Muszę się przyznać, że ostatnio nie jeździłam, ostatnio znaczy przez cała zimę. Nie ma się co złościć. Klacze na których jeździmy z panem Wiesławem były zastanowione w podobnym czasie i przyszedł czas na to, by były wysoko źrebne. Co prawda można jeździć do źrebienia, ale woleliśmy nie ryzykować. Zima wyjątkowo dawała w kość najpierw mrozy po 20 stopni, potem padał deszcz ze śniegiem, który zamarzał i nie pozostawiał nawet nadziei nawet na jazdę stępem, ale pomyślałam damy rade :D. Nie odzywałam się do stycznia bo wiedziałam, że i tak i tak nie ma szans, bo nawet jak się nie oźrebiły to już są zbyt wysoko źrebne, ale zadzwoniłam się zapytać jak się mają i usłyszałam odpowiedź ledwo człapią. No ale cóż wytrzymałam grudzień dam radę i styczeń chociaż było bardzo smutno bez koni.
Nadszedł luty. Idzie luty wkładaj buty, a konia kój bo ślisko znowu. Wykonałam telefon do Pana Wiesława i znowu usłyszałam jeszcze tą samą odpowiedź : Ledwo człapią, ale brzuchy już im opadły. Zafascynowana odpowiedzią, że nie długo zobaczę dziecko moich ulubiennic bardzo się ucieszyłam. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę i się rozłączyłam.
Minęło dziesięć dni i o 5:30 w poniedziałek usłyszałam dźwięk nadejścia połączenia. wyświetlił mi się numer Pana Wieśka, pomyślałam na co on tak rano do mnie dzwoni przecież jest nad ranem ( a nad ranem najczęściej się źrebią) i usłyszałam wesołą nowinę, że moja Banicja ( jeżdżę tylko na niej) ma córcię koloru nieznanego bo była jeszcze mokra i nie wiadomo czy gniady czy kary czy siwy, ale dla mnie mało ważne grunt, że jest nowe maleństwo w stajni.
To był bardzo szczęśliwy dzień. Zaraz po szkole udałam się na oględziny maleństwa i już wiedziałam ogień w jej oczkach ( po mamusi) :D. Z wielką niecierpliwością czekam na współprace z Banicją i jej maleństwem obchodzenia się z gówniarzem w boksie, tak żeby mnie nie kopną. Zapowiada się dość ciekawa przyszłość:D
Komentarze