Reklama

Nasz pierwszy Hubertus - list do kumpla

18/11/2011 14:27
A więc tak: w piątek zeszłam z nocnej zmiany i po malej drzemce uznałam, że może chociaż ze 2-3 razy skoczymy tę przeszkodę 70cm, bo pani z organizacji Hubertusa powiedziała,że przeszkody będą do 70cm. Kilka dni wcześniej jakoś się nam to udało-tzn konik skoczył,a mi udało się nie spaść :-D

Niestety ten trening był jedną wielką porażką. Pierwszy najazd,konik hop,a ja siedzę przed siodłem i proszę kobyłkę,żeby się nie pochylała, drugi skok a ja wiszę z boku, nawet nie bardzo wiem jak,nogą jakoś się siodła jeszcze macam,a rękami szyi konia trzymam. Doszłam do wniosku,że nie mam po co na Hubertusa jechać. No ale może chociaż galopik i zwroty pójdą...Otóż też nie. Klacz zareagowała mi pięknie,zrobiła ostry zwrot w galopie,a mi uciekła noga ze strzemienia i się cała rozklepałam, tragedia normalnie...

No mąż uznał, że może po prostu jestem przemęczona, ale ja na to, że muszę mieć strzemiona krzywe , bo mam jedną nogę niżej, a drugą wyżej. Patrzy facet na strzemiona dyndające po bokach konia i mówi, że równe. No jak do diabła równe,skoro kolana mam nierówno ułożone. Coś mnie tyknęło i poprosiłam,żeby popatrzył na siodło. Wyprostowałam konika i co? No siodło krzywe! W domu zmierzyliśmy - przedni łęk z jednej strony wykazywał różnicę 1cm, a im dalej mierzyliśmy tym i różnica większa.. Ale niestety tak to jest,jak się bierze najtańszy zestaw...pożałowałam na siodło i mam.

No załamałam się...nie dość,że nic mi tego dnia nie szło,to jeszcze i siodło krzywe.Oczywiście tą różnicę zauważyłam już dużo wcześniej,ale cały czas zwalałam winę na puśliska-że może jedno krótsze od drugiego...w efekcie jedno mam podziurawione jak na strzelnicy, bo próbowałam jakoś to na dziurkach wyrównać. Dopiero teraz wpadłam,że to może siodło. Dzwonię do tej mojej koleżanki Eli ,co mnie od czasu do czasu trenuje(obiecała,że przyjedzie do mnie na tego Hubertusa,zresztą pożyczyła mi i galowy mundurek i ubiór dla konia w efekcie czego prezentowałyśmy się najlepiej :-),ale to później ). No i płaczę w słuchawkę,że dosiad mam do dupy,a siodło to jeszcze gorzej.Obiecała wziąć swoje.

Wyjazd tam,to kolejny stres-z konikiem wszystko ok,klacz weszła do tej pożyczonej przyczepy,jakby tam coś naprawdę dobrego dawali,tylko stres kupa była.Ale coś świateł nie mogli podłączyć...godzinę to robili,aż w końcu przywieźli jakieś takie na drążku doczepiane.Chciałam być na 12.00na miejscu (o 13.00 rozpoczęcie),a dopiero o 11.40 ruszyliśmy (a dojazd tak ok. godzinę,a jeszcze wogóle miejsce trzeba było znaleźć,bo nigdy w tej stajni nie byłam).
Tam to gonitwa z czasem,bo znaleźć wolny boks,ubrać konia,kolega kowal zakładał hacelki(bo gonitwa za lisem po śliskiej trawie),zawinąć owijki,a ja to pierwszy raz w rękach miałam,sama się przebrać...w efekcie założyłam białe spodnie koleżanki(chociaż na swoim siodle się w nich ślizgałam i miała jechać w swoich,które miały pełny lej i to jeszcze z takiego antypoślizgowego materiału,a jej takiego udogodnienia nie miały i lej tylko za kolano)...No gdyby nie Ela,to ja bym tego konia za nic nie zdążyła ubrać.

No i włażę na tą moją kochaną kobyłkę,Ela nas prowadzi na miejsce zbiórki,poprawiam długość puślisk,siedzę w nie swoich spodniach,w których raz jechałam i jeszcze latałam po siodle jak nieszczęście,siedzę w obcym siodle pierwszy raz...no stres ogromny,a Ela jeszcze mi o oddychaniu przypomina :-) i daje ostatnie rady:kolana do siodła,stopy nie za głęboko w strzemionach...heh...
Kobyłka miała problem z wyjściem z hipodromu po apelu rozpoczynającym, bo przy samym wyjściu ustawił się pan z ogromną kamerą,a poza tym naokoło masa ludzi,to stanęła i się rozgląda.A pani kontrmaster do mnie,że czas na pozowanie będzie później...jakby to moja wina,że się światło w kamerze odbija i konia interesuje...Ale ruszyłyśmy.

Oczywiście wszystko dla Rominy jest nowe-jakieś bramki czy przystanki przy boisku, a to wszystko kolorowe, może zaatakuje. Pierwszy mały kłopot przy podciągnięciu popręgu, no bo siodło nie moje i popręg inny. W swoim to na wyczucie robiłam, ale tu jakoś gumki mnie zdezorientowały. Ale pomalutku,pomalutku, popręg dopięty. Już po kilku sekundach kłusa czułam, że siodełko jest jak na mnie szyte, a i strzemiona bardziej mi pasują, bo te moje to jakieś takie ogromnie szerokie. Tutaj nogi caluśkie i stopy szczepiły mi się z siodełkiem w jedno,jakby mnie ktoś poksipolem posmarował. Wszystko zaczęło mi się od razu bardziej kolorowe wydawać,stres opuszczał.
W terenie było naprawdę fajnie,ale wyszło na to,że moje wyjazdy w teren to przy tym po prostu lajcik...a mi się wydawało wprost przeciwnie.Głownie kłus i galop,trochę stępa.Przeszkody wcale nie były wysokie,akurat takie,jak mój pierwszy koziołek-ok.50cm, ułożone z gałęzi na drodze.Przy jednej trochę na drzewie wylądowałam,bo po środku przeszkody wystawała wysoka gałąź i Romina w ostatnim momencie stwierdziła,że jej nie skoczy,tylko pójdzie bokiem.Tylko że ona koło drzewa się zmieściła,a moja noga już nie,rąbnęłam prosto w piszczel z taką siłą,że noga uciekła mi do tyłu i wypadła ze strzemienia w pełnym galopie.Ale ja dalej w siodle! :-)

O!Jelenie widzieliśmy!Na tych terenach,gdzie jeżdżę z Rominą,to jeleni nie widziałam,chociaż wiem,że w lasach naszych są.Tylko na sarny,zające i lisy wpadamy.A chciałabym i jelenie z konia obejrzeć :-)

W drodze powrotnej miałam już dość,Romina nie wyglądała gorzej od innych koni(zresztą były to głównie konie z tego ośrodka,tylko 2przyjezdne-mój i jeszcze jakiś),ale ja po prostu już ledwo w siodle.Myślałam,że po terenie będzie chociaż chwila przerwy przed ganianiem lisa...nie,nic z tego.Master zrobił małą zbiórkę i podał hasła na ganianie i dopiero po chwili na złapanie lisa,żeby fotoreporterzy,TV i zgromadzone ludziska mieli trochę frajdy.

Przy wjeździe na tamtejszy hipodrom było jeszcze okrążenie w takim jakby tunelu,gdzie stały przeszkody.No niewysokie,spokojnie dałabym radę,ale byłam tak wykończona terenem,że stwierdziłam,że lepiej nie...Co prawda tutaj miałam i swoich fotografów,ale mogli się w terenie przy przeszkodach ustawić...na te już nie miałam siły.Kolejna mała niespodzianka,bo przy wyjściu z zakrętu Romina zobaczyła ustawione w jednym miejscu drążki i pachołki od zebranych z hipodromu przeszkód,a to przecież wszystkie kolory tęczy!Tak ją to zdziwiło,że szła galopem trochę bokiem,jak najdalej od tych kolorowych rzeczy,prosto na przeszkodę.A ja z kolei chciałam od przeszkody :-) no nogi odmawiały już posłuszeństwa.Wyminęłyśmy.

Wyjeżdżamy na prostą przed wjazdem na plac do ganiania lisa,a moja kobyła staje i się na wałacha do tylu ogląda i na ludzi...no nie chce iść i koniec.W końcu kazałam temu za mną mnie wyprzedzić,a moja Ela się do mnie drze:Karina,łyda,bacik i jedziesz,bo ona Ci się grzeje!, Cholera,co robi?!, Grzeje się!...no jeszcze tylko tego mi brakowało...No trochę poganiałyśmy za tym lisem,ale kobyłka coś nie tak mi szła,raczej się do innych koni podstawiała,niż goniła lisa,rozglądała się.Musiałam ostro pchać ją do przodu,a bacika to ja mało używam,raczej do odganiania much ,więc i teraz nie miałam zamiaru jej mocno gonić.Ale rundę honorową jeszcze ładnie pobiegła.

Dostałyśmy nasz pierwszy znaczek za udział w zabawie.Potem tradycyjnie amu i coś do picia :-)
No to tak to wyglądało. Było to dla mnie zupełnie nowe przeżycie,nigdy nie uczestniczyłam w Hubertusie nawet jako widz,wiec kompletnie nie wiedziałam,jak to wygląda.No i dla Rominy też-jazda,nowe miejsce,nowy czasowy boks,nowe konie...Ale my wszystko nowe robimy razem:wyjazd na imprezę,pierwsze skoki...Dajemy radę.I za rok oczywiście jedziemy znowu!
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    hart325 2012-11-09 18:37:31

    Zgadzam się z powyższym :D Masz kobieto talent i do pisania i jak widać do koniucha :D

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    ewrona 2012-02-08 16:35:20

    no witam ja Ciebie:)) pięknie piszesz, gdyby nie fakt grzania się Rominy było by chyba idealnie:)). wiele osób może Ci tylko pozazdrościć takiego konia i takiego pierwszego Hubertusa:)) pozdrawiam Was serdecznie:))

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama