Jestem Ada, jeżdżę sportowo w KJ Aldragho, startuję w zawodach itd. itp. :> Urodziny obchodzę dnia 07.07, a imieniny 04.03 :) Jeździłam w wielu stajniach, a było to tak...
W wieku 6 lat mama zapisała mnie na pierwszą lekcję jazdy konnej w KJ Poster. Bardzo lubiłam konie, więc się ucieszyłam. Odbyłam tam kilka jazd na bułanym kucyku Wenecie. Był to bardzo wesoły kucyk, jak na początek za wesoły ;) Pewnego dnia, pani puściła mnie z lonży, a ja stępowałam dookoła placu, gdy nagle, Wenet zaczął strzelać barany i galopować. Ja, nowicjusz, spadłam, a kucyk pobiegł dalej. Nic mi się nie stało, pamiętam tylko tyle, że przeleciałam przez jego głowę i przez sekundę byłam pod końskim brzuchem :D Miałam wtedy za zadanie upiec tort, ale do dziś tego nie zrobiłam...
W wieku 8 lat powróciłam do jazdy konnej, bo mama uparła się, żeby chwilę przeczekać, aż będę mogła bardziej manewrować koniem. Zmieniłam stajnię, jeździłam wtedy w KJ Besthorses. I tu znowu, chwila lonży, ale potem już samodzielna jazda. Dosiadłam kucyków takich jak Portos, Nałęcz, Lawenda, Szarlotka, Tryton, czy nieszczęsny Adaś - a o nim za chwilę. Po dwóch latach miałam dostać na jazdę Lawendę, ale omyłkowo dostałam prawie identycznego Adasia! Młodego, niesfornego kuca :) Na początku wszystko było ok, ale nagle coś mu odbiło, i zrobił coś w stylu Weneta, tylko, że gorzej, bo także się wspinał. No i spadłam. Nie mogłam oddychać, Adaś się uspokoił i podszedł do mnie, leżącej przy ścianie hali, i smyrał mnie głową :P Opuściłam tą stajnię, ale nie zrobiłam przerwy.
W wieku 9 lat, po roku w KJ Besthorses, przeniosłam się do drogiego SKJ Poland Park. Na początku, przez pierwszy rok, dużo się nauczyłam. Pierwsze galopy, poprawny dosiad, zatrzymania i przejścia. Koniki były teraz duże i małe, np. Lion, Dick, Derek, Kler, Król Maciuś I , Minolta, Miłka, Bony II, Cyrano... Ale gdy już się nauczyłam, zawaliłam ujeżdżenie na odznace (a wielka szkoda, bo zapewne teraz miałabym już za sobą start w ogólnopolskich, a nie tylko regionalnych zawodach) i w ogóle, ciągle telepałam się w zastępie... :/ Grrr, a jazdy drożały. W końcu, gdy jazdy zaczęły kosztować po 120 zł, a ja nadal stałam w miejscu, musiałam tą stajnię zmienić.
W wieku 11 lat znalazłam razem z koleżanką LKJ Wolta. Jeździłyśmy tam przez pół roku? Hmm.. Tak. Polubiłam tam kuca felińskiego Harpuna. No, ale ja chciałam poprawić wcześniej zawaloną odznakę!
Tak więc w wieku 11, 5 lat przeszłam do KJ Wesołe Kopytko. Dwa razy pojeździłam na Don Mateo, dużo razy na Solledat (na której zdałam odznakę i pojechałam pierwsze zawody regionalne) i dużo razy na jej czteroletniej córce Shiraz (gdy Solledat została sprzedana :( ). Tak to szło :D A teraz jestem najszczęśliwszą osobą, bo jeżdżę w KJ Aldragho
a ile kosztuje jazda w KJ Aldragho???
a ile kosztuje jazda w KJ Aldragho???