W środę byłam na koniach(zawsze jeźdzę w środy i piątki). I znów było bardzo zimno. Było 5 osób w tym moja instruktorka.I mieliśmy jeździć na 2 grupy(ja na 2).Ale jak tamci zeszli to stwierdziłyśmy z koleżanką, że nie chce się nam jeździć i , że weźmiemy konie na halę luzikiem.No i poszłyśmy:) i od razu jak weszłyśmy to puściłam z lonży Akcenta i chodził za mną:),ale nie za bardzo pewnie- tu się zatrzymał ,tam się zatrzymał i ogólnie to chyba szedł dla marchewki, którą miałam w kurtce:P. Kiedy koleżanka wyszła zostałam z nim sama(JUPII :P)i zaczęłam stosować metodę Monty Robertsa chociaż może nie w 100%.,ale kiedy odwróciłam się do niego tyłem podszedł do mnie (wspaniałe uczucie:)) i od tego momentu robił wszystko to co ja.Ja robiłam woltę on też,ja sięzatrzymywałam on też,ja się cofałam on też poprostu jakby był przywiązany a w cale nie był robił to z własnej nieprzymuszonej woli. BYŁAM Z NAS DUMNA.
Też chcę nauczyć się tej metody... Gratuluję i podziwiam ;D