Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Bardzo ciekawa i pouczająca historia, bo ile koni tyle przypadków.Moja przyczepa jest przestronna, jasna (biała w środku) i trochę wyższa. Ponadto ma oświetlenie wewnątrz i czasem przez całą drogę koniom świecimy światło. Trap do wychodzenia z przodu sprawia iż konie bezstresowo z niej wychodzą.Była też przydatna kiedy trzeba było komuś przewieźć konia z chorą nogą do kliniki. Zdjęcie pokaże w galerii
U koni zdarzają się też fobie. Był późny wieczór. Bez problemów wprowadziłem do przyczepki Retorykę; stateczną, 8 - letnią klacz śląską. Obok znajdował się już jej stary towarzysz Roland. Na chwilę poszedłem zmienić okrycie i zabrać dokumenty. Gdy wróciłem z domu, z pożyczonej, bez wewnętrznego oświetlenia przyczepy, dochodziło głośne charczenie i coś w rodzaju kaszlu. Retoryka trzymała głowę wyciągniętą do przodu w dół, z pyska wydobywały się kłęby śliny ze śluzowatą wydzieliną i z trudem, głośno łapała powietrze. Natychmiast wyprowadziłem konia na zewnątrz i przekonany, iż czymś się zadławiła, zacząłem uciskać jej silnie spoconą szyję. Sprawiała wrażenie, jakby przynosiło jej to ulgę i po pewnym czasie zaczęła rytmiczniej oddychać. Zaczęliśmy więc spacerować i po kilkudziesięciu kółkach przy stajni ustąpił pot i wszystko wróciło do normy. Z wyjazdu tego wieczoru oczywiście zrezygnowałem. Minął ponad rok. Retoryka odbyła kilka "normalnych" podróży i nagle znów wieczór, ta sama przyczepka i jakby skopiowany, przeniesiony w czasie przypadek z zadławieniem. Tym razem, gdy klacz była już "stabilna" udałem się do miejscowego lekarza wet. Nie żyjący już dziś, stary, doświadczony lekarz, po wysłuchaniu mojej opowieści powiedział: "Nie martw się, ona się tylko zdenerwowała w ciasnym i ciemnym pomieszczeniu". Zestawiłem poprzednie zdarzenie i tak "zadławienie przeszło w klaustrofobię". Dziś Retoryka podróżuje bez problemów w zakupionej przestronnej i jasnej przyczepce, a ja nie odkładam na wieczór wyjazdów z szefową mojego stada.
Zawsze łatwiej jest załadować do przyczepy młodego konia gdy pierwszy wejdzie koń starszy i bardziej doświadczony. Warto też jest dać możliwość drugiemu koniowi patrzenia jak robi to jego towarzysz podróży. Warto też czasami "na sucho" wprowadzać i wyprowadzać konia z przyczepy, żeby się przyzwyczaił. Cierpliwość przynosi efekty....wiem to sama po sobie.
Jeśli ładuje się konie, które były poprawnie traktowane, nie boją się ludzi, a osoba wprowadzająca konia nie jest bojaźliwa to załadunek przebiega bez problemów. Nawet jeśli źrebak czy koń ma jechać pierwszy raz w życiu.Natomiast nie ma reguły ani uniwersalnego sposobu na załadunek zwierząt które mają przykre doświadczenia z ludźmi lub były hodowane w tabunie w znikomym kontakcie z człowiekiem.Załadunek takich koni wymaga wieloletniego doświadczenia i jest bardzo niebezpieczny zarówno dla konia jak i człowieka.Dlatego bardzo ważne jest, aby od pierwszych godzin życia źrebaka przyzwyczajać go do ręki i obecności opiekuna
Bardzo ciekawa i pouczająca historia, bo ile koni tyle przypadków.Moja przyczepa jest przestronna, jasna (biała w środku) i trochę wyższa. Ponadto ma oświetlenie wewnątrz i czasem przez całą drogę koniom świecimy światło. Trap do wychodzenia z przodu sprawia iż konie bezstresowo z niej wychodzą.Była też przydatna kiedy trzeba było komuś przewieźć konia z chorą nogą do kliniki. Zdjęcie pokaże w galerii
To musiało być dla was straszne...
U koni zdarzają się też fobie. Był późny wieczór. Bez problemów wprowadziłem do przyczepki Retorykę; stateczną, 8 - letnią klacz śląską. Obok znajdował się już jej stary towarzysz Roland. Na chwilę poszedłem zmienić okrycie i zabrać dokumenty. Gdy wróciłem z domu, z pożyczonej, bez wewnętrznego oświetlenia przyczepy, dochodziło głośne charczenie i coś w rodzaju kaszlu. Retoryka trzymała głowę wyciągniętą do przodu w dół, z pyska wydobywały się kłęby śliny ze śluzowatą wydzieliną i z trudem, głośno łapała powietrze. Natychmiast wyprowadziłem konia na zewnątrz i przekonany, iż czymś się zadławiła, zacząłem uciskać jej silnie spoconą szyję. Sprawiała wrażenie, jakby przynosiło jej to ulgę i po pewnym czasie zaczęła rytmiczniej oddychać. Zaczęliśmy więc spacerować i po kilkudziesięciu kółkach przy stajni ustąpił pot i wszystko wróciło do normy. Z wyjazdu tego wieczoru oczywiście zrezygnowałem. Minął ponad rok. Retoryka odbyła kilka "normalnych" podróży i nagle znów wieczór, ta sama przyczepka i jakby skopiowany, przeniesiony w czasie przypadek z zadławieniem. Tym razem, gdy klacz była już "stabilna" udałem się do miejscowego lekarza wet. Nie żyjący już dziś, stary, doświadczony lekarz, po wysłuchaniu mojej opowieści powiedział: "Nie martw się, ona się tylko zdenerwowała w ciasnym i ciemnym pomieszczeniu". Zestawiłem poprzednie zdarzenie i tak "zadławienie przeszło w klaustrofobię". Dziś Retoryka podróżuje bez problemów w zakupionej przestronnej i jasnej przyczepce, a ja nie odkładam na wieczór wyjazdów z szefową mojego stada.