Reklama

Pamiętnik jeździecki I

04/07/2012 16:36
Jestem Ola i mam 14 lat, moją przygodę z końmi zaczęłam właściwie w grudniu 2010 roku (dokładnie 28, o 17.30 ;) ). Moje pierwsze kroki w jeździectwie stawiałam w Stadninie Koni Malutkie położonej we wsi Malutkie niedaleko Radomska. Pierwszą lonżę miałam na koniu imieniem Pad. Bardzo go polubiłam. Jeździłam zawsze co tydzień-w niedzielę. Uczyłam się podstawowych rzeczy na lonży i coraz bardziej kochałam konie i jazdę konną. Dosyć długo byłam na lonży, co mnie trochę zdenerwowało, gdyż chciałam uczyć się trudniejszych rzeczy. Około kwietnia 2011 miałam pierwsze samodzielne stępy, a na początku czerwca miałam już całe samodzielne jazdy :)

17 maja zaczęłam prowadzić bloga, na którym opisywałam jazdy. Teraz kilka fragmentów właśnie o jazdach :

WTOREK, 7 CZERWCA 2011
Znowu jeździłam na Ambarasie, tylko szkoda, że na hali. Dzisiaj ćwiczyłam zakłusowania i na koniec jazdy już sama rozstępowywałam konia. Ogólnie to przez całą lekcje kłus i stęp, zatrzymania i skręcania. po rozsiodłaniu A. sprawdzanie kopyt i chłodzenie nóg . Żebyście widzieli jak mu się podobało ^^.

WTOREK, 14 CZERWCA 2011
Jazda była na 17.30. Jeździłam na Pile. Jazda odbyła się na hali, były tylko 2 konie, Piła- Ja i Misja- Kalina : ) Zaczęło się tak: jakaś dziewczynka, która jeździła na Misji zsiadła, no to wchodzę na ujeżdżalnie; okazało się, że całą lekcje będę jeździła sama. Bardzo się ucieszyłam. Musiałam jeszcze chwilę poczekać, bo taki pan jeździł na Pile. Na początku chwilę oprowadzałam Kalinę na Misji, kiedy pan skończył wsiadłam na Piłę i ruszyłyśmy. Początek był kiepski, nasz dwuosobowy "zastęp" wlókł się strasznie oczywiście przez kogo ? Przeze mnie ! ; d Później z Piłą złapałyśmy rytm i jakoś szło. Po ok. 15 minutach instruktor powiedział, że mam zakłusować na końcu długiej ściany. Niestety, Piła tylko wyciągnęła stęp, spróbowałam po drugiej stronie lecz też się nie udało, no i w końcu za trzecim razem zakłusowała, ostatecznie do trzech razy sztuka ; D Niestety, chyba za bardzo się z tego ucieszyłam i Piła przeszła do stępa, Znów na końcu długiej ściany ( tym razem po 2 próbie) zakłusowanie, kilka lub kilkanaście okrążeń ( nie liczyłam ;d ). Do stępa, rozstępowanie bez strzemion i z konia. Zaprowadziliśmy konie do stajni, ja Pilę do 1, a Kalina Misję do 2. Piła dostała marchewkę, jeszcze chwila w stajni i do domu.
A zapomniałabym, to była moja pierwsza cała samodzielna jazda ( wcześniej jeździłam sama tylko na początku lub końcu w stępie) i pierwszy samodzielny kłus.Ostatecznie zakłusowałam 2 i pół raza ; d
Piła to siwa 13 lub 14 letnia klacz małopolska. Jest to najbardziej leniwy koń, na jakim jeździłam. Ale kłus to ma cudowny [3

W Malutkich w wakacje organizowane są obozy, i nie mogłam jeździć dlatego teraz będzie wpis z jazdy w Jeżowie:

WTOREK, 21 CZERWCA 2011
W sobotę jeździłam na Talizmanie, na początku lonża, a później już ćwiczenie skręcania i hamowania. Trochę przejeżdżania przez drągi w stępie.

I tego samego dnia wpis z niedzieli już w Malutkich. :

W niedzielę jeździłam na Padzie, bardzo fajnie. Już tak dawno na nim nie jeździłam, że zapomniałam jaki ma mięciutki kłus. [3 Ogólnie też stęp i kłus, oczywiście skręcanie i zatrzymywanie.

W czasie gdy trwały obozy tak jak wcześniej napisałam nie mogłam jeździć w Malutkich i w związku z tym szukałam innego miejsca do jazdy. Jeżdżąc w Malutkich poznałam wspaniałą instruktorkę - panią Matyldę. Bardzo ją polubiłam, ale niestety, a może i na szczęście odeszła z Malutkich. Dowiedziałam się, że prowadzi jazdy u siebie, więc oczywiście się zapisałam :)

Napisałam o tym na blogu :

Jeździłam na Miklo. Jest bardzo spokojny, chociaż to ogier, rasy szlachetna półkrew. Jeździłam stępem i kłusem, trochę przejeżdżałam przez drągi, kręciłam ósemki między oponami. Było bardzo fajnie. Pierwszy raz tam jeździłam i nie mogliśmy z tatą znaleźć drogi ;D Ale w końcu jakoś się udało. Jest tam bardzo sympatycznie, kury i gęsi sobie chodzą ;D Szkoda, że to miejsce nie jest bliżej, ale przynajmniej jest blisko do mojej babci.


Na początku lipca 2011, chyba od 1-szego pojechałam na obóz jeździecki do Janowa. Relację z niego możecie przeczytać na moim profilu :) A teraz króciutka notka z bloga :

ŚRODA, 13 LIPCA 2011
Długo nie pisałam, ponieważ byłam na obozie jeździeckim w Janowie Lubelskim. Powiem szczerze, że na początku nie podobało mi się, ale z czasem było coraz lepiej i czas do wyjazdu minął niestety bardzo szybko. Moimi ulubionymi w tej stajni byli Plaster, Fiona i Napoleon. Nie mam żadnych zdjęć ani filmów : ( Dodam jeszcze, że na obozie odbył się mój pierwszy teren i pierwsza jazda na oklep.


Po obozie znowu byłam do pani Matyldy
CZWARTEK, 21 LIPCA 2011

Dzisiaj, czyli 21 lipca, byłam na jeździe u p. Matyldy. Jeździłam na Miklo. Na początku trochę rozciągania na lonży, a potem samodzielna jazda. Stęp, kłus, przejeżdżanie przez drągi, a później cavaletti. Bardzo miło mi ta jazda minęła, a w szczególności dlatego, że pierwszy raz GALOPOWAŁAM. Co prawda na lonży, ale to też galop. Za pierwszym razem trzymałam się sznurka przy siodle, żeby konia za pysk nie ciągnąć, później miałam puszczać najpierw jedną ręką, później drugą na zmianę, i na końcu już jak najmniej się trzymać. Za drugim lub trzecim razem, pani dała mi wodze, ale trzymałam je dosyć luźno, bardzo wygodnie mi się na nim "siedziało. Pani powiedziała, że w galopie siedzę jak przyklejona do siodła SuperGlue ;D No, a potem już stępowanie. To była moja najlepsza jazda, przynajmniej do tej pory ;p

Tak, to właśnie była moja najwspanialsza jazda ! Ten galop, było cudownie !

Następny wpis był dopiero w sierpniu, zaraz dowiecie się dlaczego ;(

SOBOTA, 6 SIERPNIA 2011
Dawno nie pisałam, ale to dlatego że byłam chora, a później byłam w szpitalu.
Od ostatniej notki miałam dwie jazdy, obie na Talizmanie. Na pierwszej stęp, drągi w kłusie, ósemki, i ogólnie kłus. A na drugiej oprócz stępa i kłusa anglezowanego, ćwiczyłam kłus ćwiczebny na lonży. Później galop, ale przy zagalopowaniu spadłam i straciłam przytomność. Przyjechała karetka i na trzy dni musiałam zostać w szpitalu bo miałam podejrzenie wstrząśnienia mózgu. Chcę dalej jeździć, ale nie wiem kiedy będę mogła.

Następny wpis prawie tydzień po poprzednim opisywał jazdę u p. Matyldy :)

PIĄTEK, 12 SIERPNIA 2011
Ostatnio na jeździe byłam u p. Matyldy i nie jeździłam na Miklo tylko na Amorze ! ;d Amek jest małopolskim gniadym wałachem mniejszym od Mikla xD Jeździło mi się na nim świetnie. Na początku chwilkę na lonży, a później już sama, przejazdy przez przeszkodę, nie wiem jak to nazwać ,to była koperta ale to nie były skoki. :d później przyjemne stępowanie i pokaz sztuczek Amorka. Niestety było krócej, ponieważ mama bała się o mnie po upadku.

PONIEDZIAŁEK, 29 SIERPNIA 2011
Jeździłam u p.Matyldy na Amorku. Mimo, że była 9 rano to było bardzo ciepło. Oczywiście najpierw stęp, później slalom między trzema oponami w stępie. Później kłus, slalom w kłusie i na drągi. Trochę poćwiczyłam przejścia z kłusa do stępa, ze stępa do stój. Nauczyłam się czegoś bardzo fajnego, a dokładnie przejścia z kłusa do stój i ze stój do kłusa. Pod koniec kilka "skoków" z kłusa i galop. Amor jest bardzo wygodny do nauki galopu, tylko w jedną stronę skręca do środka, a i galop był ze stępa. Bardzo lubię tam przyjeżdżać, są tam kozy, kury, gęsi, takie krowy ze śmiesznymi rogami ^^ Miałam mieć filmiki, ale kamer się rozładowała, pech :( Ale i tak było świetnie ! Ale dawno już nie jeździłam i mnie bardzo bolały ręce i trochę pobolewały nogi. A teraz się pochwalę, że jestem z siebie dumna bo robię postępy we wsiadaniu na konia xD To trochę głupie, ale się z tego cieszę xD

Niestety to była ostatnia jazda tam, ze względu na wyjazd p. Matyldy :(

To była właściwie przedostatnia relacja z jazdy na moim blogu, dlaczego ?

Otóż dnia 16 września 2011 byłam na jeździe w Klukach. Nie jeździło mi się za dobrze, bo koń się mnie nie za bardzo słuchał, ale instruktor powiedział, że on tak sprawdza jeźdźców. No to jeździłam i próbowałam nie dać za wygraną. Ćwiczyłam głównie koła w kłusie i pod koniec jazdy koń poniósł, zaczął galopować, ale to może dlatego, że usiadłam w kłusie i jechałam ćwiczebnym, powinnam zwolnić i dopiero wtedy usiąść, a może to wszystko by się inaczej skończyło. Biegł w kierunku stajni, ja przestraszyłam się i już nie utrzymałam się na koniu. Gdy wstałam ból brzucha był nie do zniesienia. Całą drogę powrotną nie mogłam sobie znaleźć wygodnej pozycji, a byłam bardzo senna i na dodatek ból brzucha nie ustępował. Po przyjeździe do domu było mi jeszcze gorzej, dlatego pojechałam do szpitala, okazało się, że mam krwiaka na śledzionie i muszę zostać, bo śledziona może pęknąć, a wtedy byłoby bardzo źle. Byłam zagrożona operacją, dlatego też byłam na głodówce pod kroplówką. Przez tydzień. W szpitalu byłam 15 dni. Miałam do końca semestru zwolnienie z wf, o jeździe konnej nie wspominając. Co najmniej na pół roku. Później musiałam jeszcze około dwa tygodnie siedzieć w domu, głównie przepisywałam zeszyty :/ Ogółem nie było mnie w szkole miesiąc, miałam masę sprawdzianów i kartkówek do zaliczenia, mnóstwo materiału do nadrobienia oraz przepisanie reszty zeszytów. Teraz na śledzionie mam taką jakby bliznę, która może mi zniknie dopiero za około 7 lat, cudownie co nie ? :)

Po ośmiu miesiącach przerwy, na konie pojechałam znowu do Malutkich, dlatego że są tam najspokojniejsze konie. Oczywiście wolałabym do p. Matyldy, ale niestety jest to zbyt daleko. W wakacje mogłam tam jeździć, gdyż jest to blisko mojej babci.

NIEDZIELA, 15 KWIETNIA 2012
byłam dzisiaj na koniach ! po 8 miesiącach przerwy. trochę się bałam, ale jak wsiadłam to się uspokoiłam. później Piła mi się spłoszyła, bardzo się wystraszyłam, ale na szczęście szybko się zatrzymała i wylądowałam na szyi. do końca jazdy było już nieźle. ogólnie kłus, szybciej i wolniej ;D kilka razy przez drąga. a na koniec dowolne stępowanie. w sumie to prawie nic mnie nie boli. prawie ^^. jadę znowu za tydzień na 13.

No i właśnie powyższy wpis był ostatnim, który opisywał jazdę.

Ostatnie zdanie brzmiące " Jadę znowu za tydzień na 13" , jest prawdą jednak nie napisałam z tej jazdy relacji. Powód do tego był taki, że jeździło mi się... co tu dużo mówić beznadziejnie. Nie z powodu konia, instruktora czy jakiś ogólnych czynników, tylko z powodu paraliżującego mnie lęku. Jeździłam znowu na Pile, i strasznie się bałam, że spłoszy mi się w tym samym miejscu. Nie mogłam spokojnie kłusować, zaraz usztywniałam się i jazda nie sprawiała mi najmniejszej przyjemności. Wręcz przeciwnie to był dla mnie koszmar. Strach opanował mnie całą nie mogłam myśleć o niczym innym, źle wykonywałam podstawowe ćwiczenia, nie mogłam się na czym innym skupić. Moje myśli wyrażały tylko : "Zaraz się penie spłoszy i spadnę, jesteśmy tyłem do wejście zaraz na pewno się spłoszy, zaraz spadnę i znów będę musiała iść do szpitala. ". Oczywiście nic takiego się nie stało. Żałuję, że wtedy nie pokonałam tego strachu. Od tamtej pory nie jeździłam. Teraz są wakacje i planuję jechać gdzieś na konie.
Muszę tylko znaleźć dobrą stajnię.



PS. Nie wszystkie wpisy były robione w ten sam dzień co jazda. !
Tutaj jest adres do mojego bloga: http://crazy-amazon.blogspot.com/
Użyte w tym wpisie notki są wyłącznie z mojego bloga, i napisane przeze mnie.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama