Od kiedy sięgam pamięcią jeszcze jako dziecko zawsze gdzieś w swojej głowie miałam marzenie o własnym koniu. Sięgałam wzrokiem za wszystkie wiejskie płoty z nadzieją, że za którymś ujrzę konia, który podejdzie do mnie i będę mogła go pogłaskać, a później cały dzień opowiadać mamie jakie to szczęście mnie spotkało, koń który podszedł do płotu. Wycinałam obrazki z gazet z wizerunkiem koni, zbierałam pocztówki, wszędzie były konie. Pamiętam jak któregoś dnia poprosiłam babcię aby kupiła konia dla mnie. Bardzo ciężko było mi zrozumieć, że nie mamy dla niego warunków, bo przecież babcia miała taką dużą komórkę. Z upływem czasu i nieprzemijającej fascynacji końmi zaczęłam brać lekcje nauki jazdy konnej. Stadnina szybko upadła, ja miałam coraz więcej szkolnych obowiązków, marzenie o koniach ucichło. Po upływie kilku lat koleżanka ze szkoły zabrała mnie ze sobą do stajni w której jeździła. Od tego czasu we wszystkie weekendy rozpoczęłam na nowo naukę jazdy konnej, a marzenie posiadanie konia było realniejsze niż dawniej. Zaprzyjaźniłam się z właścicielami stajni, jeździłam w długie tereny, zdążyłam nawet rozmarzyć się o sporcie. Widziałam siebie i najlepszą klacz ze szkółki jak pokonujemy razem beczki, kupiłam kowbojki i koszulę w kratę. Nigdy podczas tej fascynacji końmi nie zastanawiałam się nad tym jak one „działają”. Z upływem czasu spędzonego przy koniach pojawiało się w mojej głowie coraz więcej pytań, jednak odpowiedzi jakie dostawałam nie satysfakcjonowały mnie. Mimo tak wielkiej niewiedzy na temat koni, wydzierżawiłam klacz, nadal marząc o zawodach. Była to wiekowa kobyłka, zasłużona w sporcie. Ćwiczyłyśmy razem i fatalnie nam szło. Pewnego dnia dostałam telefon, że właściciel przerywa mi dzierżawę i sprzedaje klacz z powodu zmian w stajni jakie chce wprowadzić. Zanim zapytałam o cenę klaczy, powiedziałam że kupię ją i jutro zapłacę. Kupiłam więc konia. Nie wiedząc o nich nic ponadto że mają cztery nogi, grzywę i ogon. Stała w pensjonacie jeszcze dwa miesiące po kupnie. Zaczęłam rozglądać się za swoim siodłem, ogłowiem, kierując się tylko i wyłącznie wyglądem sprzętu. Nagle warunki w pensjonacie uległy zmianie, klacz przestała być wypuszczana na pastwiska z innymi końmi, nie wiedziałam też czym i w jakich ilościach jest karmiona, zrobiła się nerwowa. Zabrałam ją do przyjaciółki, która też miała konia. Najprawdopodobniej był to moment w którym zaczęłam myśleć o klaczy nie o siodle, zawodach i koszuli w kratę. Odwiedzałam ją coraz rzadziej, zaniedbując konia i obietnice dane przyjaciółce, że nie długo zabiorę konia do swojego domu. Nie wiedziałam co robić z koniem, który od długiego czasu niejeżdżony stał się dla mnie problemem. Zaczęłam szykować stajnię, grodzić pole pod pastwisko mimo to przywóz klaczy do siebie odwlekałam. Szukałam pomocy na forach, odpowiedzi na pytania, ale wszystkie pomoce jakie znajdowałam wydawały się mało pomocne. Nie chciałam tego konia przez moment. Mimo to zorganizowałam dla niej towarzystwo w formie kuca i przywiozłam konie do swojego domu. Stałam z nimi pół dnia w stajni, patrząc jak się atakują i myśląc co dalej będzie. Strach przed nimi i nawał obowiązków jakie z nimi przyszły, rozwiały moje myśli o zawodach. Jak zmieniło się moje postrzeganie koni od kiedy zostałam właścicielem? Zaczęłam obserwować jak się zachowują, przestałam jeździć kiedy okazało się, że moja kobyłka nie chodzi sama w tereny, a ja nie potrafię jej do tego przekonać. Od kiedy mieszka u mnie razem z kucem zrozumiałam jak bardzo nie myślałam o niej kiedy marzyłam o zawodach z nią, jak bardzo naiwne było proszenie babcię by kupiła mi konia i trzymała go w komórce. Dziś sama jestem na etapie wprowadzania koni w chów bezstajenny, codziennie myślę co mogę jeszcze dla nich zrobić by ich życie było jak najbardziej zbliżone do ich naturalnych potrzeb. Dziś mam już trzy konie . Wciąż je poznaje, uczę się ich. Nie żałuję, że je mam, ale dostrzegam różnicę - posiadanie własnego konia, a korzystanie z koni szkółkowych. Przestało mi zależeć na sporcie, na sławie i poklasku w momencie kiedy dostałam do tego największą przepustkę w formie dobrze wytrenowanego własnego konia. Możliwe jest, że marnuję talent klaczy i nie rozwijam siebie. Rozwinęliśmy za to w tym czasie zaufanie do siebie i bezpieczeństwo. Nie wyobrażam sobie by puchar zdobyty przeforsowanym koniem był dla mnie większą radością, niż rżenie trójki koni gdy wołam je rano spoglądając przez okno sypialni.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
ja nie widze moich koni z sypialni, musze wyjsc na podworko, ale ich rzenie, popisywanie sie, prezentowanie, dazenie do kontaktu ze mna wystarczaja mi-.... od 2 lat nie bylismy na urlopie,ale tu, w domu mamy PRAWIE wszystko... fajna rodzine ( z plusami i minusami) , dobrych znajomych, cisze, spokoj,Szczecin oddalony o 25 km, Baltyk i jeziora..lasy.. dokad mam biec? Tu jest nasze miejsce:-)
ja nie widze moich koni z sypialni, musze wyjsc na podworko, ale ich rzenie, popisywanie sie, prezentowanie, dazenie do kontaktu ze mna wystarczaja mi-.... od 2 lat nie bylismy na urlopie,ale tu, w domu mamy PRAWIE wszystko... fajna rodzine ( z plusami i minusami) , dobrych znajomych, cisze, spokoj,Szczecin oddalony o 25 km, Baltyk i jeziora..lasy.. dokad mam biec? Tu jest nasze miejsce:-)