Pierwsze zawody, to nie tylko wielkie wydarzenie dla zawodnika. Przejęci są rodzice, trener, luzak i wszyscy przyjaciele zarówno ze stajni jak i poza niej oraz koń, który czuje każdą najmniejsza zmianę nastroju konia. Zawodnik czując presje otoczenia tym bardziej stresuje się przed pierwszym startem, chodź są to zawody rangi towarzyskiej.
Tego dnia, 10 lipca ubiegłego roku to ja byłam tym zestresowanym zawodnikiem. Zawody miały być sprawdzeniem przed egzaminem na brązową odznakę, a także jak to było przez wszystkich utrzymywane, zabawą. Trudno podejść do czegoś jak do zabawy, wiedząc, że będzie się ocenianym przez szereg jeźdźców i trenerów, a także laików jeździeckich. Moją sportowa partnerką miała byś srokata klacz, Hera popularnie nazywana w stajni Łaciutem. Największa końska indywidualność jaką miałam okazję pokochać, a i zdobyć kawałek jej serca. Zawody zaczęły się dla mnie już przed dzień, gdy czyściłam sprzęt i szykowałam konia. Noc miałam spędzić w stajni, aby od samego rana móc kontynuować przygotowania. Nocy tej nie można było nazwać przespaną, nie tylko przez stres, ale też hałasujące wciąż konie. Wsłuchiwałam się w dźwięki jakie towarzyszyły przeżuwaniu słomy, przechadzaniu się po boksie czy też zgadywałam, który z koni akurat położył się czy tez wstał.
Ranka wyczekiwałam długo, ale w końcu wskazówki wybiły godzinę siódmą. Miałam dwie godziny na nakarmienie Hery, wyczyszczenie jej i zaplecienie koczków, na które miałam już przygotowane warkoczyki. Na szczęście w tym wszystkim pomagała mi moja luzaczka, Basia. Nigdy wcześniej, plamy Hery nie były bielsze. Stres rozpoczął się przy załadunku koni. Byłam na tyle sparaliżowana, że do przyczepy konia wprowadzała moja trenerka. Przez małe problemy z załadunkiem, nie tylko Hery, ale również towarzyszącego jej konia mieliśmy opóźnienie. Na szczęście droga nie była długa, a nasz konkurs miał odbyć się jako drugi. Droga do ośrodka na Bronisinie Dworskim odbyła się bez przeszkód.
Gdy wyprowadziłam Łaciatą z przyczepy, a ta zaczęła zajadać się trawą poczułam jak stres powoli ucieka. Patrząc na spokojnego konia, który nic nie zrobił sobie ze zmiany otoczenia doszło do mnie, ze przecież to nic wielkiego, przeskoczymy parę przeszkód i wrócimy do domu. Nie było do końca tak sielankowo, gdyby nie pomoc Basi, nie miałabym szans na dotarcie na rozprężalnie, która znajdowała się na hali, a do której trzeba było przejechać obok stoisk sklepów jeździeckich. Miałyśmy małe problemy z przekroczeniem każdej bramy czy ogrodzenia. Rozpoczął się konkurs, a ja nie znałam jeszcze dobrze kolejności przeszkód. Na moje szczęście, było one złożone z wielu prostych linii o nie skomplikowanych najazdach oraz jednego szeregu na jedną foule.
Nadszedł czas na nasz przejazd, po małym problemie z wejściem na parkur, nadszedł drugi większy problem, banery reklamowe. Za żadną cenę Łaciut nie chciała do nich podejść, po kilku próbach powiedziałam sobie "raz kozie śmierć" i przemknęłyśmy galopem obok strasznych baner. Wszystko poszło bardzo szybko i gdy już myślałam, że przejazd będzie nie tylko szybki, ale również czysty, jedno moje zawachanie i klacz uciekła z przed ostatniego oksera. Kolejna próba zakończyła się przyzwoitym pokonaniem przeszkody, ale wynik wynosił 4 pkt. karne w normie czasu.
Nie czułam rozczarowania, byłam z siebie dumna, że nie zrezygnowałam przy problemie z banerami. wiedziałam, że na kolejnych zawodach będzie jeszcze lepiej, bo będziemy z Herą lepiej zgrane.
Załadunek powrotnych, w przeciwieństwie do wyjazdu przebiegł szybko i bez większych problemów, do stajni wróciliśmy z flo i bogatsze o nowe doświadczenie. Z tym dniem rozpoczął się nowy okres jeździectwa, wejście w sport to duże wydarzenie. Nawet jeśli jest to sport na poziomie rangi LL i L.
Miesiąc później bez problemu zdałam brązową odznakę w nowym miejscu i na nowo poznanym koniu. Miesiąc później razem z Herą zdobyłyśmy nasz pierwszy puchar. Dziś jesteśmy świetną parą partnerów, z własnym bagażem doświadczeń tych lepszych i tych gorszych. Niedługo nadejdzie czas dla mnie na zmianę konia, a dla Łaciatej na macierzyństwo. Może za parę lat zobaczycie mnie na parkurze na srokatym potomku mojego pierwszego konia.
świetnie sobie poradziłaś, ja też czekam aż pierwszy raz wystartuje. Daje 5 i zapraszam do mojego materiału. Pozdrawiam :) http://www.galopuje.pl/konie,jak-to-sie-zaczelo,18508.html
świetnie sobie poradziłaś, ja też czekam aż pierwszy raz wystartuje. Daje 5 i zapraszam do mojego materiału. Pozdrawiam :) http://www.galopuje.pl/konie,jak-to-sie-zaczelo,18508.html
świetnie sobie poradziłaś, ja też czekam aż pierwszy raz wystartuje. Daje 5 i zapraszam do mojego materiału. Pozdrawiam :) http://www.galopuje.pl/konie,jak-to-sie-zaczelo,18508.html
Gratuluję pierwszego startu :D