Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Popieram i uważam, że pierwszy galop ucznia w terenie świadczy o nieodpowiedzialności instruktora.
Popieram i uważam, że pierwszy galop ucznia w terenie świadczy o nieodpowiedzialności instruktora.
Wiatr we włosach- przecież to (oczywiście) tylko poetycka przenośnia, przynajmniej wg. mnie. Sama się tego typu metafor często dopuszczam w swoich tekstach.
Zdecydowanie się zgadzam i wystawiam 5/5 za uzasadniony rozsądek i całkowitą rację. Sama nieraz łapię się za głowę, gdy widzę, jak osoby ledwo trzymające się w siodle jadą w teren na galop.Przypominam sobie moje pierwsze zmagania z tym chodem- zamknięty roundpen, lonża, doświadczony kuc i ja, nie było mowy o wycieczkach do lasu... Dopiero po opanowaniu półsiadu i powodowania koniem w galopie nastał pierwszy teren i ogromna radość... to były czasy
Ja stanowczo jestem zdania, że (no dobra nie dajmy sie zwariowac,chodzi mi od konkretniejszą wyprawe) w teren nie powinni jechać jeźdźcy, którzy jeszcze nie galopowali...wiadomo koń to koń-to tylko zwierzę i najspokojniejszej i najabrdziej kochanej starej stajennej przytulance może się zdarzyć spłoszenie, poniesienie...dobrze aby jeździec był w stanie się wówczas utrzymać i jakimś tam stopniu odzyskać panowanie. Jasne upadki i to groźne mogą się zdarzyć nawet na placu...ale w terenie kryje się stanowczo więcej niespodzianek. A jak już jedziemy pozwiedzać...to po to aby dla wszystkich to była przyjemność a nie obawy i nerwówka:) Ale wracając do tematu-nie jestem zwolenniczką pierwszego galopu w terenie. Zauważyłam, że w niektórych ośrodkach pierwszy galop odbywa się nawet na lonży, aby delikwenta przyzwyczaić do nowego ruchu, żeby wiedział "czym do pachnie i z czym to się je" a potem pozwala na samodzielne próby na placu. Każdy ma prawo mieć swoje zdanie i każdy instruktor/jeździec olej w głowie na tyle mieć powinien by móc ocenić umiejetności,sytuacje,zagrożenia.
Coś w tym jest... ja pierwszy galop miałam w terenie, ale jechałam na najwolniejszej klaczy której wgl. się galopować ie chciało :P
Jak najbardziej uważam to za słuszność. Często osobom jeżdzącym już w stępie i kłusie wydaje się, że wiedzą już wszystko i sobie poradzą. Nieprawda, czasem tak nie jest. Tym bardziej, że w terenie konie są bardziej podekscytowane. Przez to - nowicjusze mają problemy z opanowaniem konia. Wstawiam 5 :)
Tak, jak najbardziej, ale sama zabrałam pewnego nowicjusza na pierwszy galop właśnie w teren. Na doświadczonej kobyle profesorce, która nie ponosi i trzyma sie krok w krok z koniem, którego ja dosiadam. Galop na pewno nie szaleńczy, a uczeń stanowczo pełnoletni, świadomy zagrożenia, w odpowiednim stroju.Z jednej strony owszem- bezpieczeństwo konia i jeźdźca, ale z drugiej... nie dajmy się zwariować.
Popieram i uważam, że pierwszy galop ucznia w terenie świadczy o nieodpowiedzialności instruktora.
Popieram i uważam, że pierwszy galop ucznia w terenie świadczy o nieodpowiedzialności instruktora.
Wiatr we włosach- przecież to (oczywiście) tylko poetycka przenośnia, przynajmniej wg. mnie. Sama się tego typu metafor często dopuszczam w swoich tekstach.