Wakacje się już kończą więc jest chwila czasu na opisanie tego co się w nie wydarzyło. Po wielu rozmyślaniach, chwilach niepewności wychodzę z domu. Jadę kolejny raz na obóz do Gospodarstwa Agroturystycznego Arkona. Tym razem będzie inaczej... o wiele inaczej. Doskonale o tym wiem. Nie będę sama. Będzie ze mną jeszcze jedna dziewczyna. Dodatkowo jest nowy koń, ja więcej umiem... będzie inaczej. Dojeżdżam na miejsce. Wypakowuje z auta walizkę. Kieruję sie w stronę naszej kwatery.
Zostawiam walizkę na schodach, witam sie z właścicielką i końmi. Dziewczyna jeszcze nie przyjechała. Mogłam wybrać sobie łóżko i konia na pierwszą jazdę. Wybrałam Mustanga. Pierwszy raz będę na nim jeździć :). Wróciłam do pokoju, wypakowałam kosmetyczkę, końskie rzeczy włożyłam do szuflady. Teraz tylko czekać na koleżankę. O umówionej porze nadal jej nie było. Chwilę później już poszłam czyścić Mustanga. Instruktorka zajęła się czyszczeniem drugiego konia. Koleżanka zjawiła się i mogłyśmy udać sie na jazdę. Było fajnie. Zresztą jak zawsze. Wolty, kawaletki, zmiany kierunku, zagalopowanie, zatrzymanie itd. Mustang był posłuszny, nie stwarzał problemów. Po jeździe rozczyściłyśmy konie i odprowadziłyśmy do stajni. Poszłyśmy sie przebrać, zapoznać i ogólnie ogarnąć. Potem kolacja, chwile rozmowy i „dobranoc”.
Kolejne jazdy było raz na Pokemonie, raz na Donie, raz na Mustangu. Przeplatanka. Na jednym szło lepiej, na innym gorzej. Ale wiedziałyśmy o co biega i mogłyśmy zagalopować. Jazdy zawsze były urozmaicone slalomami, „snejkami”- serpentynami , woltami, „elkami” z drągów, kawaletkami. Na Mustangu można było sporo poskakać. Czasem jeździło się z zamkniętymi oczami, wczuwając się w rytm konia i rozpoznawanie podstawionych nóg. Moja współlokatorka jeździła na oklep robiąc młynki, martwego Indianina itd. Po 3 dniu miałyśmy (jak zawsze) kryzys :D i ja osobiście nie byłam w stanie wsiąść na konia po południu. Odłożyłyśmy lekcje na później. Wieczorem mogłyśmy się lenić. Za to pojechałyśmy oglądać siano dla koni. Pierwszy raz widziałam żeby ktoś sie tak „rozdrabniał” nad sianem. Widać jak wiele jeszcze na temat koni nie wiem. Fakt faktem poznałam kilka rodzajów siana, czas jaki musi odstać zanim można je podać koniom itd. Potem pojechałyśmy do apteki po plastry na moje nieszczęsne pęcherze i do sklepu po jakieś słodkości.
Dni mijały coraz szybciej. Czyszczenie koni, jazda, wyprowadzanie na pastwisko, sprzątanie stajni, ścielenie, sprowadzanie koni (od tego się czasem migałyśmy :D) , obiad po lub sprzed sprzątaniem, no i po obiedzie chwila odpoczynku i kolejna jazda, czyszczenie, siodłanie itd. Po wszystkim kolacja i do łóżek. Ostatniego dnia pojechałyśmy w teren... hmmm może inaczej. Pojechałyśmy na rżysko żebyśmy mogły dłużej i intensywniej pogalopować. Spędziłyśmy tam 1,5h. Zmęczone, wykończone i spocone wróciłyśmy. Trudno było znieść myśl o kończącej sie przygodzie. Ale byłam na tyle zmęczona, że cieszyłam sie na powrót do domu. Spakowałyśmy się, posprzątałyśmy w pokoju. Wyszłyśmy na zewnątrz, nacieszyć się końskim powietrzem. Później przyjechali moi rodzice i przygoda sie skończyła.
Podsumowując. Spędziłam 10 wspaniałych godzin na końskim grzbiecie, wypiłam kakao z koziego mleka, zjadłam sera również z koziego mleka, wypiłam pyszny kompot z mirabelek, nauczyłam sie wielu rzeczy i wiele sobie przypomniałam. Wygłaskałam konie i kozy. Obejrzałam fachowe werkowanie kopyt , posłuchałam wspomnień kowala i instruktorki z ich byłej ,a mojej już prawie obecnej szkoły. Jest to zdecydowanie najlepsze miejsce jeśli chce sie tanio pojechać na obóz, a jednocześnie nauczyć więcej niż na niejednym drogim i prestiżowym obozie i przeżyć wspaniałe chwile pośród świetnych koni i znającej sie na rzeczy instruktorki :) Za rok mam nadzieję, że uda mi się tam pojechać po raz trzeci Relacja z tamtego roku : http://www.galopuje.pl/konie,oboz-w-stajni-arkona-w-marynkach,20071.html
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze