Powiadają iż starych drzew się nie przesadza... i że starego konia tańczyć nie nauczysz... hmm ciekawe jednak ze względu na mój barani upór postanowiłam sprawdzić czy faktycznie tak jest.
Jak wcześniej pisałam miałam kłopot z określeniem wieku mojego kuca jednak później okazało się, że Kuba ma 18 lat czyli jak na kuca to powiedzmy wiek ot taki sobie połowę ma za sobą. Gdy przyprowadziłam kuca do mojego gospodarstwa oczywiście nie obyło się bez przygód i chwil grozy / w naszym rejonie grasują wilki/ i powrotną drogą na tzw okrężkę w towarzystwie furmanki sąsiada z koniem, jego córką jako woźnicą, mnie i Kubą luzakiem z boku furmanki. To mój mąż stwierdził, iż całkiem mnie /przepraszam za wyrażenie/ "pogieło" stary koń do niczego się nie nadaje, mały i chudy zdechnie jak nic. Co prawda chudy to był ale był i jest dzielny gdy szedł obok furmanki /10 km/ dzielnie bez narżekań to serce mi się radowało że go wybrałam i będzie tylko mój i nikogo więcej, tak bardzo chciałam mieć konia. Uwierzcie mi do głowy mi nawet nie przyszło że ten koń da mi tyle szczęscia. Może nie jest najpiękniejszy, nie ma w klębie 170 cm, ale w jego oczach jest teraz nadzieja dla mnie i przedewszystkim dla Kuby.
Początkowo nie chciał wejść do boksu i miałam nieźle pozamiatane - jednak wpakował mi się do obory, do stada krów nie pozostało mi nic innego jak oddzielić Kubie miejsce w oborze, chce niech ma. A co mi tam.
I zaczęło się sprawdzanie i wypróbowanie czy jestem godna końskiego zaufania... cwana bestia... nie duży bo ma około 140 cm w kłębie /mądry profesorek/. Sprawdzał, kiedy dostanie gryzł, jak i gdzie się popadło najgorzej było z czyszczeniem kopyt to już był rytuał Kuby capnąć najlepiej w 4 litery. Życie pomyślałam, tak go zachwalali jaki to kochany koń, chodził w hipoterapii, spokojny, zrównoważony itd, itd... byłam zła że go wzięłam - jednak teraz wcale tej decyzji nie żałuję wręcz przeciwnie bardzo się cieszę.- Tak wariował przez dobry miesiąc dałam mu spokój ograniczałam się jedynie do zajęć związanych z karmą i pielęgnacją, było mi smutno nie wiedziałam jak się do tego konia zabrać. Nigdy wcześniej nie miałam konia, tak prawdę mówiąc to nawet nie umiem jeździć konno.
Jednak dla mnie nie liczy się jazda, choć gdzieś w głębi duszy to jak najbardziej bym pojechała... może kiedyś się odważę ale jeszcze nie teraz.
Jeszcze teraz zdarza się Kubie kłapać zębami ale to na mojego męża, nie wiem jakoś go nie trawi.
Nie chciał nawet zwracać na mnie uwagi ignorował jak się tylko dało. Zaczęłam czytać, sporo na temat tresury koni i pielęgnacji/ nie jestem żadną w tym zakresie wszechwiedząca/ serfowałam po necie w poszukiwaniu wiadomości na ten temat, trafiłam na was moi drodzy i powiem wam że piszecie jak doskonali fachowcy a przede wszystkim praktycy. Dosyć często czytam Wasze felietony z dziedziny hodowli i pielęgnacji to jest ogromna skarbnica wiedzy. I dziękuję Wam za to.
Komentarze