Napiszę jak według mnie powinien wyglądać pierwszy dzień na obozie.
Zawsze trudno rozstać się z rodziną przed wyjazdem. Najpierw dłuuuuga droga samochodem, ale nie wygląda tak u wszystkich oczywiście. Potem lekkie zawstydzenie dlatego lepiej jechać na obozykolonie z przyjacielem żeby było raźniej. Patrzysz dookoła i widzisz same nie znajome twarze. Czujesz jak narasta strach, że nikogo nie poznasz, nikt cię nie polubi, będą cie przezywać, staniesz się kozłem ofiarnym...i wiele innych czarnych scenariuszy jakie tylko przyjdą tobie do głowy. Właściciel wprowadza cię do twojego pokoju, a tam nie ma łóżek obok siebie dla ciebie i przyjaciółki. Narasta panika, że musisz się oddalić od niej. Potem rozpakowanie się i ...najprawdopodobniej kłótnia kto bierze jaką szafkę, półkę, kto gdzie stawia bagaż i gdzie stawia swoje rzeczy. Uważam, że taka mała kłótnia nie zaszkodzi, bo to nawet nie jest kłótnia. Wcześniej zaznajamiasz się z koleżankami z pokoju. Potem idziesz na tak zwane obczajenie terenu i zaznajamiasz się ze zwierzętami. Nie musisz się spieszyć z zawieraniem nowych znajomości. Wszystko w swoim czasie. Jeśli jest jeden wielki stół na wszystkich uczestników obozu to balanga gotowa, ale i tak wszyscy się przyzwyczają do swoich miejsc, więc nie ma to wielkiego znaczenia. W wielu stajniachstadninach wieczorem jest posiedzenie na którym mówimy ile mamy lat, jak mamy na imię, nazwisko, w jakiej miejscowości mieszkamy itp.itd. Wtedy jest łatwiej kogoś poznać. Na następny dzień rano jest częsta kłótnia o typową dla dziewczyn "ranną toaletę". Która pierwsza itp.
To tyle jak na zawarcie znajomości początkowej. Mam nadzieję, że pomogłam, a raczej napisałam jak wygląda początek obozu.
Komentarze