W niedzielę przed treningiem pobawiłam się trochę z Gordonem. Wzięłam go na lonżę. Położyłam ją na ziemi, żeby miał luz, a sama zaczęłam szukać odpowiednich rzeczy w plecaku. Wiedziałam, że nie ucieknie ode mnie. Jeszcze nigdy tego nie zrobił, więc mogłam spokojnie puścić koniec lonży. Konisko stało bez ruchu i patrzyło, co ja robię. Wyjęłam parasol. Biały z czarnymi elementami. Gordon był nieco zdziwiony. Dałam mu powąchać. Nie przejął się za bardzo nim. Rozłożyłam go, a on odskoczył w bok. Nagle parasol wydał mu się straszną rzeczą. Gdy przesuwałam go w jego stronę, on się odsuwał. Położyłam go rozłożonego na ziemi. Pokazałam Gordonowi jabłko i położyłam je w środku parasola. Zwierz malutkimi krokami podchodził, czujny, gdyby ta straszna rzecz miała go zaatakować. W końcu wziął jabłko i wycofał się. Następną rzeczą był niebieski worek na śmieci. Tego to już się nie bał. Skakałam z nim, szeleściłam, a on chodził za mną. Gordon lubi szelest, ale tylko taki charakterystyczny ;p Na przykład liści pod kopytami.
I na koniec został mi pomarańczowy worek, ale on już chyba inaczej szeleścił, bo konisko trochę odskoczyło. Podeszłam do niego z tym workiem, delikatnie szeleszcząc. Widać, chłopak się zaciekawił bo powąchał i poszturchał nosem. Rozłożyłam worek pomarańczowy i niebieski na ziemi. Chciałam doprowadzić do tego, żeby Gordon po nich przeszedł. Zachęciłam go kawałkiem suchego chleba. On stał po jednej stronie, a ja z przekąską po drugiej. Spryciarz poszedł na około. I tak przez chwilę się goniliśmy. Aż zwierz się zniecierpliwił i skoczył przez worki. No niezupełnie o taki efekt mi chodziło, ale dostał chlebek. Podjęliśmy drugą próbę. Teraz starałam się nie doprowadzać do tego, żeby skoczył. Przeszedł. Powtórzyliśmy próbę dwa razy. Wyszło pozytywnie. Myślę, że takie odczulania są dobrym pomysłem, szczególnie, gdy koń jest młody. Np. w przypadku zawodów. Przecież wiele razy pod przeszkodami lezą niebieskie folie, symbolizujące rów z wodą. Koń przyzwyczajony do takich rzeczy, nie będzie się płoszył i unikniemy wyłamania.
Komentarze