W sobotę przyjechałam do stajni przed 10 - jak zawsze. Pani Iga powiedziała, że pojedziemy w teren i że mam szykowac Witka. No więc wzięłam pudło z jego szczotkami i weszłam do jego boksu. Przywitałam się z nim, poklepałam go i zaczęłam czyścic. Po kilku minutach przyjechała również Kalina, która miała jeździc na Melanii. Kiedy wyczyściłam Witka, zaplotłam mu dobierańca na grzywie i poszłam po sprzęt do jazdy. Osiodłałam go i po chwili pani powiedziała, abyśmy wyprowadzały konie przed stajnię.
Dociągnęłam Witkowi popręg i wsiadłam na niego. Ustawiliśmy się w luźny zastęp (Pani Iga na Dudku, Ola na Kobyłce, ja na Witku i Kalina na Melci) i ruszyliśmy w stronę lasu. Od początku po wsiąściu na Witka wydawało mi się, że będzie się działo - miałam rację. Witek całą drogę do lasu strzelał gumkami i kręcił głową. Kiedy udało nam się przejechac autostradę (plac budowy autostrady) i wjechaliśmy do lasu, zaczęliśmy kłusowac. Na początku było ok, ale później witek zaczął wydziwiac i machał głową. Niestety całą drogę tak było - kiedy chciałam jechac na kontakcie kręcił głową niemiłosiernie i nią machał, kiedy dawałam mu luźną wodzę obniżał głowę tak, że szorował nosem po ziemi. Jednak zdecydowałam się na jazdę na luźniejszej wodzy, gdyż było to wygoniejsze i dla mnie i dla niego. Jakoś to zniosłam. Pojeździliśmy po lesie, trochę pogalopowaliśmy i powoli wracaliśmy (po ponad godzinie). Mimo to podobało mi się.
Po powrocie zaprowadziliśmy konie na myjke i umyliśmy. Potem zaprowadziliśmy je na pastwisko. Niestety z uwagi, iż Wtek był cały mokry po kąpieli wytarzał się w piachu na lonżowniku ;P Kiedyś to go naprawdę zatłukę... xD
Komentarze