Reklama

Nie taki Figo straszny

13/11/2011 15:35
Tia.

Jeżeli ktoś czyta mojego bloga (a jest takich niewiele), to już na pewno wie, jakim koniem jest Figaro i jak się mniej więcej na nim jeździ. Dla kogoś, kto jest leniwy i nie chce mu się czytać wpisu "jazda na Aronie" wyjaśniam krótko i na temat: Figaro pruje jak pies do kiełbasy. Nie sposób go zwolnić, nie mówiąc już o zatrzymaniu. Kilka razy na nim jeździłam i nie było fajnie. Nie lubiłam na nim jeździć.

Dzisiaj to się zmieniło.

Jest niemożliwie zimno, a ja nie mam rękawiczek. Wpadam na halę. Pani mi mówi, żebym z taką Anią poszła po Orinka. I w ogóle akcja była wczoraj z tym Orinem, ja tylko słyszałam relacje, ale podobno to wyglądało szkaradnie. No więc jakaś dziewczyna wsiadła akurat na Orina. Już z niego spadała, prosto na szyję, i pech chciał, że krzyknęła: "Auć!". No jak ten się podobno wystraszył, wypruł szalonym galopem, a jej... Stopa zaklinowała się w strzemieniu! Pociągnął ją przez pół hali takim dzikim galopem, cud, że nie wpadła pod kopyta! Na szczęście nic się nie stało, ale mogło to się skończyć gorzej!

Gdy już Orino był na hali, usłyszałam ostateczny werdykt, który wkopał mnie do ziemi i pozbawił słuchu: "Wsiadasz na Figara". No żem się tak zdziwiła, że oczy mi prawie wypadły. No ale dobra. Od chłopaka, z którym się zamieniłam, usłyszałam, że dzisiaj coś jest leniwy. Trochę mnie to uspokoiło. A jak już na niego wsiadłam, jak już na nim byłam, jak zrobiłam kilka kroków stępa cały stres wyparował. I tak jest zawsze.

Przy pierwszym stępie próbowałam go trzymać, żeby nie wpychał się w zad Arona, ale i tak poskutkowała dopiero próba kopnięcia. Wtedy się opamiętał i trzymał tą odległość, a jak zapomniał, że Aron kopie to ja go trzymałam.

Robiliśmy różne serpentyny, wolty, zjeżdżaliśmy ze śladu, wjeżdżaliśmy na ślad, jakieś ósemki, nie ósemki, wężyki, wolty, no czego tam nie było! I jestem wdzięczna instruktorce, że takie coś zorganizowała. Bez tego chyba by mi się nie udało.

Figaro po tych ćwiczeniach bardzo się rozluźnił. Miał równe tempo, pilnował go i słuchał się. I w ogóle jeszcze zebrał ode mnie cukierka, bo zaczął tak żuć wędzidło, że aż się spienił. Pani mi wytłumaczyła, że to dobrze, bo to znaczy, że przyjął rękę jeźdźca. WOW!!! Moja ręka jest przez konie akceptowana!

Nie będę rozciąąąąągać tego kłusa i stępa, więc od razu przejdę do opisywania galopu.

Galopowałam osobno, bo Figa z makiem ma dłuższe foule niż inne konie. Ja na jedną stronę, 3 inne na jedną, ja na drugą 3 inne na drugą. Miał cudowny galop. Równe tempo, nie pędził. To te ćwiczenia go tak rozluźniły i się trochę ogarnął. Na drugą stronę było super! Ale go wyklepałam, wygłaskałam, dałam pod koniec jazdy cukierki dla koni za całą tą jazdę.

Figaro z rozbrykanego potwora, nagle stał się zrównoważonym gniadym koniem, na którym naprawdę można pojeździć.

A wynika z tego, że nie należy się bać, tylko próbować ;)

I pytanko: Co robić, żeby nie opierać się w galopie na kolanach? Mam z tym kłopoty :/

Pa pa ;)
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Nusia 2011-11-16 21:43:42

    co do kolan to mam ten sam problemmam podobno bardzo dobry dosiad ,a i tak trzymam się kurczowo kolanamiparę miesięcy temu prawie spadłam z konia ,bo podciągam kolana do góry ;) to już inna sprawa

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama