Reklama

Pamiętnik stajenny - 21.04.2012 :)

21/04/2012 15:47
Dzisiaj przyjechałam do stajni o 9:45, przywitałam się z moją instruktorką, Agatą, Olą i udałam się czyścic Witka. Po wejściu do jego boksu przywitałam się z nim. Miał on postawione uszka (co rzadko mu się zdarza) i z zaciekawieniem się na mnie patrzył. Od razu zrozumiałam, że ma dzisiaj dobry dzień :) Wyczyściłam go i osiodłałam. Ucieszyłam się, gdyż miałam jeździc na nim bez rzadnych patentów, tzn. tylko w siodle na ogłowiu + dodatkowo sznurek na szyji.

W drodze na plac Witek szedł dośc nabuzowany (jak sprężyna, która ma zaraz wystrzelic) dlatego wolałam jechac nawodzach. Kiedy ruszyliśmy kłusem zaczą trochę podbrykiwac i machac głową. Po wejściu na plac z wodzy przeszłam na sznurek i to na nim jeździłam przez całą lekcje (prócz skoków). Jak zawsze ruszyliśmy kłusem i rozgrzewaliśmy konie dobre 15 minut. Potem pani ustawiła nam drągi przez które mieliśmy przejeżdżac kłusem raz w jedną raz w drugą stronę. Następnie po drągach miałam dodac zagalopowanie i tak w jedną i drugą stronę. Witek spisywał się bardzo dobrze, ładnie wyciągał nóżki :) Po tym cwiczeniu nadeszła chwila stępa dla odsapnięcia. Później zagalopowałam w jedną i drugą stronę, a na koniec pani ustawiła nam parkur (dośc spory jak na Witka) składający się z 3 przeszkód z czego jedna była skakana 2 razy w jednym przejeździe. Bardzo dobrze mi się współpracowało z Witkiem po mimo, iż po przed ostatniej przeszkodzie (na wolcie) zwalniał, a jak dawałam mu łydkę, bacik to brykał. Uważam, że tą jazdę mogę zaliczyc do bardzo udanych, lecz jednym jej minusem był padający deszcz.

Po powrocie do stajni rozsiodłałam Witka i przymierzyłam kilku koniom mój nowy zakup - kantarek sznurkowy. Najładniej leżał na Spidze, na Dudku średnio, gdyż ma on trochę garbonosy profil i nachramnik był trochę za ciasny, a na Witka był troszkę za duży. Później razem z Olą i Agatą poszłyśmy z kucykami i Mackiem na trawę gdzie konie się pasły, a my rozmawiałyśmy. Po powrocie do stajni konie dostały jeśc, a Agata i Ola pojechały do domu. Ja zostałam i pozamiatałam podwórko i rozplątałam Maciejowi ogon (z jednej wielkiej kupy wraz ze słomą powstał całkiem przyzwoity ogon). Czas tak szybko leciał, że musiałam już jechac do domu (o 14:30). Było wspaniale :)
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama