Do stajni przyjechałam razem z moją instruktorką, która zabrała mnie i Agatę. Przywitałam się z końmi i poszłam czyścic Witka. Czyściłam go dośc długo, gdyż przed moją jazdą się wytarzał i był cały w piasku. Skutkiem tarzania były również rozwalone warkoczyki, które ktoś mu zrobił, więc je poprawiłam. Po wyczyszczeniu poszłam po sprzęt do jazdy (ogłowie, czaprak, żel, sznurek, siodło i popręg). Osiodłałam go i zaprowadziłam na plac przed stajnią. Agata razem z Kobyłką weszły zaraz po nas.
Dociągnęłam Witkowi popręg, ruszyłam stępem i zaczęłam wykonywac cwiczenia rozgrzewające ręce oraz nogi (moje xD). Z wodzy przeszłam na sznurek. Po kilku minutach ruszyłyśmy kłusem. Witek był o dziwo chętny do pracy. Na jedno koło robiłam najpierw jedną woltę, a później dwie. Następnie po krótkich ścianach jechałam normalnym kłusem, a na długich dodawałam. Potem przeszłam do stępa, aby odpocząc. Następnie przyszedł czas na galop. Witek całkiem ładnie obniżał głowę. Przegalopowaliśmy po trzy kółka w jedną oraz drugą stronę i przeszliśmy do stępa. Następnym cwiczeniem jakie miałam wykonac było zatrzymywanie się przed drągiem położonym na ścianie (tzn. na pierwszym śliadzie). Może i cwiczeie wydawało się proste, wcale takie nie jest. Na początku jechałam stępem, później zatrzymywałam się z kłusa, a następnie z galopu. Trzeba przyznac, że nie zawsze udało nam się to poprawnie zrobic, ale większośc była udana. Później miałam dalej wykonywac to samo cwiczenie, ale tym razem miałam zebrac Witka i zagalopowac ze stępa (tzn. zagalopowanie ze stępa -> zatrzymanie -> zagalopowanie ze stępa itd.). Całkiem ładnie nam wychodziło. Na końcu jazdy miałam pocwiczyc zagalopowanie ze stępa raz w prawo, raz w lewo, ale na prostej. To już nie wychodziło tak ładnie, ale i tak jestem z Witka bardzo zadowolona. Po jeździe zaprowadziłam go do boksu i rozsiodłałam.
Pani Iga poprosiła mnie z Agatą o przyniesienie paru gałązek wierzby dla Macieja, z uwagi, że nie miał prawie wcale apetytu. Szybko się uwinęłyśmy i przyniosłyśmy mu "bukiet". Zjadł bardzo ładnie i nawet wstał. Postanowiłyśmy przynieśc mu więcej, więc szybko pobiegłyśmy, gdyż zanosiło się na deszcz. Pani Iga w tym czasie wypuściła Eliota i Dudka na plac i poganiała ich, aby się trochę poruszali (jak tylko będę mogła zamieszczę na galopuje filmik i zdjęcia). Niestety po zrobieniu paru fotek musiałam jechac już do domu, więc pożegnałam się z końmi i moją instruktorką i poszłam do samochodu.
Fajnie, pisz tak dalej;)