a więc było tak
najpierw pomogłam pani siodłać konia. Miałam jeździć na landrynce. Na początku jeździłyśmy ( ja moja siostra i inna dziewczyna) w kółko stępem. Potem kłusem, i przez drągi. Galopować mjałąm na koniec lekcji. Im bliżej było galopu tym większą miałam gulę w gardle.
Aż wkońcu nadeszła ta chwila. Zamieniłyśmy się końmi. One miały jeździć stępem. Pani przypięła mi lonże i mówiła jak to będzie wyglądało. Kazała mi jechać kłusem anglezowanym a potem przyłożyć łydki do galopu. No to jadę kłusem. Ppani mówi ,,to jedziemy galopem". No to jadę. pani popędza konia batem. W końcu nadszedł ten dlugo oczekiwany moment w życiu każdego początkującego jeźdźca. W końcu pierwszy raz galopuję!!! Jest wspaniale. Cały strach miną.
podsumowanie: Galop jest jak miłość od pierwszego , raz spróbujesz, odrazu pokochasz. :) :) :)
ola
Komentarze