No cóż. Niedawno przyszło mi się zmierzyć z dość nienaturalną jak w moim przypadku sytuacją. Mianowicie....po kilku dobrych latach jeżdżenia konno zupełnie samodzielnie trafiłam do szkółki jeździeckiej. Hm... do grupy dla początkujących, jeżdżących pod bacznym okiem instruktora. Powiem szczerze. Dobrze było się trochę "cofnąć w rozwoju". Okazało się, że wcale te kilka lat samokształcenia się nie poszły na marne i że nadaję się, jak to określiła pani instruktor, na wzór do naśladowania jak się powinno prawidłowo na koniu siedzieć. Jednak nie chcę sobie schlebiać (bo jeszcze popadnę w jakiś samozachwyt). Bo wiem, że jakieś tam błędy popełniałam w trakcie wykonywania ćwiczeń, a poza tym człowiek uczy się przez całe życie aż do śmierci. Ale fakt faktem podbudowało mnie to wewnętrznie. A i nie mówię, że mi się nie podobało. Jasne że mi się podobało! Nawet sobie nie wyobrażacie, jak bardzo może człowiekowi brakować "kopa w cztery litery" od starszego i bardziej doświadczonego jeźdźca. Zawsze wytknie wady, powie gdzie są niedociągnięcia i braki. I podobało mi się, naprawdę mi się podobało.... I szczerze mówiąc mam nadzieję, że to nie był mój ostatni trening.
Komentarze