Mamy piękną zimę, zaśnieżone drogi sprawiają, że mamy ochotę poszaleć i w głowach niektórych nieodpowiedzialnych osób rodzi się pomysł „może zróbmy dzieciom kulig, zaczepimy sanki do samochodu, niech dzieci mają trochę radości” – o zgrozo! Sami ostatnimi czasy przekonaliśmy się jak ta RADOŚĆ się kończy –np. pod autobusem. Ta jedna rodzina napewno nie spędzi Świąt w komplecie a tym bardziej radośnie. Odpowiedzmy sobie na pytanie, czy było warto? Telewizyjny spot „Jesteś sprawcą –jesteś ofiarą” ma tu swoje odbicie.
Tymczasem jeśli chcemy sprawić dzieciom (i nie tylko) prawdziwą radość i niespodziankę, umówmy się w pobliskiej stajni, często wystarczy tylko zadzwonić a zorganizują Wam wspaniały kulig konny, który jest o wiele przyjemniejszy niż ten za traktorem czy samochodem. Nie wdychamy spalin, w tle słychać tylko dzwonki i parskające konie. To naprawdę wspaniała przygoda. Przede wszystkim o wiele bezpieczniejsza, nie ma tu wielkich prędkości, jedzie się bocznymi drogami więc i spotkanie się z innym pojazdem jest znikome a jeśli już to życzliwi kierowcy widząc zaprzęg ustępują nam miejsca, często-gęsto z uśmiechem i pozdrowieniami. Ponadto każdy powożący zaprzęg dobrze wie jak zachowują się sanie na zakrętach oraz przy zjazdach z górki i na pewno uprzedzą co należy wówczas robić by nie wylądować na ziemi lub w zaspie. Tak więc jeśli w waszej rodzinie zabłyśnie ktoś pomysłem o kuligu to zawsze namawiajcie towarzystwo na prawdziwy konny.
Poza tym każdy kierowca powinien zdawać sobie sprawę z tego, że podczepiając pojazd na płozach do samochodu lub ciągnika popełnia przestępstwo, mówi o tym jasno Kodeks Drogowy. Ktoś by mógł teraz spytać –„no dobrze ale konie też powodują wypadki, płoszą się, czy to jest na pewno bezpieczne? Pytanie jak najbardziej uzasadnione, owszem konie tez powodują wypadki, tylko te o których zawsze słyszymy w TV dzieją się w wielkich miastach, gdzie jest duża ilość pojazdów i ludzi, koń jest narażony na wiele bodźców a gdy się spłoszy pędzi przed siebie. A poza miastem, na wsi, na bocznych, leśnych drogach to co innego. Tam koń właściwe nie ma powodów do spłoszenia się, jest spokojniejszy, czuje się bezpieczniej na otwartej przestrzeni. Poza tym komu chciałoby się uciekać po metrowych zaspach. Myślę, że tych niezdecydowanych choć trochę przekonam. Chcę wierzyć, że przynajmniej część osób przemyśli sobie tą sprawę zanim coś zrobi. Mimo, że wśród naszych polskich kierowców nie brak tych co mają ubytki wyobraźni i myślenia. Gorąco pozrdawiam wszytkich koniarzy.
bardzo dobry artykuł :)