Reklama

OBÓZ JEŹDZIECKI TROTTER

15/08/2013 17:40
OBÓZ JEŹDZIECKI TROTTER Wiele osób przed wybraniem obozu jeździeckiego zadaje dużo pytań. Co? Jak? Gdzie? Czy trzeba, czy nie trzeba itp. itd. Znam to bardzo dobrze, bo sama takie pytania zadawałam. Postanowiłam więc, że napiszę relację z obozu jeździeckiego, a dokładniej z wakacyjnego obozu spędzonego w Stajni "Anka" w Przewłoce, pod Ustką. PIERWSZY I DRUGI DZIEŃ Kwaterowanie zaczynano od 16, lecz musieliśmy czekać na pozostałe osoby i zostaliśmy przydzieleni do pokoi dopiero koło 18. Do tego czasu mogliśmy chodzić do stajni i oglądać konie. Po rozdzieleniu do pokoi i rozpakowaniu bagaży była kolacja. A następnie spotkanie organizacyjne, gdzie pan Kuba i wychowawczynie przeczytali i objaśnili regulamin stajni oraz zasady BHP przy koniach. O 22 była cisza nocna, po której i tak niektórzy cicho rozmawiali o koniach i wrażeniach z pierwszego dnia  Drugiego dnia było rozdzielanie do grup (galopującej, stępo-kłus i lonża) oraz przydzielanie koni – do jazdy i do opieki. Konie do opieki losowaliśmy, a opieka polegała na wyprowadzaniu konia na pastwisko, zaplataniu grzywy, myciu itp. Konie do jazdy przydzielał p. Wojtek, instruktor. Oczywiście pod względem umiejętności i wzrostu. Tego dnia już normalnie odbywały się jazdy. ZAKWATEROWANIE Mieszkaliśmy w pensjonacie i w domkach. Zwykle osoby starsze i te które były już na poprzednich obozach Trotter mieszkały w domkach, a młodsze w pensjonacie, gdzie były duże pokoje 3,4,5 – osobowe. Natomiast w domkach były trochę mniejsze, z piętrowymi łóżkami . Każdy pokój miał swoją łazienkę, garderoby lub szafy na ubrania. Pokoje były bardzo ładne, ozdobione obrazami malowanymi przez panią Anię – mamę pana Wojtka i pana Kuby . KONIE Związku z tym, że stajnia była jeszcze nierozbudowana czasem konie stały po 2/3 w jednym boksie – jednak tylko na potrzeby obozowiczów (by było łatwiej wyprowadzić konia na jazdę). Niektóre konie stały na małym okólniku za domkami. Pastwiska trawiaste były nieogrodzone (choć i tak raczej nie wypuszczano tam koni z obozu), przez co Maczek, Limonka i inne niezajeżdżone konie czasem podchodziły do obozowiczów, krzątających się po stajni i żebrały smakołyków ;). Niektóre konie, w terenach na plażę, czując pod brzuchem buzująca wodę, hmm… po prostu klękały na przednie kopyta, po czym zaczynały się kłaść i tarzać… . Gdy taki jeździec podnosił się z wody, mokry, grupa zawsze kwitowała popis konia śmiechem i oklaskami  JAZDY Stajnia Anka słynie z terenów, więc w sumie wyszło, że na padoku nie jeździłam ani razu… (ale to mam w ciągu roku szkolnego) Jeżeli na tym obozie zamierzasz się czegoś nauczyć np. skoków – proponuję inne stajnie, gdzie są głównie jazdy na padoku. Tereny w upalne dni odbywały się albo wcześnie rano – np. koło 7, albo po kolacji, koło 20. Jazdy zawsze trwały 1,5 godziny, np. o 15.30 było czyszczenie koni, a od 16 do 17.30 – jazda. Tak więc razem z czyszczeniem były 2 godziny . Tereny na plażę były tylko przed śniadaniem lub po kolacji. Gdy jazdy były wciągu dnia – jechaliśmy do lasu. W grupie galopującej były max. 3 zagalopowania. Choć czasem p. Wojtek, gdy zobaczył, że dobrze sobie radzimy (tj. są dobre odstępy, konie się nie wyprzedzają itp.), to były nawet 4 zagalopowania . Najlepszy teren grupy galopującej okazał się w najgorsza pogodę . Wyjechaliśmy o 7 rano na plażę. Gdy wracaliśmy nagle zaczęło padać i całą drogę powrotną galopowaliśmy, uciekając przed deszczem… Kopyta koni dudniły po asfalcie, gdy przejeżdżaliśmy przez wieś, a śmiechu było co nie miara. Po prostu teren pełen wrażeń  CZAS WOLNY Raczej go nie było, a jak był to wychowawcy tak go organizowali, żeby zamiast wolny, był zajęty – a to zajęcia z ceramiki, albo wyjście na promenadę czy plażę, gra w palanta lub baloniadę. Czasem był to czas z końmi – mogliśmy wychodzić z końmi na pastwisko, robić im fryzury itp. WYŻYWIENIE Śniadanie było o godzinie 9, obiad koło 14-15, a kolacja ok. 18-19. Na początku dnia losowało się stolik przy którym siedziało się już przez cały dzień (wprowadzono to dopiero trzeciego dnia ). Jedzenie nie było porcjowane. Obiady były dwudaniowe – jeżeli komuś nie podpasowała zupa, nie ”brudził talerza”, by pokazać, że zjadł, tylko odkładał go i czekał na drugie  Po kolacji można było zamawiać pizzę z pizzerii Diavollo w Ustce. KADRA Pan Kuba – założyciel firmy Trotter. Zabierał nas bryczką i swoim ślązakiem – ogierem Bolkiem na wycieczki na wieżę widokową w Orzechowie  Pani Ania – prowadziła lonże i czasem wyjeżdżała w tereny z grupami stępo-kłus. Często również słuchaliśmy jej śmiesznych opowieści o trotterowych rumakach . Pani Ania seniorka  - miała z nami zajęcia z ceramiki, gdyż ma talent do różnych prac plastycznych (to jej obrazy zdobią pokoje). Pani Natalia i Pani Marta – wychowawczynie  Pan Wojtek – śpiewający, zabawny instruktor. Często opowiadał kawały. Również wiele śpiewał np. podczas terenu.. Przebojowym utworem III turnusu była piosenka… „Ja uwielbiam ją”…  Co dało nam inspirację na stworzenie odpowiednika tej piosenki, tylko, że o koniach... I inni… Chciałabym przyjechać na ten obóz za rok. Było cudownie! Ref. Ja ujeżdżam ją, Ona tu jest i bryka dla mnie, bo dobrze to wiem, że spadnę z niej i rękę sobie złamię Boo… Moja kobyła patrzy często w oczy me i nie ukrywam - sprawia to przyjemność Gdy galopuje tylko moje serce wie jest tego warta – oddałbym bym nie jedno, Boo… Tak dobrze wieem… Ref. Ja ujeżdżam ją ….
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    DINARA 2014-06-12 16:28:32

    ja też jade na 5 turnus!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    lauuura2000 2014-05-10 22:44:45

    Jedziesz w tym roku na obóz? Ja jade na 5 turnus.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama