14 lipca wróciłam z obozu. Było bosko! Jak na mój gust trochę za mało jazdy, bo w końcu 2h jazdy dziennie to nie tak dużo jak się wydaje. Chyba ani razu choćby jeden dzień był planowo. Pobudka - różnie, zależy jak się obudziłyśmy. Najwcześniejsza o 5:55, nie mogłyśmy zasnąć, najpóźniejsza chyba 10:30. Pan był tak miły, że pozwolił nam się wyspać!
Mimo, że godziny danych zajęć były różne, każdy dzień był praktycznie taki sam. Pobudka, pojenie i karmienie koni, jazda/śniadanie , wyprowadzanie koni na trawę, CZAS WOLNY, obiad, CZAS WOLNY, jazda popołudniowa, wyprowadzanie koni na trawę, CZAS WOLNY, sprzątanie stajni, kolacja, łazienka. Czasu wolnego było dosyć dużo, można wykorzystać go na spacery.
Co tydzień instruktor zabiera obozowiczów (na turnusie max. 3-4 osoby) jeepem na przejażdżkę po polach. Istnieje też dzień ""pastwiskowy"", konie prowadzone są na pastwiska, na końcu wsi (pasą się również koło stajni). Koni jest w sumie 4, w tym jeden hucuł. Konie całe dnie spędzają na wybiegach, dzięki czemu są zdrowe, szczęśliwe i spokojnie reagują na dźwięki otoczenia. Na konia wchodzimy ze schodków, by nie naciągać lewego puśliska, a co najważniejsze- takie schodki są zdrowe dla koni, ponieważ przy tradycyjnym wsiadaniu z ziemi każdorazowo przeciążamy je na jedną stronę co nie wpływa pozytywnie na ich kości i mięśnie.
Poznałam super dziewczyny i polecam obóz. Strona: www.babskieranczo.pl Na Babskim Ranczu nie istnieje coś takiego jak zastęp i to jest najlepsze!
;)