W sobotę 24 listopada miałam pierwszy galop. Kiedy dojechałam do stadniny pani Kasia wracała z terenu,a pani Paulina czyściła Tybeta. To był dobry znak bo kiedy pani Paulina czyści jakiegoś konia to zapewne będzie na nim jeździć. Kiedy pani Kasia wjechała na ujeżdżalnię zaczęłam zakładać rękawice. pani Kasia przydzielała nam konie: pani Ania na swoim koniu Delcie, pani Paulina na Tybecie, Marta na Kairze, ja na Siwej. Po rozgrzewce mieliśmy slalom i drągi na kole. W końcu Galop. Marta galopowała za Deltą ale tylko 2-3 kroczki bo pani Kasia chciała tylko looknąć jak siedzi, a ja galopowałam za Tybetem. Przez 3/4 ujeżdżalni! Tak szybko zeszło to pół godziny. Potem ktoś wsiadał na Siwą więc pomogłam Marcie zaprowadzić Kaira do stajni. Potem weszła zdjąć Kairowi ogłowie, ale taka ciemna jest że nie wiem. stwierdziła że z lewej strony nie ma sprzączki od paska podgardła i poszła na prawą. Ale zawołała ją mama i w końcu ściągnęłam ogłowie. Jak się okazało na siwej jeździła dziewczynka z mojej szkoły ale na poprzedniej lekcji spadła z Abarta i strasznie się bała więc zsiadła. no i odprowadziłam Siwą. W sobotę było fajnie nie zapomnę galopu. No ale teraz mogę powiedzieć: Galopuję!
Komentarze