Był piękny słoneczny dzień konie wychodziły kolejno na padok najpierw Mila potem Monti, Masajka, Espaniola i Gandzia ten krajobraz, który lśnił spokojem i równowagą był dla mnie rajem i ukojeniem duszy samo wąchanie kwiatów było dla mnie czymś wspaniałym ,a co dopiero razem z kotami Mambą i Merlinem obserwowanie z ziemi tego co przechodzący człowiek nie zauważ w tedy wydawało mi się ,że nic ani nikt tego dnia ,a jednak. Konie też były urzeczone pięknem przyrody która w tamtej porze roku prezentowała swoją najlepszą stronę, konie niczym latające ptaki przeskakiwały przez różnego rodzaju przeszkody w postaci rozwiniętych chwastów i gałęzi drzew pourywanych przez nie uważnych młodzików w pełni zabawy.
Mama zawołała mnie żebym jej pomogła rozwieszać pranie zajrzałam do miski w którym pranie się znajdowało jeansy,jeansy,jeansy no i moje ulubione czarne w trupie czaszki dresy gdy już miska była pusta poszłam do jak go nazwałam Kociego namiotu który z pomocą mojej mamy i własnej pomysłowości zbudowałam, położyłam się na brzuchu i obserwowałam tańczące na wietrze pranie które dopiero co wywiesiłam konie wyraźnie się zaciekawiły tymi dziwnymi rzeczami, które są tak lekkie, że gdyby nie spinacze to wiat bez najmniejszych trudności je zwiał.
Espaniola przybliżyła się do prania tak , że gdy by chciała to mogła by z łatwością zdjąć moje spodnie z płotu no i tak zrobiła chwile nosiła jak pies w pysku moje spodnie lecz udało mi się jej je wyrwać w nie naruszonym stanie. Historia się powtórzyła lecz Espaniola tym razem stanęła na nie kopytem i z moich spodni zrobiły się stringi.
dzięki
Trochę dziwnie napisane, ale "i ze spodni zrobiły się stringi"...to mnie rozwaliło ;D xD ;D