenie i czas na kopyta przód ok tyłu już nie dała bo była taka poddenerwowana niestety poszła z brudnymi, bo by nas pokopała... tak więc to jest przykład że spokojem i gadaniem dużo można osiągnąć ^^
A kwiki, parskania, chrapania, ryki? Samego rżenia też jest kilka rodzajów. Koń wydaje mnóstwo dźwięków. Nawet skrobanie kopytem, czy szybszy, urywany oddech to dźwięki (w tym przypadku wskazujące na poirytowanie konia) . W świecie koni dużo znaków, także tych dźwiękowych, jest dużo subtelniejszych niż u ludzi, trzeba się koniom przyglądać, obserwować ich reakcję i zachowania by to zrozumieć. Co do mówienia do konia przez ludzi to poruszyłeś ważną kwestię, ale nie jedyną. Przecież konie rozumieją nasze komendy głosowe (lonża, powożenie, praca na długich wodzach), rozumieją też słowa "dobry"/"zły". A przede wszystkim odczytują komunikat z tonu jakim do nich mówimy. Dochodzi jeszcze kwestia lokalizacji jeźdźca. Kiedy na nim siedzimy koń nas nie widzi i często dominacja i zaufanie zdobyte z ziemi przestaje się liczyć. Swoim głosem przypominamy o sobie zwierzęciu i pokazujemy, że to nadal my, a nie ktoś iny kto usiadł na grzbiecie.
Cisza w świecie koni nie została przerwana udomowieniem - nie wierzycie? - zapraszam do obserwacji /posłuchania/ mowy dzikiego stada - oprócz mowy ciała, mamy cała gamę reakcji "głosowych" - doskonale wymienia je Shango - dodam wiecej - konie odpowiadają -na nasz głos, lub "mówia" na nasz widok - choćby owe poranne "dzień dobry" wspomniane przez tala1992. Jednak ten kontakt głosowy chyba najbardziej zywo i spektakularnie nawiązuje klacz ze źrebienciwem - ilez tak przywoływania, odpowiedzi, troski, sotrzezen... i nie ma to nic wspólnego z udomowieniem. Co zas do naszego gadania do koni, przy koniach - popieram - ma to oprócz opisanych funkcji korelacji z koniem jeszcze kilka "wartości dodanych" - mówienie, spiewanie itp głosowe efektu przy koniu angazuja jego uwage i skupiaja na nas - oczy6wiscie wszystko z umiarem i adekwatnie do sytuacji, ale łagodna spokojna mowa, która nie jest wyrazem naszego strachu, czy irytacji - zawsze jest przy koniu mile widziana. na koniec wspomnę o walorach bezpieczeństwa - jak wiemy konie nie lobią być zaskakiwane nagłym cichym podchodzeniem - dlatego słynne "idzie się " koniuszego zawsze pozostaje aktualne, szczególnie, gdy mijamy zad konia pojawiając się po jego drugiej stronie. jednego czego nie znoszą to ciągle pokrzykiwanie na konia - nie ważne przy czym jeździe wierzchem, powożeniu, czy lążowaniu - koń wówczas zupełnie przestaje reagować, uodparnia się na głupie"dalej, dalej!!!" bo nie wie o co chodzi "poganiaczowi z zaciętą płyta".
Nie wiem, czy twierdzenie na temat ciszy w swiecie koni tak do konca ma racje bytu-po tylu setkach lat udomowienia... Rano , wychodzac z domu nawoluje moje konie po imieniu...gdy od razu uslysze rzenie, wiem, ze noc minela spokojnie i wszystko jest ok... gdy panuje cisza, nie widze koni, lub sie nie odzywaja oznacza to najczesciej KLOPOTY....
Również popieram mówienie do koni