W ostatni czwartek jak co tydzień pojechałam z tatą na jazdę. Spóźniliśmy się, bo byliśmy w sklepie w poszukiwaniu marchewek - była tylko jedna ;D Ja oczywiście na Bolku, tata na Harfie. Na początku rozstępowanie koni. Jechałam za Harfą, kiedy ona się spłoszyła, uskoczyła w bok , obracając się o 90 stopni. Za nią w ślad poszedł Bolero robiąc to samo. Jakoś się utrzymałam i pojechaliśmy dalej. Chwila stępu i kłus anglezowany. Potem kłus anglezowany bez strzemion i ćwiczebny bez strzemion i w strzemionach. Slalom stępem między filarami, duży slalom od ściany, do ściany i to samo w kłusie. Pracowaliśmy samymi łydkami. Potem kłus: anglezowany, wyciągnięty na długich ścianach, ćwiczebny, lekko skrócony na krótkich ścianach. Chwileczka stępu, kilka ćwiczeń i galop. Lewy galop w moim wykonaniu to była masakra, brak harmonii z koniem, klepanie tyłkiem o siodło... Totalna porażka, ale za to prawy galop! Cudnie nam poszło ! Po galopie moje ulubione ćwiczenie - mianowicie stawanie na skrzyżowanych strzemionach ;D Niby zwykła jazda, a bardzo fajna ;)
Stawanie na skrzyżowanych strzemionach? możesz mi to nieco przybliżyć, bo pierwszy raz o tym słyszę...