Nazywa się Kristian Berger. Jest Szwedem polskiego pochodzenia. Mimo że nigdy wcześniej nie miał do czynienia z końmi, postanowił odbyć konną pielgrzymkę do Jerozolimy. Chce podziękować Bogu za synka, na którą wraz z żoną bardzo długo czekał.
Kristian Berger właśnie zatrzymał się na popas w Dąbrówce, u lokalnego miłośnika koni Wita Laskusa. Jest inżynierem z budownictwa, zrobił też magistra z geodezji. Ma 30 lat. Jego niecodzienną podróż ułatwi mu znajomość języków.
Zapytany o źródła pomysłu na konną pielgrzymkę do Jerozolimy, przyznaje, że nie było konkretnej inspiracji. Po prostu poczuł, że musi to zrobić. Być może owoc wydały zapamiętane przez niego opowieści dziadka o polskich ułanach, a także o rycerzach spod Grunwaldu. Tak czy inaczej w siodle porusza się w zasadzie po raz pierwszy w życiu.
Konie kupił od rolnika z Augustowa. Tak doradziła mu rodzina z Warszawy. Są to wałach i dwunastoletnia klacz. Oczywiście, nie dosiadł ich od razu. Najpierw przez pół roku nawiązywał więź, zaprzyjaźniał się ze zwierzętami. I oswajał konie z ulicami, z ruchem i odgłosami dróg. Dopiero gdy miał stuprocentową pewność, że nie przeraża je współczesna ulica, rozpoczął swoją podróż.
Jeden koń wiezie bagaże, drugi Kristiana. Nie zawsze jest tak, że ma gdzie przenocować. W Dąbrówce miał prawdziwy luksus. Dobra kolacja, kąpiel, śniadanie. Koniki owies i przytulną stajnie. Ale często nasz pielgrzym śpi pod gołym niebem w lesie lub na łące. Koniki pasie owsem załadowanym w juki. Mimo wszystko podziwia polską gościnność, a której tak często opowiadał mu dziadek. Przyznaje, że na polskich wsiach gospodarze często sami proponują mu nocleg i posiłek.
Ma do pokonania 10 tysięcy kilometrów. To trudna podróż, Kristian musi przecież ominąć Syrię i przemierzyć Iran. To znacznie wydłuży pielgrzymkę. Ale nasz bohater nie liczy się z czasem. Ważny jest dla niego wyłącznie cel, nieważne kiedy, chce go po prostu osiągnąć. Przyznaje szczerze, że żona jest finansowo zabezpieczona, przebywa na urlopie macierzyńskim, ma też do dyspozycji ich oszczędności. On zaś być może będzie musiał po drodze zarabiać. Ma zresztą taki zamiar. Musi przecież mieć za co kupić owies i jedzenie dla siebie. Może uda się też podesłać jakieś pieniądze żonie.
Cóż, nie pozostaje nam nic innego, jak życzyć pątnikowi bezpiecznego dotarcia do Boga w Jerozolimie.
spawanie laserowe warszawaTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze