Reklama

Olga Kulesza: Smutne wiosenne obserwacje

24/06/2013 16:25

Dlaczego to piszę? Bo z końmi jestem już ponad 20 lat, w różnym charakterze, od dziecka uczącego się jeździć w podwarszawskim klubie, poprzez studenta, a potem lekarza weterynarii, właściciela konia, a potem koni, zawodnika- amatora, a od 2 lat, założyciela fundacji pomagającej koniom. Ciągle uczę się czegoś nowego, konie wciąż mnie zaskakują, pokazują moje braki, inspirują do nauki i dalszego ich odkrywania, ale przez te parę lat mam swoje przemyślenia i refleksje. 

 

 Patrzę na poczynania organizacji prozwierzęcych i te obserwacje spowodowały, że zdecydowałam się działać po swojemu. Idea wciąż ta sama, uczynić świat lepszym dla koni, i to się nie zmieniło. Tylko jak? I czy nasze wysiłki idą w odpowiednim kierunku? Wiem już, że wszystkich koni nie uratuję, bo nie ma takiej możliwości. Ale na ile sił i środków starczy, będę to robić dalej, mam jednak wrażenie, że takich koni, które wymagają pomocy byłoby mniej, gdyby ludzie NAPRAWDĘ rozumieli ich potrzeby.

Od razu podkreślam, że jestem ostatnia osobą, która byłaby za ubojem koni do celów konsumpcyjnych i wciąż przyłączam się do apeli innych organizacji, ale mam wrażenie, że w tej upartej walce coś zostało przeoczone. Czy też umyślnie, czy ze względów medialnych, bo temat koni rzeźnych ma duże, społeczne poparcie.

Obawiam się, że konie na rzeź nadal będą hodowane bo światem wciąż rządzi pieniądz, a nasza rola w tym, żeby to życie miały dobre, tak samo ostatnią drogę, załadunki rozładunki jak i śmierć. Zmiana prawa i jego egzekwowanie to jedno, ale edukacja hodowców, handlarzy, przewoźników, ludzi często prostych, o zupełnie innym stosunku do życia i świata innej mentalności, jest na pewno trudna, ale nie niemożliwa. Może inaczej by te konie ładowali, gdyby wiedzieli, że inaczej się da. Mamy w naszym kraju bardzo prężnie działający ruch tzw „naturalsów”. Czy tak się sami mianuja czy nie, znam przynajmniej kilka osób, które temat załadunku konia mają w jednym palcu i chętnie się ta wiedzą dzielą. A jakby tak większe organizacje wyasygnowały trochę pieniędzy na tego typu szkolenia, PZHK się dołączyło, a może nawet warunkowało uzyskanie jakiś przywilejów dla hodowców którzy takie szkolenie by odbyli? To tylko jakieś moje pomysły, ale w sumie nie tylko o tym chciałam napisać… 
 

Reklama

 

Przyszła wiosna, a właściwie od razu, dlugo wyczekiwane lato. Zazieleniła się trawa, natura obudziła się do życia, i nawet te chłopskie, często zaniedbane i hodowane właśnie na rzeź konie, wyszły z ciemnych komórek na dwór. Nie wychodziły z nich często całą zimę…

Nikt ich nie zmusza do pracy, jedzą, chodzą, są końmi, może nikt im nie koryguje kopyt i muszą sobie radzić same, ale są wolne. Zaraz ktoś powie o pętach i przywiązywaniu na łańcuchu- pewnie, z tym tez trzeba walczyć- ale, czy wyście z pętem, czy na łańcuchu, nie jest lepsze niż NIE WCHODZENIE W OGÓLE? 
 

Reklama

 

To że koń jest zwierzęciem, które w naturze na wolność i bieg, wie niby każdy, kto ma z końmi do czynienia. Tylko niewiele z tego wynika…

Kiedy trzy lata temu postanowiłam osiedlić się na obrzeżach Puszczy Kampinoskiej, miałam swoje dwa konie. Uważałam, że konik musi mieć myte i smarowane kopytka, dostawać drogą paszę, chodzić na padok dwa razy dziennie, ale koniecznie wracać do stajni na obiad, a jak jest zimno stać w derce, a jak pada w ogóle nie wychodzić. Moje konie generalnie nie chorowały, wyglądały na zadowolone i ten system funkcjonował całkiem nieźle.

Poznałam wtedy stado ponad 30 koni, które 24h na dobę 365 dni w roku były na dworze, w warunkach naturalnych. Na poczatku byłam zdziwiona, a wręcz oburzona, bo przecież tak nie można. Pomijając fakt bezsensownego dzikiego rozmnażania, szybko zmieniłam zdanie. Nie będziemy tu wnikać w kwestie naturalnego doboru klaczy przez ogiery i wpływu tego braku ingerencji (inbredów itd.) na wytrzymałość i inne cechy tych koni, bo nie jestem ani genetykiem, ani hodowcą. 

Reklama

 

Co robią te konie całe dnie? Chodzą i jedzą? Czy tak nie jest w naturze? Co za tym idzie - są zdrowe, nie kolkuja, mimo, że pasza którą dostają, nie jest zawsze odpowiedniej jakości, ale jest cały czas. Nie mają przerw w jedzeniu, i ponieważ, wiedzą ze pasza będzie (czy to trawa czy siano). Jedzą tyle ile potrzebują, nie kaszlą- bo są na świerzym powietrzu, a nie w dusznej, a nieraz brudnej stajni. Nie kuleją- oczywiście czasem się coś zdaży- zranienie, czy lekkie skręcenie, ale patrząc na nie przez te kilka lat, mogę powiedzieć, że zdażyło się to może pięć razy (poza koniem który jako jedyny w stadzie jest wynikiem wysiłków hodowców i ma chipy w stawie, co okresowo powoduje kulawiznę). Znają swoje miejsce w szeregu, i jak już trafią do swojego człowieka, to w krótce rozumieją, kto teraz jest szefem, co często jest wielkim problemem koni wychowywanych bez rówiesników, a co najgorsze samotnie. (W Szwajcarii np. jest to w ogóle prawnie zakazane) 

Reklama

Tak, zaraz ktoś powie że jestem tendencyjna, że nic nie rozumiem, bo to nie są konie użytkowe. 

Oczywiście!

Takie konie też mam u siebie i sa utrzymywane w innym systemie- nie chodzą w stadzie, tylko w małych kilkukońskich grupach, tak dobranych, żeby ryzyko walk, a co za tym idzie urazów zminimalizować. Od rana do nocy, są na zewnątrz. Chęć wyjazdów na treningi czy zawody, wiąże się z zamykaniem konia w boksie i sama przekonałam się, ze do tego koń musi być przywyczajony- szczególnie, że bardzo łatwo się odzwyczaja i powoduje to niepotrzebny stres i nerwy, kiedy musi w nim zostać. Dlatego na noc wracają.

W ciągu dnia mają do dyspozycji, może nie kilkunastohektarowe łąki jak stado, ale duże trawiaste padoki, gdzie swobodnie mogą się tarzać i galopować. Mają trawe w lecie, a potem siano do woli. Niestety, mnogość obowiązków spowodowała, że nie jeżdżę regularnie, co staram się zmienić, z różnym skutkiem. Ktoś zaraz powie, że te konie nic nie robią, a tym bardziej nie są końmi sportowymi. Ok- definicja konia sportowego to rzecz mocno względna, czy jest nim koń który dwa- trzy razy w roku pojedzie na zawody regionalne? Może nie. Czy tylko koń, który jeździ co najmniej małą rundę (nie zaleznie w jakiej dyscyplinie). Tak czy siak i ten i ten jest koniem. 

Reklama

 

Ja mogę tylko podzielić się doświadczeniami z moimi końmi, na których właśnie jeżdżę nieregularnie. O tym jak takie niby snucie i stanie na padoku wpływa na kondycję, i formę, miałam się okazje przekonać na wiosnę, kiedy to po całym okresie zimy kiedy praktycznie wogólnie nie jeździłam, wybrałam się do sąsiedniego KJ Celbant p. Ani Bienias na kurs dosiadu z Elaine Butler. Będę szczera – miałam rozpocząć przygotowywanie mojego konia na miesiąc przed kursem, później na dwa tygodnie przed, a koniec końców poszedł na lonże i wsiadłam na niego na chwile, dzień przed kursem. Myślałam sobie wtedy: „co ty robisz, on nie da rady, dwie jazdy dziennie, kompletna paranoja”. Nadal uważam, że to nie było mądre i wskazane, ale tak było... Brak zamykania na noc w zimie spowodował, że koń przez pierwsze dwa dni mocno denerwował się w boksie, ryczał i chodził w kółko (stąd zmiana koncepcji w domu w tym względzie), więc oprócz tych dwóch treningów ….chodził rano w karuzeli około 2 h! Efekt- nie dość, że kondycyjnie spokojnie dał radę, to jeszcze puszczony na padok galopował i brykał jakby tydzień nie wychodził, Na ostatniej jeździe kursu (na szósty dzień) miał tyle energii, że radośnie wywoził mnie w galopie. Mogę tylko dodać, że koń ma 12 lat, u poprzedniej właścicielki miał wolne ciała w stawach, które zostały po kilku latach użytkowania zdiagnozowane i usunięte. Miał też kilka przypadkowych epizodów zdrowotnych, startował w ujeżdżeniu do klasy C włącznie. Odpukać nie kuleje, nigdy nie był kuty, oprócz jazd treningowych, i lonży chodzi regularnie w tereny, całe życie padokowany, a znamy się już chyba w sumie 7 lat. 

Reklama

 

W tym miejscu miałam pisać o tych koniach, które nie wychodzą bo są sportowe, bo cenne itd. Itd. Liczę na to że Ci którzy są właśnie takiego zdania, zadadzą sobie sami kilka pytań dotyczących ich koni i sami przed soba na nie uczciwie odpowiedzą. 
 

Czy ich konie kolkują? (mimo podawania świetnych pasz i suplementów, od za długich przerw w jedzeniu i niedoboru włókna) 

Czy ich konie kaszlą? (nawet niewinne kaszlnięcie na początku jazdy nie można uznać za normę) 
 

Czy ich konie miewają kontuzje „z niczego”- tzn. nie w czasie pracy czy zawodów, tylko na lonży na tzw. prostej drodze, zdażaja się jakieś skręcenia, naderwania? 
 

Reklama

I wreszcie czy ich konie są pobudliwe i płochliwe? (bo nie widza w zyciu nic poza boksem stajnią i placem, bo w tereny tez przeciez nie chodzą) 
 

Są sfrustrowane i zrezygnowane, albo agresywne i pobudliwe?



Oczywiście, wszędzie są wyjątki, nie mówimy tu o bezcennych ogierach reproduktorach, które muszą ponieść jakąś ofiarę dla dobra hodowli światowej i z tej racji ich sposób przemieszczania jest ściśle kontrolowany, ale 90% koni, a może i więcej, których to nie dotyczy. 
 

 

Jako chlubny przykład mogę podać znany miłośnikom sportu, klub Hippika Polonia Słupno, którego właściciel Pan Sasinowski, zgromadził stawke świetnych, utalentowanych, o dużej wartości ogierów, hodowli zachodniej, a które to ogiery, oprócz treningów i spacerów w ręku (żeby zapewnic im jak najwięcej ruchu), codziennie wychodziły na swoje trawiaste, otoczone wysokim ogrodzeniem elektrycznym, padoki. Był wśród nich koń, który już przeszedł do historii- Zidane. 

Reklama

 

Aż ciśnie mi się na myśl kwestia sposobu treningu, ale o tym, z racji rozległości tematu, kiedy indziej. Czy samo powyższe, nie zapewnienie koniom warunków, zgodnych z ich naturalnymi potrzebami nie jest okrucieństwem? 

 

Nie ja to wymyśliłam, tylko setki lat ewolucji gatunku jakim jest koń, mówia o tym ludzie, dużo mądrzejsci ode mnie jak Dr Gerd Heushmann czy na naszym podwórku np. Pan Wojciech Mickunas, tylko część środowiska, tego nie słyszy lub nie chce slyszeć i znajduje zawsze jakieś argumenty na podtrzymanie swoich racji…

outsourcing IT warszawa
Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 22/04/2026 12:55
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    hart325 2013-09-17 12:05:03

    Kapitalny tekst, który powinien przeczytać każdy koniarz :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Miki Mouse 2013-07-03 22:04:35

    Dziękuję za ten artykuł! Dajmy koniom żyć! Może coś zacznie się w końcu zmieniać, tym bardziej, że mamy coraz więcej takich fajnych, mądrych i otwartych lekarzy weterynarii. Olga dla Ciebie szacunek za wszystko, co robisz!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Szary Pielgrzym 2013-06-30 16:35:36

    Zgadzam się w 100% , ale forsa i wygodnictwo rządzi światem i z tych powodów tak trudno o poprawę losu koni

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama