Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
LadyGoth, z Tobą się nie zgodzę w kwestii, że koń "naturalowca" jeżdzący jak to ujęłas "na kantarku za stodołą" ma małe szansę na karierę sportową. Każdy kon nie zależnie od metody, ma taką szansę, tylko, że praca w naturalu jest dłuższą drogą (jeszcze zależy od konia i oczywiście jeźdźca). Ale i tak jak na moje natural od klasyka różni się tylko i wyłącznie podejście, bo każdy dobry klasyk, powinien umiec jeździc bez ogłowia (tu: patrząc na starszych i doświadczonych jeźdźców), bo to jest oznaką bardzo dobrego zgrania z koniem i dużych umiejętności jeździeckich/.
Uważam, że stwierdzenie, że klasycy nie szukają odpowiedzi na pytanie "dlaczego" jest dla klasyków krzywdzące i ogólnie nieprawdziwe. Stawia ich w roli automatów, które nie umieją odróżnić oporu spowodowanego strachem od oporu spowodowanego próbą dominacji.Poza tym, przy podziale Autorka nie zwróciła uwagi na trzecią grupę (i to coraz większą, zawierającą w sobie również WKKWistów z czołówki światowej) - tych, którzy pracują metodami naturalnymi, a jeżdżą klasycznie np WKKW.PozdrawiamNaturaloklasyk.
Są konie, które lubią mieć coś w pysku, więc dlaczego by tego nie wykorzystać?Nie spotkałam się jeszcze NIGDY z nikim, kto widząc pracę naturalną stwierdziłby, że "nie ma żadnej kontroli". Raczej w gronie koniarzy jest tak, że każdy ma wykładkę na to, jak kto pracuje z końmi. To znaczy tak było, dopóki "naturale" nie zaczęli wtrącać swoich dwóch groszy. Prawda jest taka, że klasyk popuka się po głowie i stwierdzi, że jeżeli działa - kontynuuj. Natomiast naturalistycznie nastawieni osobnicy będą biegać od ujeżdżalni do ujeżdżalni i krytykować sprzęt firmowy, bo "jest niehumanitarny", czy jakoś tak to było. Sama wychodzę z założenia, że róbcie co chcecie - dopóki koń nie robi krzywdy sobie, lub innym osobnikom dookoła, wszystko jest dobrze. A teraz kwestia "naturalizmu" - wierzcie mi lub nie, ale posiadanie czegokolwiek na grzbiecie NIE JEST dla konia w żadnym razie naturalne. Czemu? Bo na grzbiet skakały drapieżniki, żeby konia upolować. Naturalną reakcją byłoby więc pozbycie się w każdy możliwy sposób "pasażera". A nie o to chodzi, prawda? Kolejna sprawa to to, że koń drapieżnikowi nie zaufa. Człowiek śmierdzi mięsem, a to oznacza, że koń czuje do niego dystans. Generalnie więc nie ma zaufania, jest tylko częściowy strach. I odrobinę akceptacji.Pozdrawiam.
Ja postępuję z koniem bardzo podobnie jak LadyGoth. Nawet zdarzyło mi się zaobserwować, że moje konie "cieszą się" kiedy uda im się wykonać jakieś nowe zadanie.Jestem świadoma tego, że każdy koń uczy się w innym tempie. Doceniam ich wkład. Jeśli nie podobałyby się im moje techniki na pewno nie wysuwały by głowę z boksu i charakterystycznie rżały, ba! gdybym tylko pojawiła się na horyzoncie, kuliły by się w rogu i kierowały zad w moją stronę.Żaden z moich koni nie ma problemu z zaakceptowaniem wędzidła, bo też staram się robić tak żeby go w ogóle nie czuły w pysku i z przykrością patrzę na konie w szkółkach, które muszą męczyć się z początkującymi, którzy szarpią wodzami jakby to miało w jakiś sposób pomóc. Nie neguję tu tych osób gdyż skąd oni mają wiedzieć, że robią źle, to instruktor ma obowiązek im zwrócić uwagę a nie akceptować to! I to w tym konkretnym przypadku natural powinien być obowiązkowo stosowany, tak by ludzie rozpoczynający swoją przygodę z tym cudownymi zwierzętami zrozumieli, że konia nie pokonuje się siłą tylko z nim współgra i tworzy zgrany duet.
Ogólnie artykuł super, tylko,że ja (jeśli mogę) prosiłabym Cię abyś w kolejnym wpisie napisała trochę o klasyce bez krytyki. Możesz to dla mnie zrobić? ;)
nie nawiązując poprzednich komentarzy zaczynam uczyć mojego rudzielca Bankiera jazdy naturalnej... zamierzam kupić kantar sznurkowy (bo podobno supełki jakoś działają na konia) Pierwsza lekcja za sobą, staram się nie kierować wodzami, a nogami... jakoś idzie;)
Koniczynka - nie mierz ludzi jedną miarą. Daleka jestem od oburzenia, wyrażam tylko swoje zdanie na ten temat. I nie chodzi mi o to kto kocha konia bardziej, tylko o panikę wokół metod treningu. Staram się ze wszystkimi końmi, na których jeżdżę postępować w sposób humanitarny i są tego efekty. Po każdej jeździe koń jest nagradzany kawałkiem marchewki lub jabłkiem, w czasie jazdy za każdy dobrze wykonany manewr i posłuszeństwo nagradzam klepaniem po szyi, nagradzam też w boksie nawet za podnoszenie nóg do czyszczenia. Po jeździe i myciu wyprowadzam konia na kantarze na trawę, żeby się zrelaksował przed powrotem do boksu. Staram się by każdy koń kojarzył sobie jazdę z czymś przyjemnym. Nie zmienia to jednak faktu, że na treningu wymagam zarówno od siebie jak i od konia. Znam konie, które niestety bez lekkiego klepnięcia palcatem, albo dobrze przyłożonej łydki jeźdźca mają w nosie o ile nie głębiej. Nie uważam żeby w tym było coś złego (z obu stron). Zgadza się, że metody naturalne są pracochłonne, ale nie stosuje się ich na większą skalę w jeździe klasycznej, bo nie są niezbędne w treningu sportowym. Trening sportowy jest rzeczą równie pracochłonną. Jakbyś nie wiedziała czambon nie służy do maltretownia biednych koników, ani nie rozwiązuje setki problemów natury technicznej, za to bardzo dobrze gimnastykuje szyję. Nie jest to dla konia nieprzyjemne ani szkodliwe. Pokaz naturalnego treningu w wykonaniu Honzy widziałam i byłam pod wrażeniem. Pod wrażeniem byłam również oglądając zawodników startujących w finale pucharu świata w WKKW, gdzie na crossie konie bez żadnego oporu przeskakiwały przeszkody, które z łatwością mogłyby wbrew woli jeźdźca ominąć jeśli by się któryś uparł. Jedno i drugie było wynikiem współpracy koni i jeźdźców, choć osiągnięte zupełnie inną metodą.
Drodzy komentatorzy! Pisząc ten artykuł nie chciałam nikogo zranić: ani klasyków ani naturalowców. Według mnie klasyka też jest potrzebna w jeździectwie, gdyż dzięki niej nasze konie dochodzą do mistrzowskiej formy, rozbudowujemy ich mięsnie, doskonalimy nasz dosiad. Lecz NIKT nie porusza psychicznej strony uczenia się koni --> co robić by zrozumiały o co nam chodzi; by robiły coś nie dlatego bo dostaną w przysłowiowy "tyłek" (i nie chodzi o bicie- wystarczy utrzymywanie nacisku w formie łydki czy szarpanie za wodze), ale dlatego, że wiedzą, że zostaną nagrodzone za włożony wysiłek. A problemy psychiczne koni mają odzwieciedlenie w ich zachowaniu: narowach, nałogach, itd. BlueHorse, LadyGoth- to nie chodzi o to, że jak ktoś jeździ klasycznie to nie kocha swojego konia. Rozumiem Cię, rok temu też bym się oburzyła na to stwierdzenie. Konia kocha każdy. Można jeździć klasycznie i postępować zgodnie z psychiką i dobrem konia- i to jest ŚWIETNE JEŹDZIECTWO. Niekonwencjonalne metody pracy z koniem nie zakładają bicia rekordów w skokach, gonitwach czy na czworoboku. Uczenie w ten sposób konia jest bardzo czasochłonne i niewiele wystarczy by stracić zaufanie konia. Ale późniejsze efekty pracy są znakomite- i tu odwołuje do wszystkich mi znanych jeźdźców naturalnych: Karen Rohlf, Mark Rashid, Pat Parelli, Honza Blaha, itd. Dlatego właśnie żaden ze sportowców nie chce tak pracować: za dużo wysiłku by nauczyć "prostego" ćwiczenia, szybciej można np. założyć chambon i pracować nad innymi ważnymi elementami na czworoboku czy parkurze.
... i to jest to!!! Chodzi mi oczywiście o komentarz Montany, który powinien być artykułem, do którego dodałbym tylko stare powiedzenie dotyczące naturalowców, klasyków; wszystkich w siodle i tych, którzy chcą wsiąść na konia: "Im mniej talentu, tym więcej patentów". Niestety uzbrojony w "środki przymusu bezpośredniego" koń i jeździec, to częsty widok, który czasami nasuwa pytanie: czy on czasem tych ostróg albo munsztuka nie dostał wraz z pierwszymi bryczesami i toczkiem na "dobry" początek???
Dobry artykuł! przez wiele lat jeździłam klasycznie i czytałam książki napisane przez mistrzów. Miałam swoich faworytów, należeli do nich ci, którzy zadali sobie trud zgłębiania natury i psychiki konia. Nie na darmo jeździectwo zaliczamy do SZTUK, bo czynione na najwyższym poziomie jest bezapelacyjnie sztuką. Klasyczne ujeżdżenie bazuje na naturalnych ruchach konia, nie ma tam nic co byłoby sprzeczne z jego naturalna mechaniką , tyle tylko prowokowane bodźcami wywoływanymi przez człowieka i na jego żądanie, wymaga to niebywale precyzyjnego oddziaływania na konia. Ta precyzja ma swoją cenę i okupiona jest mozolnymi żmudnymi treningami, panowanie nad masą i dynamika konia wymaga ""pomocy" są więc baty i ostrogi, są smutne przeganaszowane konie chodzące w teren na munsztukach, bo wyczynowi ujeżdżeniowcy lubią mieć konia w ręku! Na samą myśl, że koń za sprawą luźnej wodzy odzyska swobodę cierpnie im skóra, bo co będzie jesli nie odzyskaja panowania nad koniem? Tak często zapomina się o tym, że doskonałe ujeżdżenie to panowanie nad koniem, a nie czynienie z niego marionetki z patentami w pysku, obrabianego jak kawałek mięsa za sprawą wymyślnych przyrządów uelastyczniajacych, ganaszujacych, rozmiekczajacych i można tak w nieskonczonośc wymieniać...Klasyczne ujeżdżenie jest SZTUKĄ, ale tylko w wydaniu prawdziwych MISTRZÓW! Tylko mistrz zadaje sobie pytanie o przyczynę zachowania konia i stara się dotrzeć do jego psychiki w możliwie sensowny i wyrozumiały sposób. I tacy MISTRZOWIE w klasyce istnieja! Od dawna układam konie Naturalnie i doceniam atuty tego stylu, są niepodwarzalne, chociaż mają przeciwników. Tak było jest i będzie bo taka jest natura ludzi. I w naturalu również takie działanie ma sens jeśli staramy się bazować na doświadczeniu Mistrzów i podążamy ich drogą! Dla mnie nie ma znaczenia,że jeżdżę za stodoła na halterze, skoro wiem, że w każdej chwili mogę na nim skoczyć 150 cm, albo rozpędzić konia w terenie i na najmniejszy impuls do półparady konie zareagują posłusznie, bez walki i ciągniecia za pysk. Na halterze można wszystko, o ile ktoś kocha konie i odda DUSZĘ zgłębianiu ujeżdżania, a to zadanie na całe zycie.
Szczerze, to mam mieszane uczucia. Z jednej strony, trochę krytykujesz klasyków. Ale powiedzmy prawdę, oni koni nie traktują jak maszyn. Oni też je kochają. Tak samo "naturale". Ja chyba bardziej popieram naturalowców, ale jeśli mam załóżmy sportowca to on musi jednak cwiczyc przed konkursami itp. Dlatego podchodzi do sprawy... hm... nieco bardziej na serio. "Naturale" jeździectwo traktują jak zabawę, bo tak jest, ale myślę, że koń mimo wszystko musi czuc respekt, więc i jedni mają racje i drudzy. Najlepiej to wszystko połączyc. Czyli intenstywny trening, ale też i zabawa metodami "naturali". Bo jak ktos wyżej napisał, "nautrale" kariery szkoującej jednak nie robią :| Nie jestem tu po jakiejś stonie, myślę, że powinnaś napisac to jednka bardziej... obojętnie. Bo dobrym jeździecem może byc i ten z wypasionym sprzętem i ten bez :)
Niby napisałaś o tym, że różnice nie powinny nas dzielić, ale i tak artykuł brzmi jak kolejna krytyka "klasyków", jakich czytałam już wiele. Zrozumienie psychiki konia jest w jeździectwie rzeczą kluczową, ale to nie znaczy, że każdy musi jeździć na kantarku i stosować wszystkie naturalne metody jakie mu do głowy przyjdą. Moim zdaniem chodzi przede wszystkim o to, żeby koń rozumiał czego oczekujemy i był traktowany jak partner, a nie maszyna do jeżdżenia. Jemu też może się coś nie podobać, albo może nie mieć ochoty na coś, co musi zrobić. Problem w tym, żeby być mądrzejszym i w jakiś rozsądny sposób konia do współpracy namówić. To, że rady dawane przez klasyków są nieskuteczne to też subiektywna sprawa - niezależnie od stylu rady powinien dawać ten, który wie, co mówi. Niestety z niewiadomego mi powodu, co drugi jeździec daje rady nawet niekoniecznie wiedząc coś na dany temat. Poza tym każdy koń reaguje nieco inaczej - coś, co na jednego zadziała, w przypadku drugiego będzie miało odwrotny skutek. To, że w jeździe klasycznej nie stosuje się takich patentów jak w naturalu i odwrotnie wynika po prostu z odrębności obu stylów. Inna prawda jest taka, że jeżdżący na kantarze za stodołą raczej nieczęsto robią zawrotną karierę w sporcie.
LadyGoth, z Tobą się nie zgodzę w kwestii, że koń "naturalowca" jeżdzący jak to ujęłas "na kantarku za stodołą" ma małe szansę na karierę sportową. Każdy kon nie zależnie od metody, ma taką szansę, tylko, że praca w naturalu jest dłuższą drogą (jeszcze zależy od konia i oczywiście jeźdźca). Ale i tak jak na moje natural od klasyka różni się tylko i wyłącznie podejście, bo każdy dobry klasyk, powinien umiec jeździc bez ogłowia (tu: patrząc na starszych i doświadczonych jeźdźców), bo to jest oznaką bardzo dobrego zgrania z koniem i dużych umiejętności jeździeckich/.
Uważam, że stwierdzenie, że klasycy nie szukają odpowiedzi na pytanie "dlaczego" jest dla klasyków krzywdzące i ogólnie nieprawdziwe. Stawia ich w roli automatów, które nie umieją odróżnić oporu spowodowanego strachem od oporu spowodowanego próbą dominacji.Poza tym, przy podziale Autorka nie zwróciła uwagi na trzecią grupę (i to coraz większą, zawierającą w sobie również WKKWistów z czołówki światowej) - tych, którzy pracują metodami naturalnymi, a jeżdżą klasycznie np WKKW.PozdrawiamNaturaloklasyk.
Są konie, które lubią mieć coś w pysku, więc dlaczego by tego nie wykorzystać?Nie spotkałam się jeszcze NIGDY z nikim, kto widząc pracę naturalną stwierdziłby, że "nie ma żadnej kontroli". Raczej w gronie koniarzy jest tak, że każdy ma wykładkę na to, jak kto pracuje z końmi. To znaczy tak było, dopóki "naturale" nie zaczęli wtrącać swoich dwóch groszy. Prawda jest taka, że klasyk popuka się po głowie i stwierdzi, że jeżeli działa - kontynuuj. Natomiast naturalistycznie nastawieni osobnicy będą biegać od ujeżdżalni do ujeżdżalni i krytykować sprzęt firmowy, bo "jest niehumanitarny", czy jakoś tak to było. Sama wychodzę z założenia, że róbcie co chcecie - dopóki koń nie robi krzywdy sobie, lub innym osobnikom dookoła, wszystko jest dobrze. A teraz kwestia "naturalizmu" - wierzcie mi lub nie, ale posiadanie czegokolwiek na grzbiecie NIE JEST dla konia w żadnym razie naturalne. Czemu? Bo na grzbiet skakały drapieżniki, żeby konia upolować. Naturalną reakcją byłoby więc pozbycie się w każdy możliwy sposób "pasażera". A nie o to chodzi, prawda? Kolejna sprawa to to, że koń drapieżnikowi nie zaufa. Człowiek śmierdzi mięsem, a to oznacza, że koń czuje do niego dystans. Generalnie więc nie ma zaufania, jest tylko częściowy strach. I odrobinę akceptacji.Pozdrawiam.