Był ciepły majowy wieczór. Szykowałam Royala na trening. Miał być normalny trening, ale tata zaproponował, że może spróbujemy pojechać na Royalu w teren. Wcześniej nie jeździliśmy dlatego, że Royal w terenie na prostej drodze strasznie pędzi. Ale pomyślałam, że pojadę bo bardzo chciałam z Royalem przejechać się o zachodzie słońca. Tak więc osiodłałam Royala, tatuś poszedł po swój rower. Wyjechaliśmy na drogę ! Royal był bardzo grzeczny. Szedł sobie wolniutko stępem, a tata jechał przed nami na rowerze ( tak gdybym spadła i koń uciekał ;p ). Kiedy zjechaliśmy już z asfaltówki na polną dróżkę pojechałam sobie kłusem. O dziwo Royal też był spokojny i cudownie chodził. Niczego się nie bał. Nawet traktora który koło nas przejeżdżał :) Już nie pędził jak szalony. Słuchał się i biegł wolno. Spodobała mu się bardzo jazda w terenie. Wydawał się być bardzo zadowolony. Gdy jechalismy koło takiej łączki z makami, zauważyłam że na drodze leży wielka gałąź. Poskakaliśmy przez nią z Royalem i chwilę pochodziliśmy stępem po tej łączce. Było pięknie ! Staliśmy z moim rumakiem na środku łączki z makami, był zachód słońca, a wokół drzewa i strumyczek :) Jak już troche odpoczeliśmy postanowilismy z tatą wrócić już do domu. No więc wracamy ! Trochę kłusa, a potem już sam stęp. Dotarlismy do domu cali i zdowi. Szczęśliwi i zmęczeni ... Rozsiodłałam Royala. Kochany od razu poszedł się wytarzać. Ja usiadłam sobie na padoku koło niego i tak odpoczywaliśmy :) A tatuś schował rower i pomógł mi w chowaniu sprzętu :) Ten pierwszy teren zapamiętam do końca życia !
dzięki :) teren oczywiście niezapomniany :D
Fajnie :D teren napewno niezapomniany ! :DD