Mój pierwszy skok miał miejsce pół roku po tym jak zaczęłam jeździć.Jak zawsze przyszłam do stajni przed czasem by pobyć z końmi, i nic nie wiedziałam o żadnym skakaniu.Gdy przyjechały dziewczyny, zaczęłyśmy rozmawiać i czyścić konie.Wtedy przyszła do nas instruktora i powiedział że czas by nas sprawdzić w skokach, powiem szczerze że była strasznie przestraszona, gdyż nigdy wcześniej nie skakałam.Instruktorka ustawiała nam mini parkur.Gdy byłyśmy już zwarte i gotowe ja Martyna i sylwa dosiadłyśmy naszych rumaków i wio na jazdę.Wszystko było świetnie rozgrzewka, kłus, galop i przyszedł czas na najgorszą część której się tak obawiałam.Instruktorka wytłumaczyłam nam co i jak, ja jechałam pierwsza a dziewczyny przyglądały się.Byłam taka zestresowana, ale koń swoim prychnięciem dodał mi otuchy.Gdy konik odbił się kopytami od ziemi,poczułam wtedy że żyję.To było nie samowite.Nie zatrzymaliśmy tylko jechaliśmy dalej i pokonywaliśmy kolejne przeszkody, było to trochę lekko myślne bo niektóre miały po 100cm ale przeskoczyliśmy wszystkie bez najmniejszego problemu, żadnej zrzutki, czysto.Gdy podjechałam do instruktorki ta stwierdziła że jestem do tego stworzona.Więc zaczęłam trenować skoki, ale na wakacjach kolega pokazał mi swój program ujeżdżeniowy na zawody i odkryłam że to jest to.
Komentarze