Reklama

Opinia i relacja z obozu jeździeckiego Jaszkowo

28/06/2012 11:24
Otóż w 2011 roku wybrałam się na obóz jeździecki do centrum hipiki Jaszkowo. Po krótce opowiem jak wyglądały te 10 dni spędzone w tej ogromnej stajni. Pierwszego dnia zgodnie z planem zaczęło się zebranie organizacyjne na hali. Sprawdzono obecność i przeprowadzona została (dla początkujących) teoria czyszczenia, siodłania itp. Następnie podzieleni zostaliśmy na grupy i poszliśmy wybierać konie. Dostałam karego kuca Gucia. Następnie mieliśmy krótką godzinną jazdę aby oswoić się z nowymi podopiecznymi. Pierwszy dzień ogólnie był dość leniwy, dopiero następnego miała się rozpocząć praca przy koniach. Każdy dzień wyglądał mniej więcej tak samo. Rano pobudka o 6.30 i wyjście do koni. (sprzątanie boksów, poranne karmienie.

Następnie mogliśmy się udać na nasze śniadanie -> szwedzki bufet + coś do picia. Potem mieliśmy trochę czasu by ogarnąć nasz pokój za który przyznawane są punkty, a pokój który ma ich najwięcej dostaje dodatkową jazdę z wybranym instruktorem. Po posprzątaniu pokoi mieliśmy za zadanie przyszykować konie na jazdę, a następnie 2h konnego treningu. Następnie rozsiodłanie koników, karmienie popołudniowe i na nasz obiad. Teraz rozpoczynała się około 1-1,5h przerwa przed popołudniową jazdą, która zwykle odbywała się w terenie. Potem znów ten sam rytuał (rozsiodłanie, karmienie i nasza kolacja). Po kolacji można było wziąć konika na spacer nad Wartę, a po wyjściu na łączkę ćwiczyliśmy woltyżerkę. Potem do kąpania i spać by następnego dnia znów zacząć kolejny dzień.

Ogółem obóz był naprawdę ekstra, ale nie ukrywam, że trzeba się nieźle sprężyć, bo to mimo wszystko wyczerpujące wakacje, a nie leżenie do góry brzuchem :))
W terenie czasem gra się w gry typu Baba Jaga patrzy (na koniach rzecz jasna). Codziennie organizowana jest lekcja teorii (albo o przerywaniu grzywy, albo o podkuwaniu, bądź skokach). Każdy ma tak jakby swojego konia, więc to też jest ekstra : ) Pod koniec organizowany jest parkur dla rodziców, a na koniec dwutygodniowego kursu do zadania jest przejechanie WKKW. J

Jest możliwość zdania brązowej odznaki jeździeckiej, do której w tym roku spróbuję podejść. Zakwaterowanie całkiem w porządku, łazienka wspólna, ale nie ma raczej problemu z korzystaniem. Cisza nocna o 22.00 (ale wierzcie mi, że nikt nie miałby siły usiedzieć na nogach dłużej) ; )) NAPRAWDĘ POLECAM TEN OBÓZ, A TO ŻE WYBIERAM SIĘ W TYM ROKU DRUGI RAZ JEST CHYBA POTWIERDZENIEM MOICH SŁÓW : )))

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Gabi2003 2016-08-14 21:39:20

    Obóz jeździecki „Jaszkowo- Centrum Hipiki” bardzo zaskakuje.Byłam uczestnikiem tego obozu w turnusie od 7 do 13 sierpnia 2016 roku (Grupa 4 zaawansowana). Pomimo doskonałej reklamy i perfekcyjnej opinii, rzeczywistość przeraża. W pierwotnej wersji miał być to obóz konny, połączony z aktywnym wypoczynkiem, miłą atmosferą oraz doskonaleniem umiejętności jeździeckich. Nic bardziej mylnego. „Jaszkowo” przypomina obóz pracy. Podczas poranych oraz wieczornych dyżurów w stajni byłam zmuszana do sprzątania około 5 boksów, dawania słomy, siana i owsa do wszystkich około 30 boksów, a także zamiatania całej stajni tylko w 7 osób. Dyżury odbywały się przed śniadaniem bądź kolacją i towarzyszył im ogromny wysiłek fizyczny oraz niemiła atmosfera spowodowana krzykiem naszych opiekunów. Jednym słowem zostaliśmy potraktowani jak darmowa pomoc stajenna. Cała obsługa obozu ( instruktorzy, pomocnicy) sprawiali wrażenie jakby pracowali tam za karę, wykorzystywali obozowiczów i stresowali nas krzykiem oraz niemiłymi komentarzami bądź wyśmiewaniem. Pokoje, w których mieszkaliśmy były bardzo ciasne oraz oszpecone w całości wulgaryzmami. Łóżka uniemożliwiały nam zasłużony wypoczynek, gdyż były strasznie twarde. W internacie panują zasady trudne do zrealizowania typu zakaz spożywania jedzenia oraz picia w pokojach. Z tego powodu nie raz chodziliśmy i pracowaliśmy głodni. Kolejnym minusem jest łazienka. Na 60 obozowiczów było tylko 8 prysznicy, dodatkowo przeszkadzał brak jakiejkolwiek prywatności. Pozytywnie można ocenić kuchnię, gdyż posiłki były naprawdę smaczne, a pomoc kuchenna sympatyczna. Jedynym minusem stołówki jest rój much, który oblepiał jedzenie. Jeżeli chodzi o zajęcia wieczorne, jazda bryczką była miłą odskocznią i odpoczynkiem, natomiast woltyżerka okazała się kolejnym rozczarowaniem. Odbywała się ona wieczorem, po kolacji kiedy nikt nie miał już na nic siły. Instruktorka krzykiem zmuszała do uczestniczenia w zajęciach. „Pomocnicy” mieli nam pomagać wykonywać kolejne ćwiczenia, lecz w efekcie tylko przeszkadzali. W razie nieudanej próby wyśmiewali nas, a kiedy ktoś się sprzeciwił takim warunkom skutecznie uprzykrzali mu życie, przez naruszanie przestrzeni osobistej i nie przestrzeganie prawa do nietykalności. Jeżeli chodzi o dobór grup jeździeckich oraz dopasowanie koni, wszystko dzieje się praktycznie na ślepo. Właściciel ośrodka osobiście dobiera każdemu uczestnikowi odpowiedniego wierzchowca, wierząc mu na słowo, kiedy ten opisuje swoje umiejętności. Dla tych co potrafią dobrze jeździć konie są naprawdę sympatyczne i nie sprawiają żadnych problemów, natomiast jeźdźcy bez doświadczenia mają spore kłopoty z opanowaniem wierzchowca. Podczas lekcji porannej jeździliśmy na terenie ośrodka przez dwie godziny. Następnym rozczarowaniem jest jazda w zastępie oraz duże grupy (około 14 osób). Instruktorki prowadziły nudne i monotonne jazdy, z której nie wyniosłam innej umiejętności, niż ignorowanie niepotrzebnego krzyku i zdenerwowania trenerek. W mojej opinii instruktorzy nie byli kompetentni, a sposób nauczania pozostawia wiele do życzenia. Ponad to trenerki nie dawały sobie rady z tak dużą grupą, a niektórych wręcz ignorowały. Podczas popołudniowej lekcji, każda grupa wyjeżdżała w teren. Tam jedynym problemem była jazda w nieodpowiednio dobranym zastępie, to znaczy konie kopiące jeździły przed tymi grzecznymi, a wolniejsze, przed szybszymi. Lekcje teorii, które odbywały się codziennie, bardzo różniły się od sposobu w jaki uczono nas jeździć na lekcjach. Na koniec obozu odbywa się pokaz. Pierwsza część składa się z kadrylu, a druga ze skoków. Krótko mówiąc podczas ostatniego dnia wszyscy udają przed rodzicami miłych i udają, że dużo nas nauczyli, co nie jest prawdą. Podsumowując obóz w Jaszkowie, jest miejscem które wszystkim odradzam. Nie wyniosłam stamtąd nic oprócz zmęczenia psychicznego i fizycznego. Płaci się naprawdę dużo, a w zamian otrzymuje się tylko terror . Z pewnością już nigdy tam nie wrócę. Jeżeli ktoś ma jakieś pytania dotyczące Jaszkowa, chętnie na nie odpowiem.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama